Birdlip, 21 sierpnia 1941 r.
Sekcja II – Ostatnio czytano artykuł o konieczności nietraktowania wszystkiego jako „ja” w sobie. Słyszałeś już wcześniej, że „jeśli człowiek nie podzieli się na dwoje, nie może ruszyć się z miejsca, w którym jest”. To powiedzenie, często używane w tej Pracy, odnosi się do początku procesu, który nazywa się wewnętrznym oddzieleniem. Człowiek musi najpierw podzielić się na dwoje. Jednak dalsze etapy wewnętrznego oddzielenia są bardziej złożone.
Pozwól, że podam ci przykład. Niedawno ktoś powiedział mi, że po raz pierwszy zaczął dostrzegać, co oznacza samoobserwacja i separacja. Powiedział: „Zawsze traktowałem negatywne emocje jako paskudną część siebie. Uświadomiłem sobie swój błąd”. Samoobserwacja pokaże nam nasze negatywne stany. Ale z reguły konieczne jest coś więcej niż tylko ich obserwacja, a mianowicie wewnętrzna separacja. I nikt nie może oddzielić się od czegokolwiek, co obserwuje w sobie, jeśli uważa to, co obserwuje, za siebie, ponieważ wtedy nieuchronnie uczucie „ja” przejdzie w to, co obserwuje w sobie, a to uczucie „ja” zwiększy siłę i moc tego, co obserwuje. Musi nauczyć się mówić we właściwy sposób: „To nie jestem ja – nie »ja«”. Teraz, jeśli traktuje swoje negatywne emocje jako paskudną część siebie, nie będzie w stanie oddzielić się od nich. Czy widzisz dlaczego? Nie będzie w stanie oddzielić się od nich, ponieważ traktuje je jako siebie i w ten sposób nadaje im ważność „ja”. I jak powiedziano w ostatniej rozmowie, jeśli damy wszystkiemu w sobie poczucie „ja”, jeśli powiemy „ja” do wszystkiego, co myślimy, czujemy, mówimy lub wyobrażamy sobie, nic nie może się zmienić. Ponieważ „ja” nie może zmienić „ja”. A jeśli będziemy praktykować samoobserwację na tej podstawie, wszystko, co obserwujemy, będzie „ja”. Podczas gdy tak naprawdę wszystko w nas – praktycznie rzecz biorąc – jest „tym” – to znaczy maszyną działającą samodzielnie. Zamiast mówić „myślę”, powinniśmy zdać sobie sprawę, że o wiele bliższe prawdy byłoby powiedzenie „to myśli”. A zamiast mówić „czuję”, bliższe prawdy byłoby powiedzenie „to czuje”.
To, co nazywamy sobą, to, do czego mówimy „ja”, jest w rzeczywistości ogromnym światem, większym i bardziej zróżnicowanym niż świat zewnętrzny, który postrzegamy za pomocą naszych zewnętrznych zmysłów. Nie mówimy „ja” temu, co widzimy w świecie zewnętrznym. Ale mówimy „ja” wszystkiemu, co dzieje się w naszym wewnętrznym świecie. Ten błąd wymaga wielu lat, aby go choć trochę zmodyfikować. Ale czasami na chwilę otrzymujemy jasne światło zrozumienia i zdajemy sobie sprawę, co to oznacza i co Praca nieustannie nam mówi. Jeśli człowiek przypisuje sobie zło, jest w złej pozycji w odniesieniu do niego, tak samo jak gdyby przypisywał sobie dobro i jego zasługę. Każdy rodzaj myśli może wejść do twojego umysłu; każdy rodzaj uczucia może wejść do twojego serca. Ale jeśli przypiszesz je sobie i powiesz „ja” do wszystkich z nich, przymocujesz je do siebie i nie będziesz mógł oddzielić ich wewnętrznie. Można uniknąć negatywnych myśli i uczuć, jeśli nie weźmie się ich za siebie – za „ja”. Ale jeśli ktoś bierze je za „ja”, łączy się z nimi – to znaczy utożsamia się z nimi – i wtedy nie może ich uniknąć. Istnieją stany wewnętrzne – stany w nas wszystkich – których musimy unikać, tak jak unika się wchodzenia w błoto w zewnętrznym, widzialnym świecie. Nie wolno ich słuchać, nie wolno im iść z nimi, nie wolno ich dotykać ani pozwalać, by one dotykały ciebie. To jest wewnętrzne oddzielenie. Ale nie możesz praktykować wewnętrznego oddzielenia, jeśli przypisujesz wszystko, co dzieje się w twoim wewnętrznym, niewidzialnym życiu – gdzie naprawdę wszyscy żyjecie – sobie.
Często byłem zaskoczony, gdy ludzie pytali mnie o siebie w odniesieniu do myśli, które ich dręczą i niepokoją. Na przykład ludzie, którzy szczycą się tym, że są tym, co nazywa się „czystym umysłem”, często znajdują się w torturach nieprzyzwoitych myśli i obrazów; dokładnie to się dzieje, gdy ktoś upiera się przy myśleniu, że wszystko w nim lub w niej jest „ja”. W związku z tym pamiętam, że po opuszczeniu Instytutu we Francji pojechaliśmy do Szkocji, do domu mojego dziadka. Zgromadził on ogromną bibliotekę, wśród której było wiele tomów teologicznych i moralnych. Były one, oczywiście, całkowicie formatywne. Ale nie mając nic innego do czytania, spędziłem tam część długich zimowych wieczorów, próbując zrozumieć, o czym były. Były tam zwykłe, niekończące się, pełne jadu argumenty o naturze Trójcy, naturze herezji itd., ale zauważyłem, że jednym z tematów debaty, który często się pojawiał, było to, czy jesteśmy odpowiedzialni za nasze myśli. Niektórzy z najbardziej surowych moralistów upierali się, że jesteśmy, ale kilku z tych dawno nieżyjących teologów przyjęło punkt widzenia, że nie jesteśmy. Niektórzy mówili, że diabeł przysłał nam nasze myśli. Ale żaden z tych pisarzy, których przeczytałem, nie przyjął psychologicznego spojrzenia na to pytanie.
W każdej chwili mogą do nas wkroczyć najdziwniejsze myśli i obrazy. Jeśli powiemy im „ja”, jeśli pomyślimy, że je pomyśleliśmy, mają nad nami władzę. A jeśli spróbujemy je wyeliminować, okaże się to niemożliwe. Dlaczego? Powtórzę jeden z moich opisów tej sytuacji. Wyobraź sobie, że stoisz na desce i próbujesz ją podnieść, walcząc tak mocno, jak potrafisz. Czy ci się uda? Nie, ponieważ sam próbujesz się podnieść, a to jest niemożliwe.
Wymaga to znacznego przeorientowania całej koncepcji samego siebie, aby móc zdać sobie sprawę, co to wszystko znaczy. Tak wiele buforów i form dumy oraz głupich sposobów myślenia uniemożliwia nam zobaczenie, jaka naprawdę jest sytuacja w nas samych. Wyobrażamy sobie, że kontrolujemy samych siebie. Wyobrażamy sobie, że jesteśmy świadomi i zawsze wiemy, co myślimy, mówimy i robimy. Wyobrażamy sobie, że jesteśmy jednością i że mamy prawdziwe, trwałe „ja”, a więc mamy wolę, i wyobrażamy sobie wiele innych rzeczy oprócz tego. Wszystko to stoi nam na drodze i zanim będziemy mogli praktykować wewnętrzne oddzielenie, konieczne jest zupełnie nowe odczucie wobec siebie i wobec tego, kim naprawdę jesteśmy.
Zostaw odpowiedź