Birdlip, 8 lutego 1945
Jakiś czas temu otrzymałem list, w którym zadano pytanie dotyczące frazy występującej w Pierwszym Liście św. Jana. Fragment ten dotyczy miłości, a właściwie miłości świadomej. Otóż wszelka świadoma miłość polega na odrzuceniu tego, co złe, i wybraniu tylko tego, co dobre. Miłość mechaniczna ma zupełnie inny charakter. Fragment, o którym mowa, brzmiał następująco:
„W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk przynosi karę. Kto się boi, nie jest doskonały w miłości”. (1 Jana 4:18)
W Ewangelii Jana i w Listach Jana kładzie się nacisk na miłość – nie miłość emocjonalną, jak pokazuje rozmowa z Piotrem w ostatnim rozdziale Ewangelii Jana, ale inny rodzaj miłości, która wiąże się z ideą celu, dążenia, stopniowego doskonalenia.
W powyższym fragmencie wyrażenie „doskonała miłość” w rzeczywistości oznacza, po grecku, miłość, która osiągnęła doskonałość niejako poprzez długie próby i błędy. Jan podążał drogą Bhakti Jogi. Istnieją różne rodzaje Jogi-Jnany Jogi, która wiąże się z pracą nad Centrum Intelektualnym, Bhakti Jogi, która wiąże się z pracą nad Centrum Emocjonalnym, Hatha Jogi, która wiąże się z pracą nad Centrum Ruchowym, oraz wiele odgałęzień tych trzech różnych linii, które należą do Człowieka nr 3, Człowieka nr 2 i Człowieka nr 1. W Czwartej Drodze, którą zaczynamy studiować, człowiek musi najpierw pracować w dwóch pomieszczeniach, potem w trzech, a na końcu w czwartym pomieszczeniu, jeśli jest ono dla niego otwarte, ponieważ w Czwartej Drodze człowiek musi osiągnąć stan równowagi, w którym wszystkie jego centra zaczynają odzwierciedlać Pracę. Ale tutaj, w pismach Jana, mamy dowód Drogi Bhakti Jogi i przebudzenia świadomej miłości, odrębnej od mechanicznej miłości emocjonalnej i miłości fizycznej. Celem tej Drogi jest nawiązanie bezpośredniego kontaktu z Wyższym Centrum Emocjonalnym poprzez miłość. Oczywiście, nie możemy zrozumieć, czym jest ta miłość, opierając się na naszym potocznym wyobrażeniu o miłości, która jest skierowana na zewnątrz, ku przedmiotom fizycznym. Jan mówi o innym rodzaju miłości, tak jak Praca mówi o innym, możliwym dla nas rodzaju miłości, czyli miłości świadomej. Ale ten rodzaj miłości jest nam bardzo daleki i trudno go sobie wyobrazić. To, że już ją posiadamy, jest największą głupotą. Musimy uświadomić sobie iluzje miłości i to, że sami nie potrafimy kochać, a wręcz kochamy i nienawidzimy jednocześnie. Dlatego Jan mówi: „Kto nienawidzi swego brata, jest w ciemności”, a także: „Jeśli ktoś mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi swego brata, jest kłamcą”. Co więcej, mówi, że każdy, kto nie ma tej miłości, o której mówi, jest martwy. Mówi o tej miłości jako o nowym narodzeniu, nazywając ją zrodzeniem z Boga, i mówi: „Każdy, kto się narodził z Boga, nie grzeszy, bo trwa w nim nasienie Boże i nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga”. Wszelka miłość, naucza, pochodzi z miłości do czegoś wyższego niż my sami lub świat. Mówi, że Bóg jest miłością i jedynym sposobem, w jaki miłość może się udoskonalić, jest poznanie i uznanie istnienia Boga. Właśnie w tym kontekście mówi: „W tym miłość staje się doskonała” i że w tej miłości nie ma lęku. I dlatego dodaje również: „Jeśli ktoś mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi swego brata, jest kłamcą”. Często mówi o tym, jak ta miłość zwycięża świat i wszystkie jego lęki, troski i niepokoje. Mówi o czymś, co może się w nas obudzić, co jest silniejsze niż cokolwiek w życiu. Mówi o czymś, co zmienia znaki w nas i odwraca je, tak że to, co było aktywne, staje się pasywne, a to, co było pasywne, staje się aktywne. W związku z tym przypomnisz sobie naukę z Pracy o Osobowości i Esencji, o tym, jak Osobowość jest aktywna, a Esencja pasywna, i jak człowiek musi dokonać całkowitego odwrócenia w sobie, aby Osobowość stała się pasywna, a Esencja aktywna, aby narodzić się na nowo.
Nie mamy żadnej wskazówki co do metody szkoły, do której należał Jan, ale widzimy, że była to szkoła Bhakti Jogi, a także, jak w Trzecim Liście ktoś o imieniu Diotrefes wstąpił do tej szkoły i najwyraźniej próbował nauczać innej metody. Jan mówi, że kochał pierwszeństwo. Otóż pierwszeństwo należy do zwykłej miłości, która jest miłością własną. Wszystko, co widzimy w Ewangeliach na temat miłości, ewidentnie nie dotyczy miłości własnej. Kiedy uczniowie kłócili się o pierwszeństwo, powiedziano im, że aby być wielkimi w sensie Królestwa Niebieskiego, muszą stać się sługami. Świat i jego psychologia w nas są przeciwstawiane Królestwu Niebieskiemu i jego psychologii – coś zupełnie innego. Kiedy ta Praca mówi o Wyimaginowanym „Ja”, Fałszywej Osobowości i tak dalej, stara się wprowadzić nas w inną orientację, w nową psychologię nas samych, która ostatecznie w Ewangeliach nazywana jest Królestwem Niebieskim. To właśnie o tej miłości mówi Jan, a nie o miłości do świata, i o tej miłości mówi: „Jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i próżność życia, nie jest z Ojca, ale ze świata”. I dodaje, mówiąc o człowieku, jego przywiązaniach i tożsamościach: „Świat przemija i pożądliwość jego, ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki”. Gdybyśmy wszyscy mogli chwycić się tej liny, o której mówi Praca, i trzymać się jej, bylibyśmy w stanie lepiej zrozumieć zarówno to, co Jan ma na myśli, jak i to, co oznacza ta Praca.
Kiedy wartość tej Pracy jest wielka, czyni nas silnymi wewnętrznie, niezależnie od tego, co dzieje się w życiu. Nie musimy już udowadniać swojej wartości w życiu, zaspokajać lęków, podtrzymywać Fałszywej Osobowości, reputacji, ponieważ zaczynamy przestrzegać czegoś zupełnie innego – w naszym przypadku nauk Pracy. A to podtrzymuje w nas coś wiecznie młodego, ponieważ wszyscy mamy w sobie coś, co zawsze może pozostać młode i żywe. Ale to oznacza, że zwracamy się w innym kierunku po nasze pożywienie i przechodząc przez bramę zwaną samoobserwacją, zaczynamy odkrywać, czego naprawdę pragniemy i co naprawdę możemy uzyskać. Po pewnym czasie zaczynamy dostrzegać przebłyski tego, co oznacza ta miłość, o której mówi Jan, a którą Praca nazywa miłością świadomą, ponieważ gdy przestajemy bawić się sobą i siebie wymyślać, przestajemy bawić się i wymyślać innych ludzi. I zamiast próbować spotkać ich i poznać od zewnątrz do wewnątrz, zaczynamy ich czuć i poznawać od wewnątrz na zewnątrz. Zaczynamy odczuwać wspólne istnienie, pozbawione namiętności i po prostu takie, jakie jest, bez dalszych definicji. Kiedy uświadomimy sobie ten punkt wewnętrznego doświadczenia, zaczynamy rozumieć, czym jest świadoma miłość, choćby mgliście. Ale dopóki nie oddzielimy się od naszych wyobrażeń, obrazów i fałszu, nie osiągniemy tego punktu, który jest nieokreślony. Docieramy do niego tylko poprzez coś silniejszego niż życie. Gdyby Praca, gdyby Ewangelie, gdyby cały ezoteryzm nie miał za sobą czegoś silniejszego niż cokolwiek w życiu, nigdy nie moglibyśmy do niego dotrzeć. Ale musicie zrozumieć, że w osiągnięciu tego punktu konieczne są niekończące się zmagania, niekończące się porażki, zamieszanie i niepewność, ponieważ to my sami musimy zwyciężyć, aby dotrzeć do tego punktu poprzez wewnętrzny wybór. W przeszłości wielu osiągnęło ten punkt i przekazuje nam swoją siłę. Miejmy nadzieję, że sami dotrzemy do tego punktu, w którym uświadomimy sobie, że miłość, która stała się doskonała, usuwa wszelki lęk. Z pewnością, traktując siebie jako coś oczywistego, traktując siebie jako jedność, nigdy nie pozwalając Pracy wniknąć w nas, aby nas rozbiło, nie możemy oczekiwać, że osiągniemy ten punkt. Tylko Prawdziwe „ja” może kochać świadomie. Cała ta Praca dotyczy tego, jak dotrzeć do Prawdziwego „ja”. Chodzi o to, jakie „ja” musimy porzucić z własnego wyboru. Starajmy się mocniej odczuwać Pracę w sobie i wszystko, z czym jest ona związana na przestrzeni wieków, a nie być jedynie istotami chwili.
Zostaw odpowiedź