Birdlip, 13 listopad, 1943
G. powiedział kiedyś, że w Ewangeliach pojawia się wiele kwestii dotyczących wewnętrznej nauki o naturze i możliwościach człowieka, ale zazwyczaj pomija się istotne punkty. Są one albo pomijane, albo podawane w niewłaściwej kolejności i pojawiają się bez związku. We fragmencie wykładów G., który teraz zacytuję, mowa jest o trzech głównych ideach: śmierci, narodzinach i śnie. Wszyscy wiedzą, że Nowy Testament mówi, że człowiek może się odrodzić, narodzić się na nowo, narodzić się na nowo lub narodzić się z góry (interpretując dosłownie). Chrystus mówi do Nikodema: „Jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J III 3). W języku Pracy oznacza to, że człowiek nie może wejść do Świadomego Kręgu Ludzkości, jeśli nie narodzi się na nowo lub nie narodzi się z Pracy. Ściśle rzecz biorąc, Praca powiedziałaby: „Jeśli się nie narodzi”, ponieważ fizyczne narodziny nie są narodzinami w ezoterycznym sensie. Kiedy człowiek przestaje być człowiekiem mechanicznym, kiedy staje się świadomy, kiedy pojawia się w nim Rzeczywiste „Ja”, wtedy jest Człowiekiem. W siedmiu kategoriach ludzi podanych w Pracy, nr 1, 2 i 3, ludzie, którzy stanowią większość ludzkości, należą do kręgu ludzi mechanicznych, kręgu pomieszania języków, wieży Babel, gdzie nikt nigdy nie może się zgodzić i nikt nie może zrozumieć drugiej osoby. Można powiedzieć, że ci, którzy się narodzili, zgadzają się ze sobą i rozumieją się, ponieważ te dwie rzeczy są tym samym. Wśród Świadomej Ludzkości istnieje zrozumienie. W tej Pracy staramy się nauczyć wspólnego języka, aby lepiej się rozumieć. Ostatecznie dążymy do narodzenia się, ale aby się narodzić, musimy umrzeć, a aby umrzeć, musimy się najpierw obudzić. Chrystus w przypisywanych mu słowach mówi po prostu: „Człowiek musi się narodzić na nowo, zanim będzie mógł wejść do królestwa Bożego”. W innym miejscu mówi: „Musimy się obudzić (tłumaczone jako „czuwać”) i modlić się”. W innym miejscu Chrystus mówi: „Jeśli ziarno pszenicy nie wpadnie w ziemię i nie zginie, samo zostanie…” (J XII, 24). Zobaczysz w dalszej części, jak źle to wszystko zostało ułożone, jakby przez ludzi, którzy tak naprawdę nie rozumieli tego, co słyszeli. Załóżmy, że nauka Ewangelii była jasna, że człowiek musi się przebudzić, zanim będzie mógł cokolwiek innego uczynić, i że w tym zawiera się uświadomienie sobie, jaki jest. Można by pomyśleć, że w takim przypadku cały bieg egzoterycznego chrześcijaństwa potoczyłby się inaczej. Jeśli się zastanowisz, zobaczysz, jak niemożliwe jest umrzeć dla siebie, jeśli się nie przebudzi, jakkolwiek bolesne by to przebudzenie nie było.
Dodam tu jeszcze jedną rzecz. Pamiętacie, że mówi się, iż wpływy C, pochodzące bezpośrednio od Świadomej Ludzkości, zawsze przekształcają się w wpływy B, gdy przechodzą w życie. Z tych szkół, które były związane z Chrystusem, nic nie pojawiło się w życiu zewnętrznym przez co najmniej pół wieku. Tylko w atmosferze szkoły wpływy G mogą być naprawdę zachowane. Bez tej atmosfery ludzie dostosują je do siebie, do swojego poziomu zrozumienia i do tego, co uważają za dobre lub złe. W rezultacie pomijane są istotne punkty, rzeczy są źle ułożone, pomijane są wszystkie trudne kwestie, a rzeczy, które wydają się niewiarygodne z życiowego punktu widzenia, są również pomijane. Co więcej, wszystko jest zafałszowane powszechnymi uprzedzeniami, zwyczajami i poglądami moralnymi tamtych czasów. Musicie pamiętać, że w tamtych czasach każdy rękopis musiał być przepisywany ręcznie, a skrybowie naturalnie zmieniali zdania, z którymi się nie zgadzali lub które nie rozumiały, albo wstawiali rzeczy, które ich zdaniem powinny zostać powiedziane itd. Wpływy C nie mogą istnieć w życiu i zawsze przekształcają się w wpływy B. Umysł człowieka, oparty na zmysłach, musi zostać uniesiony tak, aby nie myślał już – na przykład – w kategoriach „tak” lub „nie” o wszystkim.
Teraz chciałbym przeczytać wam coś, co G. powiedział wiele lat temu:
„Często zadawano mi pytania w związku z różnymi tekstami, przypowieściami i tym podobnymi fragmentami Ewangelii. Moim zdaniem nie nadszedł jeszcze czas, abyśmy mówili o Ewangeliach. Wymaga to większej wiedzy. Ale od czasu do czasu będziemy brać pod uwagę niektóre teksty Ewangelii jako punkt wyjścia do naszych dyskusji. To nauczy was, jak je właściwie traktować, a przede wszystkim uświadomi wam, że w znanych nam tekstach zazwyczaj brakuje najistotniejszych punktów.
Na początek weźmy znany tekst o ziarnie, które musi obumrzeć, aby się narodzić: „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity”.
Ten tekst ma wiele różnych znaczeń i będziemy do niego często wracać. Przede wszystkim jednak należy poznać zasadę zawartą w tym tekście w pełnym zakresie, w odniesieniu do człowieka.
Istnieje księga aforyzmów, która nigdy nie została opublikowana i prawdopodobnie nigdy nie zostanie opublikowana. Wspominałem już o tej książce w kontekście znaczenia wiedzy i zacytowałem wtedy jeden aforyzm z książki.
W odniesieniu do tego, o czym teraz mówimy, ta książka mówi: „Człowiek może się narodzić, ale aby się narodzić, musi najpierw umrzeć, a aby umrzeć, musi najpierw się obudzić”.
W innym miejscu napisano: „Kiedy człowiek się obudzi, może umrzeć; kiedy umrze, może się narodzić”.
Musimy dowiedzieć się, co to znaczy. „Przebudzić się”, „Umrzeć”, „Narodzić się”: to 3 kolejne etapy. Jeśli uważnie przestudiujesz Ewangelie, zauważysz, że często wspomina się o możliwości „narodzenia się”; wielokrotnie wspomina się o konieczności „umierania”; a także bardzo często mówi się o konieczności „przebudzenia się”… „Czuwajcie, bo nie znacie godziny”… i tak dalej. Ale te trzy możliwości człowieka, przebudzenia się lub nie zaśnięcia, śmierci i narodzenia się, nie są ze sobą powiązane. Niemniej jednak o to właśnie chodzi. Jeśli człowiek umiera bez przebudzenia, nie może się narodzić. Jeśli człowiek rodzi się bez śmierci, może stać się „rzeczą nieśmiertelną”. Zatem fakt, że nie „umarł”, uniemożliwia człowiekowi „narodzenie się”; fakt, że się nie „przebudził”, uniemożliwia mu „umarcie”; a gdyby narodził się, nie „umarłszy”, nie mógłby „być”.
Mówiliśmy już wystarczająco dużo o znaczeniu „narodzenia się”; odnosi się to do początku nowego wzrostu istoty – początku kształtowania się indywidualności, początku pojawienia się jednego niepodzielnego „ja”.
Ale aby móc to osiągnąć, a przynajmniej zacząć to osiągać, człowiek musi umrzeć, to znaczy, musi uwolnić się od tysiąca drobnych przywiązań i identyfikacji, które utrzymują go w pozycji, w której się znajduje. Jest przywiązany do wszystkiego w swoim życiu, przywiązany do swojej wyobraźni, przywiązany do swojej głupoty, przywiązany do swoich cierpień, a być może do swoich cierpień bardziej niż do czegokolwiek innego. Musi uwolnić się od tego przywiązania. Przywiązanie do rzeczy, utożsamienie się z rzeczami, podtrzymuje przy życiu tysiące bezużytecznych „ja” w człowieku. Te „ja” muszą umrzeć, aby mogło narodzić się wielkie „ja”. Ale jak sprawić, by umarły? One nie chcą umrzeć. Właśnie w tym momencie z pomocą przychodzi możliwość przebudzenia. Przebudzić się oznacza uświadomić sobie swoją nicość, to znaczy uświadomić sobie swoją całkowitą i absolutną mechaniczność oraz swoją całkowitą i absolutną bezradność. I nie wystarczy uświadomić to sobie filozoficznie, słowami. Człowiek musi to sobie uświadomić w jasnych, prostych i konkretnych faktach, w swoich własnych faktach. Kiedy człowiek zaczyna choć trochę poznawać siebie, dostrzega w sobie wiele rzeczy, które z pewnością go przerażają. Dopóki człowiek nie jest przerażony sobą, nic o sobie nie wie. Postanawia to odrzucić, powstrzymać, położyć kres. Ale bez względu na to, jak wiele wysiłków by podjął, czuje, że nie może tego zrobić, że wszystko pozostaje takie, jakie było. Tutaj ujrzy swoją niemoc, bezradność i nicość. Albo znowu, kiedy zaczyna poznawać siebie, człowiek dostrzega, że nie ma niczego, co byłoby jego własne, to znaczy, że wszystko, co uważał za swoje, jego gusta, poglądy, myśli, przekonania, nawyki, a nawet wady i przywary, wszystko to nie jest jego własne, lecz zostało gdzieś zapożyczone i gotowe. Czując to, człowiek może poczuć swoją nicość. A czując swoją nicość, człowiek powinien widzieć siebie takim, jakim naprawdę jest, nie na sekundę, nie na moment, ale stale, nigdy o tym nie zapominając.
Ta ciągła świadomość własnej nicości i bezradności ostatecznie doda człowiekowi odwagi do „umrzeć”, a to znaczy do „umrzeć” nie tylko mentalnie, czy w swojej świadomości, ale do „umrzeć” w rzeczywistości i do rzeczywistego i na zawsze wyrzeczenia się tych aspektów siebie, które są albo niepotrzebne z punktu widzenia jego wewnętrznego rozwoju, albo go hamują. Tymi aspektami są przede wszystkim jego „Fałszywe «ja»”, a następnie wszystkie fantastyczne idee dotyczące jego „indywidualności”, „woli”, „świadomości”, „zdolności do działania”, jego mocy, inicjatywy, determinacji itd.
UWAGA
Chciałbym powiedzieć, że powinniśmy zrozumieć i zawsze starać się pamiętać, że w tej Pracy nie staramy się pozostać tacy, jacy jesteśmy, ale się zmieniać, a zmiana nie oznacza pozostania takimi, jacy jesteśmy. Każda zmiana jest wewnętrzna i zaczyna się od wnętrza – od początku, od poznania, jaki jest się. Nikt nie może pozostać taki sam, jaki jest, i się zmienić. Bufory, postawy, wyobrażenia o sobie, mechaniczne zachowania, typowe formy wewnętrznego rozmyślania, rozliczania się z innymi, wszystkie nasze idee życiowe i sposoby myślenia, formy samooceny, a przede wszystkim sposoby, w jakie się identyfikujemy – wszystkie te rzeczy w nas muszą się zmienić, jeśli chcemy się zmienić. Nie możesz, dopóki trzymasz się swoich buforów i utrwalonych sposobów odbierania i oceniania rzeczy, swojej samooceny i typowych reakcji, zmienić się w sobie – nawet jeśli pójdziesz na pustynię i będziesz żyć o szklance wody dziennie. Aby się zmienić, konieczne jest, aby ludzie pracowali nad sobą i próbowali oddzielić się od tego, kim są, i obserwowali siebie zgodnie z tym, co mówi Praca.
Zostaw odpowiedź