Birdlip, 15 lipca, 1944
Jeśli zastanowisz się, czym jest „miłość własna”, zobaczysz, że ogranicza ona wszystko. Nie da się jej jednak pozbyć. Można ją jednak zmieszać z czymś innym, o czym za chwilę opowiem. Nikt nie może działać poza pewnym stopniem „miłości własnej” – to znaczy poza własnym interesem, poczuciem własnej wartości, poczuciem własnej wartości, podziwem dla siebie, samozadowoleniem, samouwielbieniem, samozadowoleniem, egoizmem itd. Nie ma sensu o tym mówić, dopóki ktoś nie zacznie dostrzegać w sobie miłości własnej i nie poczuje jej smaku. Tak wiele rzeczy przypisujemy bezinteresowności, tak wiele iluzji, które sprawiają, że czujemy, iż bierzemy pod uwagę tylko dobro drugiej osoby, tak łatwo popadamy w samoocenę, że poświęcamy się, zwłaszcza jeśli druga osoba nie słucha naszych rad, że trudno jest dostrzec choćby przebłysk lasu miłości własnej i wszystkich jej pseudo-tworów. Jeśli jednak się to uda, jest to bardzo wstrząsające doświadczenie. To prawdziwy szok, jak uświadomienie sobie mechaniczności. Stwarza poczucie bycia podważonym, uczucie pustki, Najwyraźniej nic nie jest w stanie nas teraz wypełnić. Kiedy czujesz, że zostałeś zdradzony przez przyjaciela, czujesz się podkopany. Ale poczucie, że sam zostałeś zdradzony przez samego siebie, jest gorsze.
Miłość własna wyklucza pewne rzeczy i otwiera drzwi innym. Obejmuje krąg codziennego życia, ludzi, którzy generalnie nie sprzeciwiają się ani nie krytykują, rodzinę, dumę z domu, dzieci i przyjaciół, codzienne osobiste zainteresowania, interesy biznesowe, dobra materialne itd. Mówi się nam, że możliwy jest rozwój Centrum Emocjonalnego, zwany „przebudzeniem Centrum Emocjonalnego”. Rozwój ten wykracza poza miłość własną i wiąże się z poczuciem naszej nicości. Zadaj sobie to pytanie: Jakie różne rodzaje miłości zaobserwowałeś u siebie? Czy wszystkie są takie same? Kochasz jedzenie, kochasz wygodę, dobra materialne, dzieci, kochasz być chwalonym, kochasz pieniądze, kochasz władzę, kochasz chodzić do teatru, kochasz ubrania, kochasz palić, kochasz słuchać skandali, kochasz górować nad innymi, kochasz intrygować, kochasz swojego psa, kochasz odnosić sukcesy, kochasz czekoladę, kochasz – no cóż, co? Te miłości, choćby umiarkowane, są odmianami miłości własnej. Wszystkie prowadzą do siebie jak szprychy koła do centralnego punktu. Można poczuć się bardzo zaskoczonym, gdy uświadomimy sobie, że to zawsze to, co nazywamy sobą, jest pocieszane, wywyższane, podniecane, uspokajane, pochlebiane, zaspokajane, a kiedy tego nie robi, zaczyna skomleć jak dziecko. I to zawsze to dziwne, niespokojne coś jest obrażane, rozdrażnione, negatywne, oburzone, przygnębione. Zrzucone z czego? Z centrum miłości własnej. Jak często być może zbliżyliście się do znienawidzenia tego „siebie” i wszystkich jego męczących intryg, nieszczerości, kłamliwych komplikacji, prymitywnych ambicji, rywalizacji i rachunkach, i wszystkich sposobów, w jakie wszystko rujnuje i obraca w pył wszystkie dobre sytuacje. Tak, można znienawidzić jego fałsz. Ale co odkrywamy? Wydaje się nam, że nie sposób się go pozbyć. Wydajemy się do niego przywiązani. Reagujemy na jego wpływy nieustannie. Ma tak wiele sztuczek, tyle pozorów i oszustw, że po prostu nie potrafimy sobie z tym poradzić. Jest po prostu za późno. Ale nowe emocje mogą to wychwycić w porę. Pamiętaj, że prędkość emocji jest większa niż prędkość myśli. Krótko mówiąc, nie możemy sobie z tym poradzić bez pomocy czegoś innego. Przyjrzyjmy się kilku fragmentom Pisma Świętego. Wiele mówi się o nienawiści. Zacznijmy od tego, co powiedziano w jednym miejscu o „życiu w złości i zazdrości, w nienawiści i nienawiści do siebie nawzajem” (Tt 3, 3). To jest typowy stan miłości własnej. Jest nieunikniony, ponieważ w gruncie rzeczy miłość własna sprzeciwia się wszystkiemu, co jej nie karmi. Człowiek może włączyć innych do obszaru miłości własnej, tak że wygląda to na bezinteresowną miłość do innych. Ale tak nie jest. Albo człowiek może oszukiwać siebie na tysiąc sposobów, ponieważ miłość własna jest bardzo przebiegła i ukrywa swoją prawdziwą postać. Rzecz w tym, że miłość własna może odczuwać tylko wobec innych, zasadniczo dlatego, że nie może kochać niczego poza sobą. Wskazuje tylko na siebie. Niezależnie od tego, jakie kręte ścieżki wytycza, prowadzi do tego samego centralnego miejsca. To miłość własna; to lubienie siebie;
To jest egoizm; to egoizm jako całość. Siada w swoim centrum i gromadzi wszystko wokół siebie, i szepcze do wszystkiego. Czy kiedykolwiek zauważyłeś, że to robi? Kiedy to zauważysz, możesz zacząć „nienawidzić siebie”. Niektóre fragmenty Pisma Świętego odnoszą się do „nienawidzenia siebie”. To jest sprzeczne z miłością własną. Czasami ludzie mówią, że nienawidzą siebie. Możesz być pewien, że to pozory – subtelny obraz – który wyobrażają sobie jako prawdziwy. Ale wyobraźnia nigdy nie jest prawdziwa, a Fałszywa Osobowość, oparta na miłości własnej, składa się z potężnej substancji zwanej wyobraźnią. Gdzieś w Piśmie Świętym powiedziano nam, że jeśli człowiek nie nienawidzi samego siebie, nie może zrozumieć nauki Chrystusa. Powiedziano nam również, w dziwny sposób, że człowiek musi nienawidzić ojca i braci. Chrystus powiedział: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie nienawidzi swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a nawet swego życia, nie może być moim uczniem”. W języku greckim słowo tłumaczone jako „własne życie” oznacza „duszę” lub „psyche”. Na przykład zwrot „oddać życie za przyjaciół” należy przetłumaczyć jako „sprzeciwić się własnej duszy dla dobra przyjaciół”. Możemy zrozumieć, że sprzeciwienie się własnej duszy jest równoznaczne ze sprzeciwieniem się miłości własnej, a nienawidzenie własnego życia oznacza nienawidzenie siebie, ukształtowanego i kontrolowanego przez miłość własną. Możemy postrzegać duszę na naszym poziomie jako punkt intensywnej miłości własnej, z którym jesteśmy w stanie najsilniej się utożsamić. Kiedy jest ona zakłócana, nienawidzimy. Ciekawe jest to, że nienawiść jest przeciwieństwem miłości własnej i że nie rozumiemy miłości jako pozytywnej emocji – to znaczy takiej, której nie ma przeciwieństwa, a zatem nie ma wewnętrznych sprzeczności. Inna sprawa, gdyby przeciwieństwem miłości własnej była nienawiść do siebie. Ponownie, moglibyśmy uznać, że przeciwieństwem miłości jest nienawiść do siebie. Ale miłość, jak właśnie powiedziano, jako emocja pozytywna nie ma przeciwieństwa i nie przyciąga niczego, co by się jej sprzeciwiało, będąc w sobie wszystkim. Jest połączeniem przeciwieństw, trzecią rzeczą, której nie znamy, bo wahamy się z jednej strony na drugą.
Kiedy, poprzez praktykę bezkrytycznej samoobserwacji przez długi czas, zaczną powstawać zdjęcia typowych aspektów ciebie – i pojawią się one nagle, niczym wywołana klisza, nagle uformowana przez wiele oddzielnych obserwacji zlewających się w jedno zdjęcie – wtedy może pojawić się niepokój lub niechęć do siebie. Istnieje tu niebezpieczeństwo, jeśli Praca nie jest przestrzegana. Błędem jest sądzić, że w Pracy nie ma instrukcji lub że w każdym razie nie mają one znaczenia. Nauczysz się inaczej i dowiesz się z doświadczenia, jak i dlaczego musisz przestrzegać instrukcji i samodzielnie je przemyśleć. Na przykład, jeśli ta niechęć do siebie jest szczera, a nie jest kolejną modą i staje się negatywna przez użalanie się nad sobą, jest to niebezpieczne. Wślizgnęła się w niewłaściwe miejsce i zmieszała. I znowu, jeśli nadal postrzegasz siebie jako jedność, jest to niebezpieczne. Musimy zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy jednością. Jest to niezbędne dla ostatecznego działania Pracy. Musimy to sobie uświadamiać każdego dnia. W przeciwnym razie staniemy na drodze wszystkiego. Staniemy na drodze sobie samym. Praca nie może działać na ciebie, jeśli tak jest. Nie może niczego zmienić ani zabrać z twojego pokoju, że tak powiem, bo krzyczysz: „Cześć, to moje”. Nie możesz też dotrzeć do pewnych emocji, które pochodzą spoza strefy miłości własnej, jeśli traktujesz siebie jako jedność. Jednym z pierwszych z wielu subtelnych ciosów pod adresem miłości własnej, jakie oferuje Praca, jest idea, że nie jesteśmy jednością, ale wieloma i że w rzeczywistości nie ma Prawdziwego „ja”. To nie jest pochlebne dla miłości własnej. Oczywiście, dalsza idea, że jest się mechanicznym, jest tak wielkim ciosem pod adresem miłości własnej, że prawie nikt nie może się z nią zgodzić. A twierdzenie, że wszyscy śpimy i jeszcze nie jesteśmy świadomi, jest nie do zniesienia dla miłości własnej. Możesz być pewien, że „ja” będzie się bronić i powie ci, że to wszystko jest bzdurą. To znaczy, że, jak faraon, będzie kontynuował swoje panowanie i nie puści cię wolno. Coś innego w tobie, oprócz miłości własnej, musi dostrzec prawdziwość takich idei. Gdyby nie istniały żadne emocje poza tymi związanymi z miłością własną, nie byłoby to możliwe, a zatem żaden rozwój nie byłby możliwy. To od pojawienia się tych innych, nowych emocji i ich stopniowego wzmacniania zależy rozwój, a to właśnie wtedy następuje zmiana bytu.
Zostaw odpowiedź