OBRAZY I WYOBRAŻENIA (I)

Birdlip, 24 czerwca, 1944

Ostatnio rozmawialiśmy o wyobraźni i wyobrażeniach o sobie. Mówiono, że dopóki dominują obrazy siebie, żadna zmiana w tym kierunku nie jest możliwa. Powód jest dość prosty i nie wymaga wyjaśnienia. Jeśli masz obraz siebie jako osoby, która nigdy nie kłamie, to naturalnie nigdy nie zauważysz, że kłamiesz. Twój obraz siebie jako osoby, która nigdy nie kłamie, zadowoli cię, niezależnie od tego, jak bardzo kłamiesz. Teraz jest coś, co musi stać się osobistym doświadczeniem w kontekście praktycznej psychologii nauczanej w tej Pracy. Musisz doświadczyć siebie w nowy sposób. Niemniej jednak ta nauka o obrazach jest mało zrozumiała, nawet w teorii. Jednym z powodów jest to, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że mają obrazy siebie i że żyją dzięki nim przez znaczną część swojego życia. Obrazy powstają z potężnej siły wyobraźni i rządzą nami wszystkimi, mogąc zastąpić rzeczywistość wyobrażonym. Jak wiesz, wyobraźnia z łatwością zaspokaja centra. Wszyscy powinniśmy już coś o tym wiedzieć. Nie chodzi tylko o to, że mamy wyimaginowane obrazy siebie, ale także innych. I dlatego często wydaje nam się, że Praca jest brutalna. Niektórzy starsi filozofowie pytali, czy wszystko nie jest wyobraźnią. Praca głosi, że ludzka rodzina jest zahipnotyzowana i uśpiona mocą wyobraźni, ale że są w nas rzeczy, które nie są wyobraźnią. Ciekawe jest to, że wiele z tego, co świat uważa za wyobraźnię, nią nie jest i odwrotnie, z punktu widzenia Pracy. Na przykład wielu uważa, że ​​ta Praca i wszystkie ezoteryczne idee są wyobraźnią, a cele i sprawy życia z pewnością są rzeczywiste. Ludzie żyją więc w tym stuleciu nienormalnej wojny i zastanawiają się, dlaczego wszystko jest takie, jakie jest. Czy możemy zrozumieć, że wszystko jest takie, jakie jest, ponieważ ludzkość śpi, a wszystkie okropności czy robią to ludzie, którzy śpią? Pamiętam, jak pan Uspieński powiedział kiedyś w związku z tą ideą Pracy, że ​​wielu pisarzy próbowało wyrazić ją mgliście. Zdając sobie sprawę z sytuacji, wspomniał o wczesnym dziele Wellsa zatytułowanym „W dniach komety”. Ta fantazja, jak nazwali ją krytycy, opowiada o chmurze, która przetoczyła się nad ziemią i sprawiła, że ​​wszyscy się obudzili, tak że nagle wszyscy zaczęli się zastanawiać, co oni właściwie robią – przecież toczą wojnę. Pomysł uznano za zabawny.

Obrazy nas samych powstają w wyobraźni i utrzymują nas w stanie uśpienia. Każdy z nas ma pewną liczbę obrazów, które nim rządzą, oślepiając ludzi na samych siebie, sprawiając, że wierzą, że są tym, kim nie są. Na tym polega działanie obrazu. Wszyscy żyjemy głównie w obrazach samych siebie. Badając cokolwiek w sobie z perspektywy Pracy, powinniśmy połączyć to z głównymi naukami tej Pracy. Załóżmy, że uważasz, że idea, iż Ludzkość śpi, to kompletna bzdura, wtedy nigdy nie będziesz w stanie dostrzec obrazów siebie, które nad tobą dominują. Nigdy nie będziesz w stanie zaakceptować idei, że jesteś w dużej mierze wyobraźnią, w dużej mierze urojeniem, a odrobina tego, co prawdziwe w tobie, jest bardzo mała. Aby zrozumieć lepiej, głębiej, musimy nieustannie uświadamiać sobie i na nowo uświadamiać sobie naszą pozycję na tej ziemi, gdzie tak wiele rzeczy ewidentnie złych i z pewnością niepotrzebnych nieustannie się dzieje i będzie się działo, dopóki się nie przebudzimy. Praca głosi, że jesteśmy uśpieni, ponieważ jesteśmy częścią substancji zwanej Życiem Organicznym, która pokrywa ziemię niczym żywa maź lub wrażliwa warstwa, a której funkcją jest przekazywanie siły z wyższej części Promienia Stworzenia do niższej – niczym odbiornik radiowy. Docieramy do miejsca, w którym w kosmicznym stworzeniu konieczny jest wstrząs. Jednak w rzeczywistości zostaliśmy stworzeni, aby uwolnić się z naszej ziemskiej niewoli. Mamy zatem podwójną funkcję i możliwe jest podwójne spojrzenie na wszystko. Człowiek jest uśpiony, ale może się obudzić. Aby utrzymać ludzkość w uśpieniu, tak aby służyła naturze, trzeba coś zrobić. W Pracy istnieje przypowieść, w której powiedziano, że Człowiek został celowo zahipnotyzowany, to znaczy, że jego wyobraźnia działała na niego, aby utrzymać go w niewoli. W przeciwnym razie dawno by się z niej wyrwał – zanim inne czynniki się spełnią, to znaczy zanim nastąpi ogólna ewolucja niższych części Promienia. Często myślę, że to wiele wyjaśnia w naszych wewnętrznych odczuciach. Jesteśmy niejako między dwoma ogniami. Wyjaśnienie wszystkiego jest podwójne.

Przypomnę wam jeszcze raz tę przypowieść, opowiedzianą przez pana Uspieńskiego, na podstawie tego, co powiedział G. Opisuje ona naszą sytuację na Ziemi. Jesteśmy owcami w tym, co następuje:

„Istnieje pewna wschodnia opowieść o bardzo bogatym czarodzieju, który miał mnóstwo owiec. Ale jednocześnie czarodziej ten był bardzo skąpy. Nie chciał zatrudniać pasterzy ani ogrodzić pastwiska, na którym pasły się jego owce. W rezultacie owce często błąkały się po lesie, wpadały do ​​wąwozów i tak dalej, a przede wszystkim uciekały, bo wiedziały, że czarodziej chce ich mięsa i skóry, a to im się nie podobało. W końcu czarodziej znalazł lekarstwo. Zahipnotyzował swoje owce. i zasugerował im po pierwsze, że są nieśmiertelne i że nie dzieje im się żadna krzywda, gdy są obdzierane ze skóry, że wręcz przeciwnie, będzie to dla nich bardzo dobre, a nawet przyjemne; po drugie, zasugerował, że magik jest dobrym pasterzem, który tak bardzo kocha swoje stado, że jest gotów zrobić dla niego wszystko na świecie; a po trzecie, zasugerował im, że jeśli cokolwiek miałoby im się stać, to nie stanie się to teraz, a przynajmniej nie tego dnia, i dlatego nie muszą się nad tym zastanawiać. Ponadto magik zasugerował swoim owcom, że wcale nie są owcami; niektórym zasugerował, że są lwami, innym, że orłami, innym, że ludźmi, a jeszcze innym, że czarodziejami. I po tym wszelkie troski i zmartwienia o owce dobiegły końca. Nigdy więcej nie uciekły, lecz spokojnie czekały na czas, gdy magik będzie potrzebował ich mięsa i skóry.

Zaczynając od tej szerokiej skali, możemy zacząć badać ten hipnotyczny wpływ na nas samych, jako konkretne przykłady. Zgodzisz się, że zaczynając od tej szerokiej skali, nie możemy oczekiwać, że będziemy w stanie dość łatwo dostrzec, jak wyobraźnia na nas działa. Innymi słowy, za naszymi małymi, osobistymi formami wyobraźni i naszymi obrazami samych siebie kryje się coś bardzo potężnego – coś naprawdę potężnego, czego nie należy lekceważyć. Zanim uda się uwolnić tę moc wyobraźni, konieczna jest straszliwa walka, mnóstwo przemyśleń, prób, eksperymentów, porażek, spokoju i cierpliwości.

Spróbujmy teraz uzyskać powierzchowne pojęcie o tym, co oznaczają „obrazy siebie”. Widzisz osobę idącą, wyglądającą dość poważnie, lekko się uśmiechającą, kiwającą głową, nagle schylającą się, by powąchać kwiat, rozglądającą się, by sprawdzić, czy ktoś patrzy, i tak dalej. Ta osoba jest w mocy obrazu. Albo widzisz osobę kroczącą, wyglądającą poważnie, marszczącą brwi, ignorującą innych, ponurą, jakby wspierała Wszechświat. Ta osoba jest w mocy obrazu. Albo widzisz osobę robiącą, co w jej mocy, by nie być dżentelmenem, osobą znaną i lubianą, która śmieje się z każdego, kto ma jakiś obraz dżentelmena. Ta osoba jest również w mocy obrazu. Istnieją wszelkiego rodzaju obrazy. Możesz mieć obraz siebie jako dobrego demokratę, torysa, dżentelmena, rewolucyjnego republikanina, twardziela, arystokratę i tak dalej. Wszystkie one są obrazami: wszystkie są wyobraźnią. Za wszystkimi tymi obrazami kryje się prawdziwa osoba, ale prawdziwa osoba nigdy nie stoi na swoich obrazach. Kiedyś zadano pytanie: „Czy zdjęcia siebie nie są czasami prawdziwe?”. Odpowiedź brzmiała: „Nie, nigdy”. Jeśli wyobrażasz sobie siebie jako twardziela, to nim nie jesteś i odwrotnie. Często o tym myślałem i radzę ci to zrobić. To, co prawdziwe, i to, co wyimaginowane, nigdy się nie spotkają. To dwa różne porządki doświadczeń na różnych płaszczyznach – i ile czasu zajmuje nam, zanim zaczniemy dostrzegać, jaka głębia znaczenia się w nich kryje. Wyimaginowany mężczyzna i prawdziwy mężczyzna różnią się tak samo, jak wyimaginowana kobieta i prawdziwa kobieta. Żyjemy jednak głównie w wyobraźni i spotykanie się poprzez wyobraźnię jest bardzo wyczerpującą uciążliwością dla wszystkich zainteresowanych. Jednak wszystko dzieje się w jedyny możliwy sposób, ponieważ nie widzimy tych obrazów, które nami rządzą i zakłócają wszystko. Tylko bycie świadomym może zmienić mechaniczność. Zniszczenie obrazów nie jest możliwe, dopóki za nimi nie zacznie formować się coś innego, czego możemy się uchwycić. Wynika to z długiej i świadomej samoobserwacji, która z jednej strony demaskuje samego siebie lub „widzi na wskroś” siebie, ukazując coś raczej dziwnego i osobliwego, co kryje się za tym. Wyobrażam sobie, że obrazy mogą się nieco zmieniać w zależności od wieku, ale ich moc pozostaje. Teraz ludzie często mówią, a czasem z naciskiem: „No cóż, skoro mam obrazy siebie, to kim powinienem być?”. To z pewnością pytanie, które pokazuje błędne podejście. Jeśli zaczniesz dostrzegać obraz, jeśli staniesz się go świadomy, jeśli zaczniesz go nie lubić, jeśli spróbujesz się od niego uwolnić, oddzielić od jego hipnotycznej mocy, jeśli zaczniesz dostrzegać, że wcale nie jesteś taki jak ten obraz, lecz wymyślony, to zmiana, która z tego wyniknie, będzie dokładnie tym, czego potrzebujesz. Dopasujesz się do tego, co zawsze na ciebie czekało i z czego dawno temu, jako dziecko, odszedłeś. Przypomnę ci, że tak wiele z Pracy polega na pozbywaniu się rzeczy, na zatrzymywaniu ich, na niedziałaniu. Na przykład, jeśli masz w sobie dobrze rozwinięte systemy negatywnych emocji lub depresji, bezcelowe jest pytanie: „No cóż, co powinienem zrobić?”. Konieczne jest dostrzeganie i ciągłe oddzielanie się od hipnotycznej mocy tych dobrze rozwiniętych systemów negatywnych emocji. Możesz być pewien, że coś innego stopniowo zajmie ich miejsce, jeśli usuniesz brud. Możesz poczuć nowe uczucia, których nie mogłeś sobie wyobrazić. Ale zadanie polega na tym, aby brud został usunięty, aby odsłonić nowe. Na tym właśnie polega praktyczna praca nad sobą. Nie chodzi o pytanie: „Co powinienem zrobić?”, ale „Czego nie powinienem robić?”. Jest odwrotnie – przynajmniej w większości przypadków. Jednym wyjątkiem, i to najważniejszym, jest to, że trzeba starać się pamiętać o sobie przynajmniej raz dziennie, i to świadomie. Możemy spróbować zadawać sobie ten wstrząs, Pierwszy Świadomy Wstrząs. To jest możliwe. Ale nie mamy czasu. Zawsze jest szum rzeczy, potok myśli i zmartwień. Zawsze jest coś, o co trzeba się martwić. Jednak Pamięć o sobie nie oznacza płynięcia pod prąd powodzi rzeczy wewnętrznych i zewnętrznych. To wznoszenie się, a nie walka. Rywalizacja to inny rodzaj wysiłku. Pamięć o sobie to chwilowe nieutożsamianie się z sobą, jakby się po prostu działało i zapomniało. Kiedy się pamięta, zapomina się o sobie. Nie ma się już w obrazie. Możliwe jest jednak stworzenie sobie obrazu siebie pamiętającego siebie. Zwróć uwagę na to, jak pracujesz i jaka jest jakość twojego wysiłku.

Wracając do zdjęć: czasami zdjęcia są zawieszone i wyłania się coś dziwnego i osobliwego. Pamiętam, że powiedziano o kimś: „Jest bardzo miła, kiedy się zapomina”. Często mówi się, że ktoś jest miły, kiedy „jest sam”. Mężczyźni czasami się rozluźniają. Nie noszą już mundurów. Te mundury, te sukienki, które nosimy, należą do strony zdjęć. „Przynajmniej jestem żonaty” albo, powiedzmy, „Jestem „przynajmniej szanowany”: te zwroty wpisują się w obraz samego siebie jako osoby szczególnego rodzaju, posiadającej „labei”. „Jestem wykształconym mężczyzną”, „Jestem wykształconą kobietą” itd., albo powiedzmy: „Pochodzę ze starej rodziny” lub „Jestem człowiekiem, który sam się dorobił”: wszystkie te zwroty wpisują się w ten obraz samego siebie, tak jak zwroty „Jestem skrzywdzony” czy „Jestem geniuszem”.

Ze względu na wielość bytu bardzo trudno jest poznać, odczuć, kim się jest. Dzieje się tak, ponieważ (1) straciliśmy kontakt z Esencją i (2) ponieważ Esencja nie jest rozwinięta. To wielki wysiłek, aby poczuć lub poznać nawet początek siebie. To odkrywanie siebie zajmuje dużo czasu. Ale zawsze jest to inne niż sobie wyobrażaliśmy. Ludzie prowadzą wszelkiego rodzaju wymyślone życia z powodu obrazów. Ubieramy się w obrazy, które często dla innych są śmieszne, ale nie dla nas samych. Czasami niezwykłe jest zauważenie osoby aktywnej w jakimś obrazie. Można się zastanawiać, dlaczego osoba nie może zobaczyć obrazu. To jest bardzo proste. To, co nie jest proste, to dostrzec, że sam jesteś obrazem. Obrazy powstają z tego, co przeczytałeś w wieku podatności na wrażenia. Powieści z danego okresu często tworzą obrazy pokolenia, albo w jeden, albo w przeciwny sposób poprzez reakcję. Człowiek identyfikuje się z bohaterem lub bohaterką albo stara się być inny. Scena również przyczynia się do obrazów. Pamiętam, że przez tydzień zachowywałem się jak Lewis Waller, aż ktoś mi to siłą zwrócił uwagę. Filmy wywołują oczywiste obrazy, często u całkiem miłych ludzi. Zaczynają patrzeć i mówić w inny sposób. To wszystko jest hipnozą. Jednak głębiej tkwi ona w braku prawdziwego środka ciężkości w nas samych, co sprawia, że ​​łatwo ulegamy hipnozie.

Teraz zapominamy o źródle pochodzenia naszych wizerunków i po pewnym czasie nie zdajemy sobie sprawy, że mamy wizerunki samych siebie. Nie widzimy już imitacji. Nie mamy złota – niczego prawdziwego. Złoto to coś, na co nie działamy. Zdarza się to być może częściej niż kiedyś. Współczesna nauka ułatwia hipnozę za pomocą filmów, radia itd. Ludzie naśladują innych i tworzą sobie obrazy siebie jako kogoś, kim nie są. Ale tak naprawdę działo się tak zawsze w każdej epoce – ale wydaje mi się, że środki hipnozy są dziś liczniejsze. Trudno znaleźć w dzisiejszym świecie całkiem prostych, niewymyślonych ludzi. Każdy musi być kimś, kim nie jest. Należy jednak pamiętać, że wszystko to ma swoje korzenie w „hipnotyzującej sile działającej na ludzkość”, która sprawiła, że ​​ludzkość wyobrażała sobie, że jest orłami, lwami, magikami itd., a zatem prawdopodobnie zawsze było mniej więcej tak samo. G. mawiał, że wszystko zawsze było mniej więcej takie samo we wszystkich epokach, to znaczy, że ogólna równowaga rzeczy.

Często interesowało mnie stwierdzenie: „Jestem człowiekiem, który szanuje siebie”. Dało mi to wiele do myślenia, jeszcze zanim poznałem tę Pracę. Jednak to obraz. Jakie ja? Potrafię zrozumieć człowieka szanującego swoje „ja” z Pracy, ale nie siebie. Gdybyśmy posiadali prawdziwą samoświadomość i gdybyśmy zaczęli odczuwać „Prawdziwe Ja”, przypuszczam, że nigdy nie wypowiadalibyśmy się na temat tego, jakimi ludźmi jesteśmy. Prawdziwa Istota nie wypowiada się na swój temat. Jest być. Nie chodzi o to, żeby sobie to wyobrazić. Jest, jak jest. Jednak nie mając Prawdziwego Ja, musimy najpierw coś zmienić i podtrzymywać pewne obrazy – takie, że jesteśmy idealnie szczęśliwi i tak dalej. Niestety, nigdy nie widzimy tych obrazów.

Sprawiają, że zachowujemy się tak, jak się zachowujemy. Oni nami pokierują. My nimi nie pokierujemy. Nie jest to nieszczęście, dopóki nie jesteśmy niezadowoleni z siebie i nie zaczynamy pragnąć jakiejś konkretnej wiedzy, która może uczynić nasze istnienie bardziej realnym. Ludzie zadowalają się swoimi obrazami samych siebie. W rezultacie powstaje gęsta, ciemna, nudna atmosfera, ale bardzo zwyczajna. Można jej nie lubić i pragnąć większej szczerości i światła. Ale to nie jest konieczne do życia, dla kosmicznych celów. Kroczymy dumnie zadowoleni. Naprawdę nie możemy oczekiwać niczego poza tym, co nam się przydarza w takich okolicznościach, i nie ma nic więcej do dodania. Jest twoje jedzenie, są twoje pieniądze, jest twoja pozycja, jest twoja praca, jest twój samochód i są twoje zdjęcia. To wszystko jest całkiem proste. Ale nie ma to nic wspólnego z wiekową ezoteryczną psychologią. Nie ma to nic wspólnego z Pracą i wysiłkiem, którego ona wymaga. Jesteś zamknięty w galaretowatej substancji. Ale ta „galaretowata” natura to hipnoza. Człowiek jest sparaliżowany iluzją własnej tożsamości. To prawdziwa tragedia. Dlaczego? Ponieważ cały czas nie robimy niczego, co faktycznie do nas należy, nie jesteśmy nikim, kim możemy być, nie jesteśmy we właściwym miejscu w naszym poczuciu siebie i w rezultacie zostajemy odrzuceni jako bezużyteczne eksperymenty samorozwoju. Czy to zbyt surowe stwierdzenie? Myślę, że nie, ponieważ najpierw musimy spełnić funkcję Dobrego Gospodarza. To pewna i realna możliwość. Dlaczego? Ponieważ osoba zadowolona z siebie powie: „Dlaczego miałbym zmieniać swoje poglądy, myśli, poglądy, standardy, skoro stałem się w miarę „Dobrym Gospodarzem”, w miarę odpowiedzialną i wykształconą osobą?”. Z pewnością. Często się zastanawiam, dlaczego ktokolwiek miałby to robić. Po co opuszczać Egipt i wyruszać na pustynię? Jeśli obrazy samego siebie są bardzo silne, bardzo głębokie i tak bardzo się z nimi utożsamiamy, to pomysł ten jest czystym nonsensem. „Czy nie wiesz, kim jestem?”. To podsumowanie wszystkich obrazów samego siebie. Tak, wszyscy mówimy to po pewnym stopniu zniewagi. Mimo wszystko to tragedia. Krystalizujemy się na długo przed czasem. Ciągle jedziemy w powozie naszego obrazu. Nigdy nie odkrywamy siebie. Czyż to nie tragedia? Zamiast tego kurczowo trzymamy się i przywiązujemy do naszych obrazów siebie. Jestem całkiem pewien, że to tragedia. To hipnoza. Czy myślisz, że kiedy Praca mówi, że jesteśmy celowo zahipnotyzowani na tej Ziemi, to nic nie znaczy? Przecież jeśli zaczniesz dostrzegać obrazy w sobie i dostrzegać, jak byłeś z nimi utożsamiany przez całe życie, to zrozumiesz, że sam byłeś zahipnotyzowany i uczestniczyłeś w ogólnej hipnozie. Ale zobaczyć, jak sam cierpiałeś, jest wyjątkowo trudno. Oczywiście oczywiste jest, że wszyscy inni cierpią z powodu hipnozy – i że dlatego wszyscy inni są raczej głupcami. Ale nie ty sam. Nikt nie uważa się za głupca. Tak naprawdę myślisz: „Jestem lwem, geniuszem albo orłem, niezwykłą, dobrą osobą, wyjątkową osobą, nie w ten szczególny i powszechny sposób, ale w ten subtelny, niezauważony sposób, fiołek, który jeszcze się nie ujawnił, osoba, której jeszcze nie pojęto, a właściwie osoba, która nigdy nie powinna była się urodzić w tym bezdusznym świecie”. Tak, wszyscy bez wyjątku mamy takie delikatne, fałszywe obrazy, ale ich nie zauważamy. Dostarczają nam one wiele satysfakcji, dopóki nie pojawią się w nas, kiedy zaczniemy się budzić, bardzo potężne siły przeciwne, których przez długi czas nie możemy zrozumieć, ponieważ wciąż trzymamy się tych wyobrażeń o sobie, lub tego poczucia siebie, które wynikają z naszych niezrealizowanych obrazów. Pozwól, aby siły wzrostu i ewolucji na ciebie oddziaływały, a jeśli jeszcze w ogóle nie dostrzegasz, co im stoi na drodze, naturalnie cierpisz niepotrzebnie. Nie widzisz, co one w tobie są, dopóki akceptujesz swoje obrazy, a nie widzisz ich. Ale jeśli rozpocząłeś mozolne zadanie usuwania poczucia i znaczenia siebie z tych raczej tanich obrazów siebie, siły te stają się nieskończenie pełne znaczenia. Oczywiście, nie można się zmienić, jeśli kurczowo trzymamy się tego, kim się jest. Jednak właśnie to robimy przez wiele lat – aż w końcu… wiedzieć, że osiągnięto punkt zwrotny.


Odkryj więcej z życie jako system

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z życie jako system

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej