KOMENTARZ DOTYCZĄCY NABYTEGO SUMIENIA

Birdlip, 17 lutego 1945 r.

(1) Praca naucza, że ​​wszyscy mamy nabyte sumienie, które jest różne u różnych ludzi i narodów, ale wszyscy mamy sumienie rzeczywiste, które jest ukryte. Czy uważasz, że nabyte sumienie opiera się na miłości własnej, a sumienie rzeczywiste nie?

Porozmawiajmy o nabytym sumieniu. Każdy ma inne nabyte sumienie, w zależności od wychowania. Załóżmy, że wychowano cię w przekonaniu, że osoba nosząca brązowe buty i cylinder jest „poza nawiasem”, wtedy będziesz miał nabyte sumienie, osądzając ją. Mam na myśli, że będziesz to nazywał Sumieniem. A jeśli sam nosisz brązowe buty i cylinder, twoje nabyte sumienie głęboko cię poruszy. Spotykając taką osobę, będziesz skłonny unikać z nią kontaktu.

Przyjrzyjmy się różnym formom nabytego sumienia, które istnieją obecnie i istniały zawsze. Zrozumcie, że nabyte sumienie pozwala nam dzielić rzeczy na dobre i złe zgodnie z jego naturą. Mówimy, że brązowe buty i cylindry są niemożliwe. Przyjrzyjmy się jednak temu zagadnieniu głębiej. Załóżmy, że spotykasz mężczyznę, który Jest bardzo interesujący, a po długim czasie spędzonym z nim nagle zauważasz, że ma cylinder i brązowe buty. Natychmiast twoje zabezpieczenia zadziałają i zamiast brać tę osobę za siebie, weźmiesz ją za przykład złego smaku. W niedawnej rozmowie rozmawialiśmy na ten temat i o tym, jak dużą rolę odgrywa w tym kontekście tradycja. Tradycja kształtuje w nas nabyte sumienie i jest silniejsza niż indywidualny kontakt z daną osobą. Tradycja sprawia, że ​​przestajesz być sobą. Masz w sobie tradycyjne „ja”, które są nabyte, co bardzo utrudnia ci stanie się prawdziwą osobą, prawdziwą jednostką, wolną w komunikowaniu się ze wszystkimi, a tym samym zawęża twoje relacje z ludźmi. Możesz prywatnie uważać, że porozumienie polityczne to dobra rzecz, ale twoje tradycyjne „ja” uniemożliwi ci jego zaakceptowanie. Widzimy dziś wiele przykładów tego. Oznacza to, że twoje nabyte sumienie, tradycyjne w tym sensie, uniemożliwia ci inteligentne zachowanie jako jednostka. Jesteś wtedy zbiorowy, a nie indywidualny w swoim osądzie rzeczy. Tak naprawdę poświęcasz swój indywidualny osąd na rzecz tradycyjnego sumienia. Ale to nie jest Prawdziwe Sumienie: to nabyte sumienie. Człowiek opiera się na swoim honorze, tradycji, patriotyzmie itd., a wszystko to jest nabytym sumieniem, w którym został wychowany, i taki człowiek nie jest zdolny do bezpośredniego, indywidualnego myślenia w odniesieniu do rzeczywistej sytuacji. Nie zrezygnuje ze swojego nabytego sumienia, które jest różne w różnych narodach, podczas gdy Praca naucza, że ​​Prawdziwe Sumienie jest takie samo u każdego, a nie różne, i dzięki niemu możliwe jest porozumienie. Możesz zobaczyć i zobaczysz wiele przykładów działania nabytego sumienia teraz i w przyszłości, tak że nie możesz pojąć, jak ludzie mogą być tak głupi, by zachowywać się w ten sposób. Wtedy zauważysz, jak to nabyte sumienie uniemożliwia dalszy rozwój rodzaju ludzkiego. Aby nawiązać kontakt z Prawdziwym Sumieniem, musisz stać się bardziej świadomy własnych mechanicznych reakcji i możesz sprowadzić tę ideę do jej ostatecznych aspektów w odniesieniu do twojego życia społecznego i tak dalej. Jednakże za tym całym nieskończonym zamieszaniem nabytym przez tradycję, wychowanie itd. kryje się Prawdziwe Sumienie, dzięki któremu wszyscy ludzie mogą nawiązać ze sobą relacje, gdy tylko nabyte sumienie zostanie poszanowane i pokonane poprzez proces rezygnacji z jego czysto mechanicznych reakcji na innych.

Teraz nabyte sumienie jest zawsze związane z miłością własną, która nieustannie nadyma się we wszelkie formy próżności, wszelkie formy stwarzania trudności, obowiązku itp. oparte na prestiżu, tradycji, honorze, narodowości itd. W ten sposób miłość własna podżega do ciągłego antagonizmu, wojny, przemocy itd. Dlatego Praca kładzie tak duży nacisk na Fałszywą Osobowość, na zmyślone rzeczy, na fałszywe zachowanie dokonywane w imię tak wielu rzeczy, które są naprawdę bez znaczenia. Jako Szkot spotykam człowieka, który historycznie należy do klanu, który zawsze był w stanie wojny z moim klanem. Bardzo dobrze dogaduję się z tym człowiekiem w rozmowie, uważam go za inteligentnego i lubię go, dopóki nie dowiem się, że należy do tego przeklętego klanu, którego tradycją i honorem muszę nienawidzić. Tak więc podnoszę się z stół, chlusnąć mu winem w twarz i iść stoczyć z nim pojedynek.

Oznacza to, że poświęcam moje indywidualne zrozumienie na rzecz mojego nabytego, tradycyjnego sumienia. To oczywiście grzech w najgłębszym sensie tego słowa – czyli chybienie celu. Zamiast postrzegać człowieka indywidualnie i rozumieć go, staję się nagle ślepy, gwałtowny i poświęcam się „ja”, które należy do mojego nabytego, tradycyjnego sumienia. Innymi słowy, tracę wszelką możliwość indywidualnego rozwoju poprzez własną inteligencję i zrozumienie. Niedawno czytałem powieści napisane sto lat temu. Natknąłem się na myśl, że osoba, która robi na drutach, jest godna pogardy, podczas gdy kobieta, która haftuje, jest w porządku. Zauważcie uważnie, że to stworzy nabyte sumienie u osoby wychowanej w tamtych czasach i taka osoba może spotkać kobietę, która bardzo mu się podoba, i nagle odkryć, że ona robi na drutach, a potem może nie mieć z nią już nic wspólnego. Czy to nabyte Sumienie czy Prawdziwe Sumienie? A teraz przytoczmy kilka przykładów. Ktoś mówi:

„Słowo Anglika to jego zobowiązanie, które hipnotyzuje ludzi i sprawia, że ​​czują, że wszyscy Anglicy są godni zaufania. Gdyby Anglika oskarżono o złamanie obietnicy, mógłby powiedzieć: »Czy nie wiesz, że jestem Anglikiem?«”

Mogę tylko powiedzieć, że tak może być. Lecz człowiek doprowadzony do takiego stanu nie będzie w stanie nawiązać kontaktu ze swoim Prawdziwym Sumieniem. Nie będzie też w stanie dostrzec, jak często nie spełnia swojego obrazu siebie w życiu rodzinnym, w małżeństwie itd. W związku z tym pozwolę sobie przytoczyć następujący przykład, w którym posiadasz pewien rodzaj nabytego sumienia, ukształtowanego przez otaczające cię wpływy, zilustrowanego ideą sumienia sportowego, która z pewnością jest nabyte sumienie. Przykład jest następujący: „Sumienie sportowca nie pozwoliłoby mu oszukiwać na meczach, ale w biznesie nie miałby takich skrupułów”.

Następnie mamy bardzo dobry przykład tego, jak nabyte sumienie opiera się na miłości własnej i jak, gdy miłość własna zostaje uderzona, czujemy się nieszczęśliwi:

Nasze wyobrażenie o tym, co powinniśmy, a czego nie powinniśmy robić, wynika wyłącznie z tego, co chcemy, żeby o nas myślano – tworzymy sobie wyobrażenia o sobie i najbardziej się obrażamy, gdy inni w nie nie wierzą. Uważamy, że spóźnianie się jest okropne, ponieważ nie chcemy być taką osobą, z próżności – a nie z zewnętrznych względów. Mówimy, że jesteśmy „dręczeni sumieniem”, jeśli byliśmy leniwi, samolubni, nieżyczliwi lub traciliśmy panowanie nad sobą w miejscu publicznym. Nabyte sumienie zdaje się nie przejmować tym, że takie rzeczy dzieją się w zaciszu domowym! Nabyte sumienie zawsze usprawiedliwia, jeśli coś pójdzie nie tak, a my okazujemy się niewystarczający w naszym poczuciu własnej wartości, ponieważ nie znosimy, gdy nasza miłość własna zostaje zraniona.

To pokazuje, jak nasze nabyte sumienie jest powiązane z naszą miłością własną i nie jest Prawdziwym Sumieniem, które ma niewiele wspólnego z miłością własną. Czujemy, że ośmieszyliśmy się w kontaktach społecznych i że przez to ucierpiało nasze poczucie własnej wartości. Musimy jednak nauczyć się, co naprawdę znaczy czuć się głupio i popełniać błędy — nie zawsze próbując się usprawiedliwiać ani wracać do wcześniejszego „poziomu” społecznego za wszelką cenę.

Ktoś łączy to nabyte sumienie z uczonymi w Piśmie i faryzeuszami, których Chrystus tak nieustannie atakuje. Powodem jest to, że nabyte sumienie jest zwrócone tylko na zewnątrz i dręczy się tylko wtedy, gdy ktoś ośmieszy się zewnętrznie w opinii innych osób o tej samej pozycji społecznej, podczas gdy Prawdziwe Sumienie jest zwrócone do wewnątrz i ma niewiele wspólnego z tym zewnętrznie nastawionym sumieniem. Dopóki twoje kłamstwo zostanie ujawnione i spotka się z uznaniem, nie będzie ono niepokoić twojego zewnętrznego sumienia, ale twoje wewnętrzne sumienie będzie wiedziało, że skłamałeś i prawdopodobnie skrzywdziłeś wielu ludzi, jakkolwiek dobrze to zrobiłeś. Wszyscy musicie zrozumieć, że przebudzenie Prawdziwego Sumienia stopniowo podważa Osobowość, a przede wszystkim atakuje lub niepokoi Fałszywą Osobowość i wszystkie te pozory, fasady i zewnętrzne pozory, które podtrzymujemy z takim trudem, dopóki Praca nie zacznie nas rozpuszczać.

Ktoś pyta: „Czy moda jest przykładem nabytego sumienia?”. Cóż, odpowiedz sobie sam. Możesz podążać za modą, nie będąc przez nią kontrolowanym. Jeśli czujesz się dobrze tylko dzięki posłuszeństwu modzie, nie masz żadnego środka ciężkości poza miłością do siebie i to moda kręci tobą, a nie ona tobą. Różnica tkwi między tym, co moda z tobą robi, a tym, co ty robisz w związku z modą. Wydaje mi się to ważną ideą. Kilka osób powiązało nabyte sumienie i miłość do siebie z wewnętrznym rozmyślaniem. Przytoczę jeden przykład:

„Obserwowałem nabyte sumienie w powiązaniu z wewnętrznym rozmyślaniem – na przykład chęcią czynienia tego, co słuszne – a ponieważ wewnętrzne rozmyślanie oznacza „dbanie o siebie”, musi być ono powiązane z miłością własną”.

Pewna osoba pokazuje, w jaki sposób nabyte sumienie opiera się na strachu:

„Myślę, że nabyte sumienie opiera się na strachu, strachu przed konsekwencjami, strachu przed utratą prestiżu, majątku lub pozycji, strachu przed ostracyzmem społecznym, strachu przed krytyką lub ośmieszeniem, strachu przed tym, że ktoś nie będzie o nas dobrze myślał (ten konkretny strach wydaje się opierać na miłości własnej).”

To jest całkowicie słuszne. Nabyte sumienie opiera się na miłości własnej, a miłość własna opiera się na strachu. Miłość własna jest skierowana na zewnątrz, na to, co ludzie o tobie myślą. Jeśli ci schlebiają, twoja miłość własna jest zaspokojona, a jeśli nie, czujesz się przygnębiony. Boisz się, że twoja miłość własna zostanie zraniona, ponieważ nie masz w sobie żadnej prawdy. Niedawno słuchałem wypowiedzi wieśniaka na drodze, który w mroźną pogodę miał na sobie dziwną czapkę z nausznikami. Jego żona krzyknęła do niego: „Ludzie pomyślą, że jesteś głupcem, nosząc taką czapkę”. A on odpowiedział: „Uważam, że są głupcami, skoro nie noszą czapek takich jak moja”. Nie podążał za modą, lecz tworzył ją indywidualnie. Wszelka miłość własna opiera się na strachu przed opinią innych ludzi na twój temat. Miłości własnej nigdy nie da się całkowicie znieść, jak pokazał Chrystus w swoich słowach: „Musisz kochać siebie samego”.

„Bliźniego jak siebie samego” – tj. musi istnieć miłość własna i miłość bliźniego w równym stopniu. Nie można uniknąć zranienia przez miłość własną lub satysfakcji z czegoś, co dobrze zrobiłeś dzięki miłości własnej. O. mawiał na ten temat, że jeśli zrobiliśmy coś dobrze, możemy dać naszej miłości własnej tylko chwilę satysfakcji i nic więcej, ale osoba pełna miłości własnej i niczego więcej zawsze się boi, i to naturalnie, jeśli się nad tym zastanowić, ponieważ jej środek ciężkości znajduje się poza nią samą, paradoksalnie, ponieważ pragnie poklasku i pochwał, aby zadowolić samą siebie i nie kieruje się niczym wewnętrznym poza postawą innych ludzi wobec niej. Z pewnością jednostka nie może rozwinąć się wyłącznie z miłości własnej, ale jedynie z dobrze opanowanej miłości własnej, która jest bardziej wolna od próżności, ale może zachować pewną dumę. Wiesz, jak często ludzie robią coś z miłości własnej i nazywają to na przykład indywidualnością, twierdzą, że są w kimś zakochani i realizują to od miłość własna, a gdy tylko osiągną swoje ambicje, cała sprawa się wali. Musicie pamiętać, że miłość własna jest niezwykle uparta i nieinteligentna i ma wiele wspólnego z nabytym sumieniem, tradycją, buforami, obrazami itd. – tj. opiera się na podtrzymywaniu pozorów. Ale to wszystko nie ma nic wspólnego z Prawdziwym Sumieniem, z którego wypływa Prawdziwa Miłość. To wyobraźnia odgrywa tak ogromną rolę w nieszczęściu życia, jak tak często uczy Praca.

Tutaj krótko omówię cel w kontekście nabytego sumienia. Istnieje niebezpieczeństwo, że możemy podążać za celem wyznaczonym przez nabyte sumienie. Taki cel jest błędny. Celu nie da się sformułować z nakazów naszego nabytego sumienia, które należy do nabytej części nas samych – tj. Osobowości. I tutaj musimy głęboko zastanowić się nad tym, co to oznacza. Prawdziwy cel w Pracy nie ma nic wspólnego z tym nabytym sumieniem, które dyktuje nam wszelkiego rodzaju nierealne cele. Cel może być słuszny, ale podstawa może być błędna. Chciałbym, abyście pomyśleli na przykład o wyznaczeniu celu z nabytego sumienia, a następnie zastanowili się, co mogłoby oznaczać wyznaczenie celu z tego, czego uczy Praca. Wiecie, że Praca zastępuje Prawdziwe Sumienie, dopóki to ostatnie nie zostanie powoli przebudzone. Jeśli zawsze chcemy trzymać się tego, kim jesteśmy, a nasze jedyne pojęcie dobra i zła pochodzi z naszego nabytego sumienia, często będziemy wyznaczać sobie zupełnie błędne cele i poddawać się bezużytecznym wysiłkom. Nabyte sumienie może wam podpowiadać, że powinniście być bardziej towarzyscy i pytać o zdrowie innych ludzi itd. Teraz, jeśli naprawdę spróbujesz uczynić to celem, wszystko pójdzie źle, ponieważ nie jest to realne, ale ma u podstaw kwestię reputacji, bycia dobrze postrzeganym itd. Taki cel tylko cię torturuje, ponieważ nie prowadzi do niczego realnego wewnętrznie. Teraz możesz mieć ten sam rodzaj celu, ale na znacznie głębszym poziomie. Na przykład twoje lepsze emocje mogą ci powiedzieć, że nie możesz być taki trudny, lub coś w tym stylu. Dzieje się to poprzez samoobserwację i poprzez znacznie głębsze uświadomienie sobie swojej sytuacji. Samo zewnętrzne rozważanie z Fałszywego Sumienia nie ma nic wspólnego ze zrozumieniem

konieczność zewnętrznego rozważania z głębszego poziomu. Powód, dla którego robisz rzeczy, jest zupełnie inny, gdy działasz z nabytego sumienia, niż gdy działasz z Prawdziwego Sumienia. Kiedy robisz coś z Prawdziwego Sumienia, ze Świadomości siebie i tego, jaki jesteś, jego działaniem jest rozwijanie Esencji. Sprawiasz, że Esencja niejako rozumie, dlaczego pewne rzeczy są konieczne. Ale jeśli działasz z nabytego sumienia dla dobra wewnętrznego rozważania, jak stoisz z innymi ludźmi, aby stworzyć lepszą pozycję dla siebie, to nie rozwinie to Esencji, ponieważ Siła Neutralizująca jest zupełnie inna. Zrobisz wtedy coś dla jakiejś formy zasługi, a nie z wglądu w dobro tego, co robisz dla niego samego. Możesz być osobą zasługującą, doskonałą, a jednak wewnętrznie możesz być niczym innym jak pozorem lub praktycznie nim być. To, czego uczymy się o dobru z nabytej przez edukację strony, musi zostać przeniesione z tej zewnętrznej podstawy i stać się autentyczną, szczerą rzeczą, którą chcemy żyć, a nie tylko naśladować, którą chcemy być, a nie tylko udawać. W tym wszystkim kryje się ogromna ilość bardzo szczerej samoobserwacji, która zajmuje dużo czasu, a naszym jedynym przewodnikiem jest działanie Pracy na nas i to, czego nas uczy, gdy już zacznie na nas wpływać. Musicie pamiętać, że wszystkie nasze ukryte nienawiści i pogardy, których nie ujawniamy z obawy o naszą reputację, istnieją w nas w naszym psychologicznym świecie, czyli w prawdziwym świecie nas samych, co oznacza, że ​​znajdujemy się w naszym własnym psychologicznym świecie, takim, jakim go stworzyliśmy, a jeśli mieliśmy w sobie dużo nienawiści, znajdziemy się otoczeni tylko nienawiścią. Ale o tym porozmawiamy później. Powiem tylko, że bardzo często uczono nas, że musimy neutralizować rzeczy w sobie, a jedną z najlepszych metod jest dostrzeganie siebie i nieobwinianie innych. To dostrzeżenie prawdy o sobie prowadzi do wewnętrznego spokoju i wzrostu Esencji, dzięki czemu następnym razem będziemy inni, a nasze życie spotka inny los. Ale to musi być prawdziwe, a nie robione dla zewnętrznych zasług, pochwał czy z jakiegoś obrazu.

Pewna osoba cytuje Browninga fragment z „Paracelsusa”: „Prawda jest w nas samych; nie bierze się z rzeczy zewnętrznych; w cokolwiek byś nie wierzył, istnieje najgłębszy ośrodek w każdym z nas, gdzie prawda przebywa w pełni; a wokół, mur po murze, grube ciało ją otacza, to doskonałe, jasne postrzeganie – które jest Prawdą. Zaskakująca i wypaczona cielesna sieć ją krępuje i powoduje wszelkie błędy: a wiedza polega raczej na otwarciu drogi, z której może uciec uwięziony blask niż w dokonaniu wejścia na światło, Które powinno być na zewnątrz.”

Powiem tylko tyle, że całkiem słusznie można powiedzieć, że prawda jest w nas samych i że dość łatwo jest to powiedzieć, ale zajmuje to dużo czasu i Zrozumienie realności tej prawdy w nas samych to trudna praca, ponieważ jesteśmy pełni pseudoprawdy i nieustannie wydajemy wszystkie nasze pieniądze, całą naszą energię, na podtrzymywanie tej pseudoprawdy o nas samych, która nas wszystkich niepokoi. Przypomnę wam, co powiedziano w niedawnym artykule, że prawda nas uspokaja i daje nam spokój, podczas gdy pseudoprawda czyni nas niepewnymi, zaniepokojonymi i napiętymi. Sumienie nabyte jest, że tak powiem, hałaśliwe, podczas gdy trzeba słuchać Prawdziwego Sumienia. Rozwiązujemy wiele problemów, jak przypuszczamy, podążając za sumieniem nabytym, w którym zaspokajamy siebie i w pewnym sensie się usprawiedliwiamy. Po pewnym czasie męczy nas działanie zgodnie z tym sumieniem nabytym i pragniemy słuchać czegoś głębszego – to znaczy, nie staramy się pozbyć bólu, który odczuwamy, poprzez jakiś przejaw sumienia nabytego. Czy pamiętacie, co powiedziano u Izajasza – że Bóg mieszka „na wysokości i w miejscu świętym, i z tym, który jest skruszony i pokorny”? (Iz LVII 15).

Czy rozumiesz, co znaczy uświadomić sobie znaczenie tego zwrotu: „Nie jestem taki/taka/taka” albo „Jestem w tym kłamstwie” albo „Jestem w tej wymyślonej osobie, która przejęła kontrolę nad moim życiem przez te wszystkie lata”? Jeśli zrozumiesz, co to znaczy, zaczniesz rozumieć, o co chodzi w tej Pracy. Celem tej Pracy jest przebudzenie Prawdziwego Świadomości, które jest takie samo w każdym. Nie można tego powtarzać wystarczająco często. W samoobserwacji możemy dojść do punktu, w którym powiemy: „Nie jestem tym „ja”, które mówi, które zachowuje się w ten sposób, nie jestem tą osobą, którą sobie wyobrażałem/am, nie jestem w tych wszystkich zewnętrznych rzeczach, tych zaszczytach, tych pozycjach, tych pozorach, tych cnotach, tych rzeczach, które próbuję robić, tych fikcjach, które podtrzymuję. Nie, nie jestem tymi rzeczami, które przejęły kontrolę nad moim życiem. Nie jestem tymi „ja”. „No więc” – powiesz – „kim jestem?” Nie możesz jeszcze powiedzieć, kim jesteś, jeśli nie zobaczysz, czym nie jesteś i stopniowo, poprzez pracę wewnętrzną, nie oddalisz się od tej wielkiej fikcji, którą podtrzymywałeś – musisz to zrobić z pewną dozą humoru, z pewną zdolnością do szczerego śmiechu z siebie. Stopniowo wokół twojego poczucia własnej wartości skupią się bardziej realne rzeczy, o czym może świadczyć fakt, że nagle odkryjesz, że jesteś zdolny do myślenia, czytania, refleksji. Dzieje się tak, ponieważ jesteś nieco wyniesiony z młyńskiego kręgu życia, tego podniecającego życia, w które się wtłaczałeś, by dać sobie szczęście, z którego tak niewielu potrafi zrezygnować. Większość ludzi myśli bowiem, że rezygnacja z niego oznacza śmierć. Wręcz przeciwnie, nie oznacza to śmierci, lecz życie. Pamiętasz to zdanie z Dzieła – nikt nie jest szczęśliwy; ale jak daleko posuwamy się w wymyślaniu tego szczęścia i w związku z tym, jak podążamy za naszym nabytym sumieniem, myśląc, że da nam ono szczęście, podczas gdy to właśnie ono czyni nas nieszczęśliwymi przez cały czas? To jak rodzaj Juggernauta, który miażdży wszystko, co w nas prawdziwe i czemu poświęcamy nasze życie.

Teraz możesz pomyśleć, że to trochę uroczyste. W rzeczywistości tak nie jest, ale, jak wszystko inne w Pracy, należy traktować to z dystansem. Powiem tylko, że nasze zwykłe życie – „ja” – to nie to „ja”, które nie dają nam żadnego wewnętrznego spokoju ani stabilizacji i że, jak naucza Praca, musimy oddzielić się od tych „ja” należących do Fałszywej Osobowości i tego Fałszywego Sumienia, aby dotknąć czegoś głębszego i bardziej autentycznego. Kiedy dostrzegasz w sobie „ja”, które zawsze prowadzi cię na manowce fałszywych ambicji i fałszywych celów, rywalizacji, pogardy dla innych, i kiedy dostrzegasz przebłysk tego „ja”, które działało w tobie przez całe życie, „ja”, za którym musiałeś podążać i któremu musiałeś być posłuszny – wtedy to cudowne doświadczenie móc powiedzieć sobie: „Nie jestem tym „ja”” i zacząć się od niego oddzielać.

Gdybyśmy mieli Prawdziwe Sumienie, cały świat mógłby się zjednoczyć, a wszelka policja, prawo, wojna, kontrola wojskowa itd. ustałyby, ponieważ Prawdziwe Sumienie, które jest ukryte w każdym z nas, jest jedno i to samo, a gdyby wszyscy ludzie mieli Prawdziwe Sumienie, rozumieliby się nawzajem i mówili jednym wspólnym językiem, jednym wspólnym językiem. W tej Pracy staramy się studiować język, który nas zjednoczy, który wszyscy możemy zrozumieć, a jego celem jest obudzić Prawdziwe Sumienie. Ale dopóki mamy sztuczne, nabyte sumienie, które jest w praktycznie każdym przypadku inne w zależności od wychowania, narodu, kraju itd., nie ma możliwości żadnego wspólnego zrozumienia, a zatem wszystko musi zawsze toczyć się tak, jak zawsze, i, mam nadzieję, wszyscy zobaczycie, jak będzie to trwało, nawet gorzej niż kiedykolwiek, w przyszłości. Oto ludzie wpadają w pułapkę swojego tradycyjnego „ja” i walczą ze sobą ze wszystkich stron, a nikt nie próbuje niczego zrozumieć, i nikt niczego nie może zrozumieć, i tak cały ten chaotyczny układ życia, wynikający ze snu Człowieka, będzie trwał jak dawniej, a nawet gorzej niż dawniej. Lecz wśród nas musimy starać się stworzyć jądro ludzi, którzy pragną pracować nad sobą, nad nabytym sumieniem, nad Fałszywą Osobowością, i odłączyć się od tej straszliwej fabryki, by spotkać się na głębszym poziomie, gdzie możliwe będzie spotkanie bez wszelkich obelg, zamętu i nieporozumień zwykłego życia, prowadzonego przez śpiących ludzi, którzy traktują siebie jak coś oczywistego i w każdej dziedzinie życia zachowują się czysto mechanicznie. Czyż nie jest niezwykłe poczucie, że każdy człowiek ma w sobie, jak naucza Dzieło, wspólną podstawę wzajemnego zrozumienia, która została nałożona warstwa po warstwie przez nabyte sumienie i potężną zewnętrzną warstwę Fałszywej Osobowości, z którą każdy najbardziej się identyfikuje? Pamiętajmy, że celem tej Pracy jest przełamanie tej fałszywej pseudowarstwy, która wyrządza tak wiele szkód nam samym i wszystkim innym. Wiemy, że trudno szanować osobę pozbawioną własnego umysłu, osobę złożoną jedynie z nabytych opinii, zabezpieczeń, tradycyjnych postaw i uprzedzeń. U takiej osoby nie ma nic poza nabytym sumieniem, które może być lepsze lub gorsze, przydatne w życiu lub nie, ale nie ma w niej nic prawdziwie indywidualnego. W rozmowie z taką osobą nie ma myśli, idei, niczego żywego, żadnej mocy niczego nowego. W rzeczywistości wiemy z góry, jakie rolki gramofonowe obrócą się pod wpływem danego bodźca i jak te same opinie będą wyrażane bez zmian. Sumienie nabyte, czyli fałszywe, jest zatem czymś sztywnym, stałym, mechanicznym, podczas gdy Sumienie Prawdziwe jest zupełnie inne. Widzi wszystko w prawdziwym świetle i dlatego w każdym przypadku ocenia to inaczej. Jest względne, a nie absolutne.


Odkryj więcej z życie jako system

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z życie jako system

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej