Birdlip, 27 maja, 1944
Podczas ostatniego odczytu, pani Nicoll zasugerowała, aby ludzie obserwowali swoje wewnętrzne, pełne gniewu rozmowy i własne, specyficzne formy samousprawiedliwiania się, które nieustannie powtarzają się w tych głęboko negatywnych stanach, o których była mowa w artykule. Mówię teraz do tych, którzy chcą pracować poważnie. Pani Nicoll zwróciła uwagę Grupy na konieczność częstego zapisywania rzeczy – rzeczy, które są wynikiem samoobserwacji. Pamiętam, że dawno temu pan Uspieński kazał nam zapisywać rzeczy, które zaobserwowaliśmy w sobie w krótkim czasie. Radził nam jednak zamknąć drzwi na wypadek, gdyby ktoś wszedł i zobaczył, co napisaliśmy. Zapisane rzeczy stają się jaśniejsze, ponieważ tak wiele z naszej samoobserwacji jest niewystarczające. Niepełna samoobserwacja jest z pewnością nieunikniona na początku. Zapisując to, co obserwujemy w sobie, czynimy obserwację pełniejszą. Więcej pamiętamy. Radziłem wam czasami prowadzić jakiś prywatny dziennik, w którym zapisujecie rzeczy o sobie, o Pracy, o swoich obserwacjach.
Załóżmy, że ktoś zapisuje w takiej książce swoje obserwacje wewnętrznych skarg na innych, które pojawiają się dzień po dniu przez pewien okres. Oczywiście, trzeba być wobec siebie szczerym, kiedy się to robi. To znaczy, trzeba zapisywać wszystko. Jeśli to zrobisz, będziesz bardzo zaskoczony, gdy przewrócisz strony i zobaczysz, że dokładnie to samo działo się w tobie rok temu lub rok wcześniej, podczas gdy prawdopodobnie przez cały czas myślałeś, że twoje skargi są całkiem nowe i świeże, całkiem wyjątkowe, że mogłeś zgłaszać wewnętrzne skargi raz czy dwa w życiu wcześniej, ale z pewnością nie tak codziennie i co roku. To właśnie tego rodzaju obserwacje dają nam relację z naszym życiem leżącym w czasie życia – w czwartym wymiarze. Załóżmy teraz, że odkryjesz (cytuję podany tu przykład), że odkryjesz, że zawsze narzekałeś na to samo u wszystkich, jakkolwiek różnili się od siebie inni ludzie – tj. masz tę samą skargę do zupełnie różnych osób – jaki wniosek możesz wyciągnąć z tej obserwacji samego siebie? (Przypominam tu ponownie, że zwracam się wyłącznie do tych, którzy poważnie pragną obserwować siebie i nad sobą pracować). Do jakiego wniosku możesz dojść? Jedyny wniosek, jaki możesz wyciągnąć, to taki, że jest w tobie coś, co działa cały czas, a ty dostrzegasz tylko efekty lub rezultaty. Błąd nie leży w innych ludziach, wobec których masz te ciągłe pretensje, ale w czymś w sobie, czego nie zauważyłeś. Inni ludzie mogą wiedzieć, co to jest, lub coś z tego, ale ty sam tego nie dostrzegasz. Ale kiedy uświadomisz sobie, że ta twoja reakcja jest całkiem typowa i że zawsze miałeś dokładnie takie same pretensje, to cię to zaszokuje. To cię zaskoczy.
Zobaczysz, że to właśnie narzekanie musisz zauważyć w sobie, a nie to, co twoim zdaniem je powoduje. Następnym razem, gdy te narzekające „ja” zaczną powracać do swojej zwykłej aktywności, szok, którego doświadczyłeś, może dać ci emocjonalną siłę, by je zaobserwować, zanim zaczną używać twoich ust w twoim imieniu. Doświadczysz szoku, przypominając sobie o sobie. Przeżyjesz moment oddzielenia się od tych „ja”, to znaczy, przestaniesz się z nimi utożsamiać. Zobaczysz je jako coś w sobie, czemu przez cały ten czas dawałeś pełną aprobatę i wiarę, co usprawiedliwiałeś i tak bardzo pielęgnowałeś.
Praca uczy, że powinniśmy walczyć z samousprawiedliwianiem. Samousprawiedliwianie oznacza zawsze podawanie się za osobę słuszną. Jeśli człowiek zawsze będzie podawał się za osobę słuszną w każdych okolicznościach, oczywiście nigdy nie dowie się, co oznacza prawdziwe cierpienie. Stanie się negatywny, będzie się nad sobą litował, będzie szukał pocieszenia i litości u innych i będzie używał ogromnej siły, aby usprawiedliwić wszystko, co robi. Taki człowiek oczywiście nie ma Prawdziwego Sumienia. Kiedy Prawdziwe Sumienie się w nim obudzi, wie, czym jest prawdziwe cierpienie. Zaczyna się to dziać z człowiekiem dopiero wtedy, gdy jest w stanie to znieść. Praca uczy, że Prawdziwe Sumienie istnieje w każdym i jest dokładnie takie samo, ale głęboko ukryte. Musimy więc znaleźć je na zewnątrz w formie Nauki Ezoterycznej, która, gdy zostanie zaakceptowana przez zrozumienie i przeżywana Wolą, zacznie łączyć nas z tym Wewnętrznym i Prawdziwym Sumieniem, za pomocą którego możemy poznać i zobaczyć, czym wszystko jest, jaka jest jego jakość i zastosowanie. Jeśli więc będziemy się nieustannie usprawiedliwiać, a kto może temu zapobiec, zawsze będziemy mieli rację. Im bardziej nasza wina będzie na nas wywierana, tym bardziej, że tak powiem, nasza duma i próżność sprawią, że będziemy kopać, krzyczeć, zamykać uszy i odmawiać słuchania. Mam na myśli to, że gdy lepsze i bardziej świadome „ja” w nas spróbuje do nas przemówić pośród naszego samousprawiedliwiania, po prostu ich nie posłuchamy i możemy być bardzo agresywni. Dostaną swoją szansę później, gdy nasz atak snu zacznie ustępować. Wtedy wydaje się, że jesteśmy w zupełnie innej atmosferze, innym świetle, które oświetla umysł w zupełnie inny sposób. Stan, w którym byliśmy, „ja”, pod którego władzą byliśmy, są teraz oddalone i nie mogą już nas hipnotyzować. Bardzo dobrze jest w samoobserwacji próbować zapamiętać, co wydarzyło się w tym stanie, jak wyglądały rzeczy, co powiedziało „ja”, jakie głosy się odezwały, jakie argumenty zostały użyte itd., tylko trzeba uważać, żeby nie zidentyfikować się i nie powrócić do tego stanu. Może się to łatwo zdarzyć, zwłaszcza na początku, w przypadku raczej przewlekłych stanów negatywnych. Rzeczywiście, czasami bardzo ciekawym eksperymentem jest przeprowadzenie ze sobą świadomego ożywienia jakiegoś bolesnego miejsca w pamięci i zaobserwowanie, jaką siłę wciąż posiada. Dopóki jesteś w świadomej uwadze, nie ma niebezpieczeństwa, ale jeśli na chwilę twoja uwaga zostanie rozproszona, na przykład przez kogoś wchodzącego do pokoju, chwilę później odkryjesz, że wszystkie te „ja”, które ożywiłeś, ponownie przejmują nad tobą kontrolę. To znaczy, że utożsamiłeś się z „ja”. Ale kiedy obserwujesz w sobie Stan uwagi i wszelka prawdziwie świadoma samoobserwacja wymagają wewnętrznej uwagi – nie grozi ci utożsamienie się z przywoływaniem starych scen. To tak, jakbyś był otoczony magicznym kręgiem, gdy magik przywołuje duchy, ale gdy tylko uwaga się przerwie, możesz ponownie wpaść w stary stan. Różne stany mają nad nami ogromną władzę, gdy się w nich znajdujemy. Każdy powinien to zauważyć w odniesieniu do każdej strony życia. Kiedy z nich wyjdziemy, tracą swoją moc. Zazwyczaj krążymy w kręgu powtarzających się stanów, które kolejno wywierają na nas władzę. Stany negatywne przyciągają do siebie inne stany negatywne i wszyscy zapewne zauważyliście, że gdy jesteście w stanie negatywnym, wasza pamięć jest inna – nieprzyjemne rzeczy wysuwają się na pierwszy plan, a przyjemne stają się blade i niewyraźne. Albo, powiedzmy, argument za daną rzeczą zostaje podkreślony, a argument przeciw niej słabnie. Nie da się utożsamiać jednocześnie z rzeczami nieprzyjemnymi i przyjemnymi. W przypadku „ja” utożsamiasz się z jednym „ja”, choć możesz widzieć i słyszeć inne „ja”. Czasami, gdy całkowicie się rozluźnisz, uświadomisz sobie, że jesteś w złym stanie i spróbujesz powstrzymać wszelkie myśli, ruchy i napięcia, zarówno w mięśniach, jak i w mózgu, sytuacja nagle się odwraca, a jej miejsce zajmuje lepszy stan. Nagle czujesz zmianę znaku w sobie. Wszystko staje się lżejsze. Albo tak, jakbyś nosił mnóstwo przytłaczających ubrań, które nagle z ciebie spadają i znów czujesz się wolny.
To zatrzymanie myśli i relaks, które tak ważne jest praktykować każdego dnia, jest formą Samo-Pamiętania. Samo-obserwacja bez Samo-Pamiętania po prostu nie jest dobrą praktyką. Te dwie rzeczy są zupełnie różne pod względem wewnętrznego smaku i byłbym rad, gdyby nikt z was nie zadał teraz pytania, na czym polega różnica. Możesz postrzegać Samo-Pamiętanie z jednej strony jako rodzaj uniesienia się ponad zgiełk rzeczy w sobie, albo jako otwarcie drzwi i przejście do innego pokoju, zamknięcie drzwi i siadanie w ciszy. Pamiętaj, że kiedy utożsamiamy się ze wszystkimi naszymi myślami i uczuciami, emocjami i doznaniami, żalami, wewnętrznymi monologami, samo-usprawiedliwianiem, rachunkami itd., nie jesteśmy w stanie pamiętać samych siebie. Jesteśmy w samym środku wydarzeń, w samym hałasie ruchu ulicznego, w samym tłumie – który nie jest nami. To naprawdę cudowne doświadczyć chwili nieutożsamiania się z samym sobą, z całym tym zgiełkiem, z całym tym wiecznie powracającym i bezużytecznym zamętem. Wtedy można uświadomić sobie, jak zawsze utożsamiamy się z tym, co zwyczajne, i jak nic nie może być prawdziwe, nic nie może być właściwe, gdy jesteśmy w tym stanie. I uświadamiamy sobie, jak prawdziwe jest to, że pomoc nie może do nas dotrzeć, gdy znajdujemy się w tym zwyczajnym stanie zwanym w tym nauczaniu drugim stanem świadomości. Dopiero gdy zaczyna się ta cisza, pomoc może do nas dotrzeć z wyższych części naszych własnych centrów, z samych wyższych centrów, które są w pełni rozwinięte i zawsze w nas działają, ale które mogą do nas dotrzeć tylko wtedy, gdy jesteśmy w trzecim stanie świadomości – tj. w pewnym stopniu pamiętając siebie.
Zostaw odpowiedź