Birdlip, 22 maj. 1943
— O „BYCIU PASYWNYM” (VI)
Ostatnio mówiliśmy o konieczności w Pracy, aby człowiek potrafił znaleźć błąd w swoich myślach i nie identyfikować się z nimi. Dziś wieczorem mówimy o konieczności znalezienia błędu w naszych emocjach. Aktywności Centrum Emocjonalnego są o wiele trudniejsze do stania się biernymi wobec aktywności Centrum Intelektualnego niż aktywności Centrum Intelektualnego. Człowiek może łatwiej myśleć inaczej niż czuć. Całkiem możliwe jest stanięcie się biernym wobec wielu myśli, za którymi przywykło się podążać i z którymi się identyfikowało, ale nie jest tak samo w odniesieniu do sfery emocji i uczuć. Powodem jest to, że utożsamiamy się z naszymi uczuciami o wiele bardziej niż z naszymi myślami. Nasze uczucia, nasze emocje, nasze nastroje nas opanowują. Zauważ siebie, kiedy jesteś rozdrażniony. Czy łatwo jest nie identyfikować się z tym zwykłym, codziennym stanem emocjonalnym? Możesz się uśmiechać, mówić radosne rzeczy i udawać, że wszystko w porządku, ale w głębi duszy jesteś uwięziony jak w imadle. Chociaż jedna strona ciebie może nie chcieć być rozdrażniona, to druga strona upiera się przy tym. Albo powiedzmy, że coś należącego do poczucia własnej wartości, do próżności, zostanie dotknięte – czy łatwo jest przestać się z tym utożsamiać? Czy łatwo jest się nie obrazić? Jednym z powodów jest to, że emocje są bardzo szybkie. Działają z bardzo „szybką” energią, znacznie szybszą niż ta używana w zwykłych myślach. Innym powodem jest to, że rzadko przyglądamy się naszym emocjom. Nie obserwujemy ich, ponieważ bierzemy je za pewnik. Nasze życie emocjonalne jest bardzo ubogie. Ale nie zauważamy, jak ubogie, nieprzyjemne i podłe jest. Gdybyśmy to zauważyli, zaczęlibyśmy go nie lubić. Zaczęlibyśmy nie lubić naszych zwykłych stanów emocjonalnych – a nawet zacząć ich nienawidzić. Ale osiągnięcie tego etapu świadomości zajmuje sporo czasu. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że tak naprawdę nie jesteśmy świadomi naszych zwykłych codziennych emocji, które praktycznie zawsze są negatywne, podłe, zazdrosne i marne – lub, krótko mówiąc, nieprzyjemne. Nasza miłość do nieprzyjemnych emocji jest niezwykła i bardzo lubimy nie tylko przekazywać je innym i zarażać ich, ale także słuchać o nieprzyjemnych rzeczach, skandalach i tak dalej. Nie wiemy, co robimy. Robimy to wszystko we śnie. Nie widzimy naszych emocji, ponieważ tak bardzo się z nimi utożsamiamy. Gdybyśmy mogli wyraźnie zobaczyć nasze zwykłe emocje, bylibyśmy przerażeni. Ale na szczęście nie jesteśmy w stanie ich zobaczyć, po prostu dlatego, że nie moglibyśmy tego znieść. Doprowadziłoby nas to do szaleństwa, gdybyśmy zobaczyli jakość naszego życia emocjonalnego. Wszyscy mamy szlachetne wyobrażenia o sobie. A Praca nigdy nie pozwala nam zobaczyć tego, czego nie możemy znieść. Jej działanie jest bardzo powolne, bardzo stopniowe, bardzo łagodne. Ale widzimy rezultaty/skutki naszych emocji i to jest punkt wyjścia. Widzimy na przykład, że ranimy ludzi. Ale nawet jeśli to sobie uświadomimy, mogą nam zająć lata samoobserwacji, zanim zdamy sobie sprawę, że mamy nieprzyjemne, zdradliwe lub paskudne emocje, które ranią innych i że to nasza wina. Musisz zrozumieć, że przebudzenie to bardzo długi i bolesny proces. Przebudzenie oznacza stawanie się coraz bardziej świadomym siebie, tego, jaki naprawdę jesteś. W sferze emocjonalnej jest to bardzo trudne. Jak często ludzie wyobrażają sobie, że zrobili wszystko, co mogli dla innych, podczas gdy w rzeczywistości nie zrobili nic poza wyrażaniem swoich najgorszych, najbardziej dotkliwych i szkodliwych, a często najpaskudniejszych emocji, których naprawdę powinni się wstydzić. W rzeczywistości wyrażanie nieprzyjemnych emocji to to, co w życiu tak często nazywa się „byciem szczerym” lub „próbą pomocy” itd. Ludzie naprawdę uważają, że mówienie sobie nawzajem wszelkiego rodzaju nieprzyjemnych i okropnych rzeczy jest uprzejmością i wyobrażają sobie, że jeśli słodko się uśmiechają, to ćwiczą miłosierdzie i dobra wola. Oto problem związany z naszymi stanami emocjonalnymi. Nie jesteśmy miłosierni ani nie mamy dobrej woli, a jedną z pierwszych rzeczy jest uświadomienie sobie tego do głębi i znienawidzenie tego. Kochamy siebie we wszystkim. Kochamy wszystko, co zaspokaja naszą próżność, i dlatego nie kochamy naszych bliźnich, chyba że nam schlebiają i czujemy, że darujemy im życie. I choć możemy mieć w sobie lepsze „ja”, które potrafi lepiej rozumieć innych ludzi, a nawet troszczyć się o nich, nawet jeśli nam nie schlebiają, to jednak mniejsze, bardziej skąpe „ja”, należące do miłości własnej, egoizmu i samozadowolenia, zwykle okazują się o wiele silniejsze – chyba że po długim okresie samoobserwacji lub gdy ucichną z powodu wyczerpania spowodowanego ciężką chorobą, która czyni osobowość bierną. W obliczu śmierci ludzie pragną jedynie, aby inni im wybaczyli. Dzieje się tak, ponieważ nie są już w małym „ja”. Jednakże upokorzenie to może nastąpić stopniowo poprzez działanie Pracy – to znaczy poprzez rosnącą świadomość tego, jaki naprawdę jesteśmy – za pomocą długiej i cierpliwej samoobserwacji oraz całego wewnętrznego bólu wynikającego ze zrozumienia, że życie nie może być takie, jakie sobie wyobrażamy.
Naszkicujmy teraz osobę pełną próżności, samozadowolenia, samouwielbienia, miłości własnej, samooceny, poczucia własnej wartości, zarozumiałości, poczucia własnej ważności, samozachwytu itd. Taka osoba jest silnie utożsamiona z samą sobą. Ta osoba jest bogata – „bogaty mężczyzna” (lub bogata kobieta). Tacy ludzie nie zdają sobie sprawy, że nie mogą czegoś zrobić. Ta myśl by ich zaskoczyła. Nie mają też pojęcia, że czegoś nie wiedzą. Są pewni, że wiedzą najlepiej. Czują się przygnębieni tylko wtedy, gdy ich próżność spotyka się z krytyką, lub bez wątpienia czują się wściekli. Ale nie potrafią dostrzec siebie. Mogą być bardzo mili, o ile otrzymują podziękowania i pochwały. Pomagają biednym, dają pieniądze tym, którzy są w potrzebie, pod warunkiem, że otrzymają należne uznanie i poczują się właściwie traktowani. Tacy ludzie mogą być bardzo użyteczni w życiu mechanicznym, ale w Pracy, która jest pod odwrotnym znakiem od życia, mogą znaleźć się w sytuacji bez wyjścia. Pamiętam, że wiele lat temu niektórzy ludzie tego pokroju, którzy działali w Pracy, postanowili się zjednoczyć i sprawić, by Praca „naprawdę ruszyła”. Uważali, że wszystko idzie zbyt wolno i że mogliby szybko odnieść wielki sukces, i bez wątpienia wyobrażali sobie siebie siedzących na podium na jakimś wielkim spotkaniu w Albert Hall lub podobnym miejscu, kłaniających się tysiącom ludzi. Czuli, że dzięki swojemu „bogactwu” – mówię to psychologicznie – mogą rozwinąć Pracę. Ale to z „biedy” człowieka Praca rośnie. Nie z bogatej osobowości Praca rośnie w człowieku, ale z wygłodniałej i prawdziwej istoty. Dlatego Praca odwraca wszystko i sprawia, że to, co aktywne, staje się pasywne, a to, co bierne, aktywne. Czy ktokolwiek z was naprawdę wyobraża sobie, że gdyby ta Praca odniosła wielki sukces w życiu i była rozpowszechniana dzień i noc, mogłoby zachować jakąkolwiek wewnętrzną, tajemną siłę i znaczenie? Radzę wam, abyście sami to przemyśleli. Ja osobiście bardzo wcześnie zdałem sobie sprawę, że ta Praca nigdy nie odniesie sukcesu w życiu i że nigdy nie można o nim pisać otwarcie, chyba że pośrednio. A jeśli się nad tym głębiej zastanowisz, zobaczysz, dlaczego tak musi być – to znaczy, jeśli pomyślisz o tym w kontekście znaków czynnych i biernych, w odniesieniu do osobowości i istoty.
Zajmijmy się teraz kwestią bierności wobec „lubień i nielubień”. Jest to część Pracy nad Centrum Emocjonalnym, odnoszącej się do ogólnej nauki bierności wobec aktywnego „ja”, które przejmuje kontrolę nad sprawami i nas kontroluje. Spróbuj zaobserwować swoje upodobania i niechęci oraz to, jak marnujesz się w głupich upodobaniach i niechęciach. W Pracy znajduje się ćwiczenie o tym znaczeniu: „Spróbuj przez jakiś czas polubić to, czego nie lubisz, i nie lubić tego, co lubisz”. Istnieje podobne ćwiczenie dotyczące Centrum Intelektualnego, o którym powinienem był wspomnieć wcześniej – mianowicie: „Spróbuj zaobserwować, z jakimi opiniami się zgadzasz i przemawiaj na korzyść drugiej strony”. Utożsamianie się z mechanicznym lubieniem i nielubieniem ogranicza człowieka do nawyków emocjonalnych. Często zdarza się, że odkrywasz, że to, czego nie lubisz, możesz łatwo polubić i odwrotnie. Nasze mechaniczne upodobania i niechęci opierają się na bardzo niewielu rzeczach. Zmieniają się w każdej chwili. A jednak przywiązujemy do nich tak dużą wagę. Często w Pracy odkrywasz, że ludzie, których nie lubiłeś, zaczynają cię lubić. To znak, że się zmieniasz. Ale nie możesz się zmienić, jeśli utożsamiasz się z każdym ze swoich chwilowych upodobań i niechęci. Jedna rzecz może tu pomóc – mianowicie, nie zawsze rozprawiać w nieskończoność o swoich upodobaniach i niechęciach i nie robić wokół nich zamieszania. Czasami jedyną formą rozmowy ludzi jest to, co lubią, a czego nie. Jakby naprawdę wyobrażali sobie, że to ważne! Żadna forma rozmowy nie jest bardziej egoistyczna ani wyczerpująca. Ćwiczenie przez krótki czas, w odstępach czasu, świadomego biernego poddawania się mechanicznym upodobaniom i niechęciom jest bardzo przydatne, ale nie zawsze, szczególnie dla tych, którzy mechanicznie są zbyt nieśmiali, by powiedzieć, co chcą. Mówiąc ogólnie, Praca zawsze sprzeciwia się temu, co mechaniczne w tobie. Jeśli mechanicznie masz za mało upodobań i niechęci, powinieneś mieć ich więcej i odwrotnie.
Porozmawiajmy teraz o jednej stronie bierności wobec lubienia i nielubienia. Porozmawiajmy o bierności wobec skojarzeń. Wiecie, że Praca mówi, że wszystko postrzegamy poprzez skojarzenia. Możemy jednak odczuwać, że jesteśmy w znanym i nieznanym miejscu w tym samym czasie, ale te uczucia nie znajdują się w tej samej części nas. Dla naszego małego „ja”, żyjącego w mechanicznych podziałach centrów, rzeczy mogą wydawać się znajome przez samo skojarzenie, które widziane z bardziej świadomego „ja” stają się obce. W ten sposób czasami „widzimy” siebie nawzajem – jak po raz pierwszy. Widzimy przez chwilę bez skojarzeń. Wrażenia wymykają się wtedy spod kontroli mechanicznej osobowości. Wtedy wszystko jest dziwne, nieznane i żywe. Wrażenia spadają wtedy na istotę. Przyzwyczajamy się do rzeczy dzięki skojarzeniom, więc nie widzimy już siebie nawzajem ani niczego, a jedynie nasze skojarzenia, z którymi całkowicie się identyfikujemy. Bierzemy inną osobę przez nasze skojarzenia. Identyfikujemy się z tymi skojarzeniami i dlatego myślimy, że ją widzimy i znamy. Teraz jest całkiem możliwe obserwowanie skojarzeń w działaniu, z którymi się identyfikujemy i w ten sposób ulegamy złudzeniu. Jest całkiem możliwe obserwowanie skojarzeń dotyczących innych, zwłaszcza jeśli zaczynamy zdawać sobie sprawę, że ich nie znamy. Na przykład ludzie przyjmują za pewnik, że się znają. To iluzja. Jesteśmy dla siebie prawie niewidzialni. Ale jeśli myślisz, że „wiesz”, nie będziesz w stanie „widzieć” bez mechanicznych skojarzeń. Oznacza to, że musisz zacząć od uświadomienia sobie, że nie znasz innych ludzi, jakkolwiek dobrze ci się z nimi znają. I tak jest ze wszystkim. Tak naprawdę nie wiemy. Ale jesteśmy pewni, że wiemy. Zacznij od przekonania, że nie wiesz i nigdy nie Znałeś. Zacznij od ignorancji. To jest „bieda” strona. A to daje nowe życie, ponieważ zaczynasz otrzymywać nowe wrażenia, nowe punkty widzenia, nowe zrozumienie. Jeśli wrażenia dotyczą istoty, widzisz w nowy sposób. Osoba „bogata”, głęboko utożsamiona z sobą, nie może oczekiwać, że zobaczy rzeczy bez skojarzeń ani że otrzyma jakiekolwiek nowe wrażenia dotyczące istoty, która jest punktem rozwoju człowieka. Będzie żył zawsze w związkach – w przeszłości. Również mężczyzna o upartych poglądach, mężczyzna lub kobieta przekonany, że zna dobro i zło, mężczyzna lub kobieta otwarcie lub skrycie zakochany w sobie i pewny siebie, swojej cnoty i punktu widzenia, taki mężczyzna lub kobieta, całkowicie utożsamiony z sobą, nie będzie w stanie podzielić się na dwie części. To znaczy, nie będzie w stanie zmienić swojej pozycji, ale musi zawsze pozostać tam, gdzie jest, a więc tym, czym jest w Skali Bytu. Gdzie i co jest tym samym w tej skali. To znaczy, poziom bytu, na którym jest człowiek, jest również tym, czym on jest. Jeśli zaczniesz postrzegać siebie biernie, zaczniesz dostrzegać poziom bytu, do którego jesteś przykuty przez aktywną, samo-działającą stronę, które nazywa siebie i która, w moim przypadku, oczekuje, że będzie nazywana „Maurice Nicoll”. Ta strona, w każdym człowieku, uzurpuje sobie tron i zasiada na nim. Istnieją niezliczone legendy, przypowieści i mity odnoszące się do tej niewłaściwej sytuacji psychologicznej człowieka. Trudno uwierzyć, że coś takiego rzeczywiście przytrafia się każdemu, że każdy ma na tronie niewłaściwego Władcę i że to przydarzyło się nam dawno temu. Przynajmniej myślimy, że jesteśmy panami we własnym domu. To nieprawda. Nie mamy prawdziwego pana na tronie naszego wewnętrznego świata – to znaczy, w naszej własnej psychologii. Musimy zrozumieć, że jeśli postrzegamy wszystko przez pryzmat przeszłych skojarzeń, nie będziemy w stanie dostrzec niczego inaczej. Możemy sobie wyobrażać, że widzimy inną osobę, ale będzie to wynikało z naszych skojarzeń. W ten sposób trzymamy się nawzajem w więzieniu naszych skojarzeń na swój temat. Wyrobiliśmy już sobie własne opinie o innych. Dlatego nie pozwalamy innym istnieć poza tym, co o nich myślimy poprzez skojarzenia. To wielka tragedia. Aby pozwolić ludziom odejść, by tak rzec, pozwolić im być innymi, zależy od tego, czy pozwolimy im odejść. To znaczy, od tego, czy nie będziemy próbowali utrzymać ich w tym, kim sobie ich wyobrażamy, poprzez nasze mechaniczne skojarzenia. Wszystkie matki i ojcowie mają tę trudność z dziećmi. Dotyczy to jednak wszelkiego rodzaju innych relacji w życiu. Pamiętajmy, że postrzegamy siebie nawzajem poprzez nasze skojarzenia, gdy już się ze sobą „zaprzyjaźnimy”, jak to się mówi. Nie rozumiemy, że postrzeganie kogoś poprzez własne skojarzenia nie ma nic wspólnego z tym, kim ta osoba naprawdę jest. Spróbujmy spojrzeć na inną osobę bez skojarzeń. To początek czegoś nowego. I tak często zdarza się, że ludzie mają zupełnie błędne skojarzenia z innymi i nigdy nawet nie dostrzegają ich prawdziwego przebłysku. Osobiście odkryłem w tej Pracy, że „znam” innych coraz mniej. Z pewnością nigdy nie powiedziałbym: „Znam tę osobę —! Znam tę osobę całe życie”.
To właśnie oznacza, innymi słowy, że nie wiesz nic poza kilkoma skojarzeniami z tą osobą.
***
Jedną z najtrudniejszych rzeczy w tej Pracy jest wytrwałe jej kontynuowanie, gdy ktoś dotknął czyjejś próżności. To pokazuje jedynie, jak bardzo działamy z próżności, nie zdając sobie z tego sprawy. Cała ta wybuchowa, szorstka, kłótliwa drażliwość życia wynika z dwóch emocjonalnych gigantów: Próżności i Pychy. Czy potrafisz trwać przy czymś, skoro powiedziano ci, że nie jesteś w tym dobry? Twoja próżność może się obrazić, ale twoja duma może pomóc. W każdym razie, jeśli potrafisz, możesz być całkiem pewien, że nie działasz wyłącznie z własnej osobowości, ale być może z czegoś autentycznego, głębszego, a zatem bardziej realnego. Jednak może to być tylko pycha, zwrócona na zewnątrz, która przychodzi z pomocą urażonej próżności. Jednocześnie można trwać przy tej Pracy poprzez dumę zwróconą do wewnątrz i w końcu znaleźć autentyczne powody, które nie mają nic wspólnego z powierzchownymi uczuciami, lecz wypływają z prawdziwej wartości samej Pracy. Chodzi o to, by dotrzeć do emocji wykraczających poza emocje własne. Musicie pamiętać, że w w pełni rozwiniętej szkole tej Pracy, wasza Próżność byłaby atakowana niemal każdego dnia, a wielu odchodziłoby oburzonych. W Instytucie we Francji powiedziano nam po wejściu, że „osobowość prawie nie ma prawa istnieć w tym miejscu”. Ale my tylko usłyszeliśmy to zdanie. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, co ono oznacza — z wyjątkiem późniejszego. Mówiąc na znacznie wyższą skalę, przypomnijmy sobie, ilu ludzi odeszło od Chrystusa, ponieważ „obrażali się w Nim”. Oznacza to, że utożsamiali się emocjonalnie z próżnością własnej wartości. Bycie takim jest naprawdę uciążliwe. Dowiecie się dlaczego to powiedziałem, jeśli jeszcze tego nie wiecie, ale jest głębsza strona tego wszystkiego — to znaczy, gdzie Praca naprawdę stawia was przeciwko sobie. Tutaj leży punkt, w którym ludzie zapominają o pracy i po prostu czują się zagubieni. Tutaj jest miejsce, w którym można pragnąć nie być tak emocjonalnie utożsamianym z tym, kim się jest. To tak, jakby przylgnąć do iluzji, od której nie można się uwolnić i która nie może już was ożywić. Musisz jednak zacząć zdawać sobie sprawę, że „utknąłeś” w iluzji, którą nazwałeś „Ja” i że poza tą iluzją możesz zacząć mieć prawdziwe rzeczy — to znaczy, te same rzeczy, ale inaczej.
Przyjrzyjmy się teraz innemu aspektowi identyfikacji emocjonalnej, który ilustruje jedną z wielu trudności stania się biernym wobec siebie – wobec tej osoby zwanej A, wobec tego aktywnego potwora Frankensteina, którego zostaliśmy doprowadzeni do stworzenia, a który teraz krąży po naszym małym świecie i przejmuje nad nami kontrolę, i mówi, jakby był „ja”, i wciąż Śpiewa wszelkiego rodzaju rzeczy, górnolotne i chełpliwe, a także pobożne i nieśmiałe. Ten potwór, ta maszyna, do której jesteś przywiązany – co o nim myślisz? Czy ci się podoba? Każdy jest przywiązany do swojej maszyny. Pamiętaj, że Praca uczy, że każdy jest maszyną, ale że maszyny są różnego rodzaju – niektóre są głośne jak karabiny maszynowe Bren, albo klekoczą jak maszyny do pisania, a niektóre są tak ciche jak licznik energii elektrycznej na korytarzu. Teraz ludzie porównują się z innymi. To znaczy, maszyny porównują się z maszynami i identyfikują się poprzez porównanie z sobą. Jeśli jesteś hałaśliwą maszyną, być może czujesz się lepszy od cichej maszyny. A jeśli jesteś cichą maszyną, dziękujesz Bogu, że nie jesteś hałaśliwą maszyną i tak dalej. To jest jedno ze źródeł emocjonalnej identyfikacji z samym sobą – to znaczy, jest to jedno ze źródeł lubienia siebie. W Ewangeliach powiedziano, że człowiek musi znienawidzić samego siebie. Ta Praca używa innego języka, ale ma to samo głębokie znaczenie. Praca mówi, że człowiek musi stać się bierny wobec siebie. Ale bardzo bolesne jest sprzeciwianie się zwykłemu sposobowi reagowania na życie. Czujesz, że tracisz tak wiele. A jednak nie tracisz niczego realnego i po pewnym czasie zaczynasz czuć, jak nowe formy życia wnikają w ciebie. Wracasz do tych samych scen, ale jesteś inny. To ten sam świat zewnętrzny, ale odbierasz go zupełnie inaczej. To ten sam rodzaj rzeczy, ten sam rodzaj wydarzeń, ale jesteś z nimi zupełnie inaczej powiązany. To nawet ci sami ludzie, ale widzisz ich i czujesz zupełnie inaczej. Przechodząc z jednego poziomu bytu i doświadczenia na nowy poziom, pojawia się bolesna luka. To jak opuszczenie czegoś znajomego. Jeśli będziesz trzymać się Pracy, po pewnym czasie odkryjesz, że możesz znów doświadczyć wszystkiego w pełni, ale na innym poziomie – czyli w nowy sposób.
Zostaw odpowiedź