Birdlip, 31 marca 1945
Zacznijmy od przyjęcia idei, której uczy nas Praca, że Wyższe Centra zawsze do nas mówią, co powinniśmy robić, ale my ich nie słyszymy. Możemy być całkowicie pewni, że skoro celem Pracy jest połączenie nas z Wyższymi Centrami i ich przesłaniami, jedna z pierwszych rzeczy, których się uczymy – mianowicie obserwowanie siebie – musi mieć związek z ostatecznym nawiązaniem kontaktu z tymi Wyższymi Centrami w nas, które są w pełni ukształtowane, ale których nie słyszymy. Mam na myśli, że musi istnieć jakiś powód do samoobserwacji, I myślę, że słusznie powiedziane jest, że jeśli będziemy próbować obserwować siebie tylko dlatego, że nam tak powiedziano, nie będziemy obserwować siebie we właściwy sposób. Nie zrozumiemy, dlaczego powinniśmy to robić ani jaki głębszy sens kryje się w tej praktyce. Będziemy wtedy skłonni powiedzieć: „Dlaczego, u licha, miałbym obserwować siebie? Z jakim celem? Z jakiego powodu?”. Jeśli nie mamy wystarczająco szerokiego zrozumienia idei Pracy i jej celu, jeśli wszystkie te wznoszące się skale ukazane w Promieniu i Oktawie Bocznej, wszystkie te nauki o wyższym i niższym poziomie, mniej i więcej praw, i wszystko, co mówi się o Osobowości i Esencji itd., nic dla nas nie znaczą koncepcyjnie i po prostu leżą rozproszone w naszej pamięci, nie mając w sobie skoordynowanego i emocjonalnego życia, to oczywiście samoobserwacja będzie jedynie żmudnym zadaniem nam narzuconym. Ale z pewnością musimy uzyskać znacznie subtelniejsze i bardziej wewnętrzne pojęcie Pracy. Rozważmy samoobserwację w świetle tego, dlaczego nakazuje się nam ją praktykować. Nakazuje się nam ją praktykować, ponieważ może ona prowadzić do większej świadomości wpływów Wyższych Centrów. Nie słyszymy tych wpływów, ponieważ między nimi a nami znajduje się rodzaj gęstej substancji. Czym jest ta gęsta substancja? To ta część nas, która jest dla nas nieświadoma, której nie uświadamiamy sobie, której istnienia w nas nie jesteśmy świadomi. Jak wiecie, często mówi się, że akt samoobserwacji wpuszcza promień światła w naszą wewnętrzną ciemność. Tę ciemność właśnie nazwałem gęstą substancją, która nie przepuszcza wpływów Wyższych Centrów. Mężczyzna, kobieta, musi w końcu pogodzić się z tą ciemną stroną siebie, a jest to możliwe jedynie poprzez długą i inteligentną samoobserwację, prowadzoną z określonego powodu, a nie jedynie jako mechaniczne zadanie. Pamiętajcie, że każda samoobserwacja musi być świadomym wysiłkiem. Zgodzicie się, że wszyscy mamy w sobie „ja”, którego istnienia nie jesteśmy w pełni świadomi. Żyjemy w fałszywej osobowości, a nie w prawdziwej. Jesteśmy na przykład pełni obrazów samych siebie i dzięki działaniu buforów, które uniemożliwiają nam dostrzeganie sprzeczności, czujemy się całkiem pogodzeni z samym sobą. Celem Pracy jest jednak wzbudzenie w nas walki, walki z tym fałszywym samozadowoleniem. A jaka jest stosowana metoda? Metoda ta to samoobserwacja, dzięki której stopniowo stajemy się bardziej świadomi tego, co w nas jest i zaczynamy tracić te ukochane obrazy siebie, te formy wyobraźni. Pamiętasz, jak woźnica jest w pubie i pije. To znaczy, że żyje w wyobraźni, w obrazach, w wyimaginowanych wyobrażeniach o sobie – w Wyimaginowanym „Ja”. Przede wszystkim woźnica musi się obudzić.
Teraz możemy spojrzeć na tę sytuację w następujących kategoriach: Każdy z nas ma ciemną stronę siebie, o której nic nie wiemy, stronę, której nie jesteśmy świadomi, ale która jednak działa. W tę ciemność musi wniknąć promień światła poprzez samoobserwację, prowadzoną zgodnie z tym, czego Praca uczy nas obserwować, szukać, czego się uświadamiać. Ta ciemna strona nas samych musi stopniowo łączyć się z naszym wyobrażeniem o sobie i, że tak powiem, musi powstać pewien wzór, połączenie tych dwóch stron. I jeśli ten promień światła nie wniknie w tę ciemność, to nie da się tego zrobić, a w konsekwencji nigdy nie odczujemy wpływów Wyższych Centrów, ponieważ wpływy te są tłumione i niweczone przez tę ciemną stronę, tę drugą stronę nas samych, którą z reguły dostrzegamy tylko u innych ludzi i której sobie nie przypisujemy. Dlatego mamy tendencję do obwiniania innych i oskarżania ich, powiedzmy, o złe myśli, podejrzliwe zachowanie, nieuprzejmość, kłamstwo, obojętność, niewierność, nierzetelność, podłość itd. Innymi słowy, tę drugą stronę nas samych, której nie jesteśmy świadomi, dostrzegamy u innych i, jak można zrozumieć, jest to jedna z głównych przyczyn ludzkiego nieszczęścia i nieustannego tarcia, w którym żyje prawie każdy w stosunku do innych. Aby zmienić ten stan rzeczy, Praca zaczyna się od samoobserwacji, od wpuszczenia tego promienia światła lub promienia świadomości w tę wewnętrzną ciemność. W tym miejscu nauka Pracy jest bardzo dobitna i nie można jej źle zrozumieć.
Kiedy badamy naszą skłonność do obwiniania innych, rejestrujemy ją i świadomie zaczynamy starać się obserwować te same rzeczy u siebie, podejmujemy jeden z pierwszych i najważniejszych kroków w pracy nad sobą – tj. w pracy nad sobą. Bez tego nie dojdziemy nigdzie. Jeśli próbujemy dojść do celu bez tego przez bardzo długi czas, jesteśmy jak ludzie próbujący patrzeć przez okno pokryte czarną farbą. Ta czarna farba ma osobliwe właściwości, ponieważ w jakiś nieopisany sposób jest nami. To rodzaj żywej ciemności w nas samych, którą można rozproszyć jedynie przez narastające światło świadomości poprzez samoobserwację. Narastające światło świadomości jest wynikiem długiej, cichej, szczerej samoobserwacji, długiego, prywatnego zauważania siebie, swoich działań, sposobu mówienia, swoich myśli i myślenia, swoich emocji i tego, co się czuje. Jasne jest zatem, że początkowym zadaniem w Pracy jest uświadomienie sobie tej ciemnej strony nas samych, a to oznacza, że stopniowo tracimy wszystkie nasze zwyczajne wyobrażenia o sobie, które początkowo odczuwamy jako utratę Osobowości, jako swego rodzaju osłabienie. Ale jeśli nie pozwolimy sobie na negatywizm, co jest bardzo mocno podkreślane, a niebezpieczeństwo stanów negatywnych jest stale wspominane, wtedy zaczynamy zdawać sobie sprawę, że w nowych i dziwnych uczuciach siebie, które zaczynają nas nawiedzać, jest o wiele więcej prawdziwej siły i zrozumienia niż w pseudo „ja”, które wcześniej nami rządziło. Rzeczywiście odkryjemy, że zaczną do nas napływać zupełnie nowe myśli, uczucia, spostrzeżenia i znaczenia, a powodem jest to, że ślady wyższych wpływów zaczynają być słabo słyszalne, tak bardzo, że tam, gdzie wcześniej widzieliśmy tylko jedną rzecz, jedną drogę, jedno znaczenie, jeden wybór między tym, co uważaliśmy za dobre lub złe, teraz widzimy tuzin lub więcej znaczeń i wyborów. Tam, gdzie w jakimś wcześniejszym, jałowym, sztywnym i sztucznym rozumieniu wydawało nam się, że między Do i Re oraz Re i Mi jest tylko jeden krok, widzimy całe wewnętrzne oktawy rozciągające się między tymi nutami. Cały wzrost zrozumienia polega na dostrzeganiu coraz subtelniejszych różnic, subtelniejszych i piękniejszych znaczeń, splecionych ze sobą i pełnych własnej magicznej jakości, które – jak zdajemy sobie sprawę – są zupełnie inne od naszego poprzedniego, ciężkiego, prymitywnego sposobu myślenia i odczuwania, którym dawniej żyliśmy. Ale te subtelniejsze nawiedzenia zrozumienia nie mogą przeniknąć do naszej świadomości i stać się ciągłym, wewnętrznym źródłem sensu, które nigdy nie umiera i jest niewyczerpane, dopóki nie uświadomimy sobie coraz bardziej tej ciemnej strony siebie, a, jak powiedziałem, to uświadomienie sobie ciemnej strony siebie, czyli strony pogrążonej w ciemności, nieuchronnie prowadzi do całkowitej zmiany w naszym pojmowaniu i ocenie siebie. W istocie możemy czuć, że tracimy z oczu samych siebie, a tam, gdzie kiedyś byliśmy tak pewni i przekonani i tak gotowi do działania, mówienia, krytykowania, teraz odczuwamy wielką niepewność, ponieważ w każdej sytuacji dostrzegamy o wiele więcej niż wcześniej. To nie jest niepewność negatywna, lecz pozytywna. To nie jest uczucie bezradności, ale poczucie siły, ponieważ widzimy tak wyraźnie, że tam, gdzie wcześniej byliśmy tak pewni, wtedy byliśmy bardzo słabi, ponieważ pewność, którą czuliśmy, była pewnością głupca, pewnością ignorancji, która może być tylko słabością i która niewątpliwie stale prowadziła do błędnych rezultatów i całkowicie bezużytecznych tarć, o których byliśmy pewni, że były spowodowane przez innych i nie miały nic wspólnego z naszymi własnymi, całkowicie niegodnymi zaufania reakcjami. Jak pewni byliśmy kiedyś – ale teraz widzimy, jak mechaniczni byliśmy kiedyś. Jak myśleliśmy, że rozumiemy wszystko i potrafimy zrobić, a teraz zdajemy sobie sprawę, że nie mieliśmy żadnego zrozumienia i tak naprawdę wszystko po prostu działo się nam mechanicznie, zgodnie z naturą naszej maszyny. Jak wiele przypisywaliśmy sobie i czym się szczyciliśmy, i jak bardzo teraz widzimy, że wszystko to było robione przez tę maszynę, którą braliśmy za pewnik jako siebie.
Teraz, dostrzegając tę drugą stronę nas samych, tę ciemną stronę, w którą Praca każe nam wniknąć i uczynić ją coraz bardziej świadomą poprzez samoobserwację, musicie pamiętać, że doktryna „ja” ma w tym procesie pierwszorzędne znaczenie. Musimy dostrzec tę ciemną stronę, ale nie identyfikować się z nią. Musimy ją sobie uświadomić, ale nie brać jej za siebie. To niezwykle trudna sprawa i musimy to sobie stale przypominać i być tego ciągle świadomym. Pamiętajmy, że wszystko, czego uczymy się w samej Pracy, jest spójne i nie możemy wykonywać tej Pracy, powiedzmy, z jedną ideą bez uwzględnienia innych w połączeniu. Na przykład, nie możemy oddzielić samoobserwacji od doktryny „ja”, nie wyrządzając sobie wielkiej krzywdy. Powodem jest to, że jeśli do wszystkiego, co obserwujemy w sobie, mówimy „ja” i w ten sposób identyfikujemy się z tym, rezultatem będzie całkowite zamieszanie. Staniemy się tym, co obserwujemy, a to jest zgubne. Musimy traktować nasze „ja” obiektywnie. Musimy dostrzegać w sobie różne rzeczy, tak jak widzimy różne przedmioty w pokoju. Nie bierzemy stołu, krzesła, książki za siebie. Nigdy nie wolno ci mówić: „To, co obserwuję, to 'ja’”, ale musisz wiedzieć, że to 'ja’, które obserwujesz, jest w tobie. Wszystko to należy do nieutożsamiania się. Samoobserwacja prowadzona z myślą o nieutożsamianiu się z tym, co obserwujesz, jest w praktyce myślą przewodnią tego systemu i jest bardzo trudna do przeprowadzenia. W rzeczywistości może minąć dużo czasu, zanim dostrzeżesz, co to Metoda nauczana w tym systemie naprawdę oznacza. Wiesz, że musisz podzielić siebie na dwie części: stronę obserwującą i stronę obserwowaną – tzn. nie możesz identyfikować się z tym, co obserwujesz. To tak, jakby powiedzieć, że nie możesz się zmienić, jeśli identyfikujesz się ze wszystkim, co się w tobie dzieje – tj. z każdym nastrojem, każdą myślą, każdym doznaniem, każdą formą wyobraźni. I znowu oznacza to, że musimy postrzegać siebie obiektywnie. Musimy postrzegać naszą psychikę i wszystko, co się w niej kryje, obiektywnie, w miarę jak stopniowo ją obserwujemy i stajemy się jej coraz bardziej świadomi. Co to znaczy postrzegać coś obiektywnie? Nie postrzegam stołu, na który patrzę, subiektywnie – tj. jako część siebie. Postrzegam go jako obiekt, który nie jest mną i od którego jestem odrębny. To jest obiektywne postrzeganie rzeczy. Ale Praca uczy, że musimy obiektywnie postrzegać rzeczy w naszym życiu wewnętrznym. Zauważam na przykład złą, złośliwą myśl w moim umyśle. Zupełnie bez sensu jest wybuchnąć płaczem i powiedzieć: „Jaki jestem zły i złośliwy”. To byłoby subiektywne traktowanie „ja”, które tak myśli, jako siebie. Oznaczałoby to utożsamianie się z nim, mówienie mu „ja”, a to byłoby zupełnie bezużyteczne i nie prowadziłoby do niczego. Wręcz przeciwnie, muszę dostrzec tę myśl i spróbować dostrzec, z jakiego „ja” lub grupy „ja” ona pochodzi, i obserwować, co knują, co chcą zrobić i co chcą mi powiedzieć. Wtedy będę obiektywnie obserwować te „ja”. Oczywiście, jeśli się na nie zgodzę, stanę się nimi, a one wyjdą ze mnie i wyrządzą wszelkie możliwe szkody. Jeśli spróbuję je powstrzymać siłą, biorąc je za siebie, wkrótce przegram bitwę, ponieważ wtedy część mojej siły zwróci się w ich stronę – tj. część mojego poczucia siebie. Tak będzie się działo zawsze, jeśli nie będę w stanie poczuć, że nie są mną i że od czasu do czasu będą przychodzić i próbować przekonać mnie, że są mną, i błagać, abym powiedział im „ja”. Jeśli ich dotkniesz, natychmiast odbierają ci siłę, to znaczy, część twojego poczucia „ja” na nich natknie się. Wtedy nie masz, że tak powiem, magicznego kręgu, który mógłbyś nakreślić wokół siebie i w którym mógłbyś wewnętrznie trwać. Dlatego tak niebezpieczne jest zbyt długie spanie – to znaczy niepracowanie w ogóle, niemyślenie o Pracy ani o tym, co się w niej robi. Czasami ludzie pozwalają sobie na stosunkowo długi czas nieświadomości Dzielenia się. Wychodzą, że tak powiem, z magicznego kręgu, który mogliby zacząć nakreślać wokół siebie, a potem wszelkiego rodzaju „ja” przyczepiają się do nich jak pijawki, a zanim zorientują się, gdzie są, jakieś zbiorowe „ja” chwytają ich, jakby upuszczając im trochę krwi i roszcząc sobie w ten sposób prawo do pokrewieństwa. Dlatego tak ważne jest, aby mieć cel w kontakcie z pewnymi „ja”, o których się wie, że prowadzą jedynie do kłopotów i niepotrzebnego cierpienia. W pewnych sprawach należy zachować wewnętrzną ciszę, mówi Praca. Co to znaczy zachować wewnętrzną ciszę? Nieprzyjemne „ja” mogą gadać w tobie i namawiać cię do kłótni. Jeśli jednak się z nimi kłócisz, przestajesz zachowywać wewnętrzną ciszę. Możesz rozmawiać z negatywnymi „ja”, jeśli będziesz bardzo ostrożny w tym, jak to robisz – tzn. jeśli postrzegasz je w sobie całkiem obiektywnie i nie dziwi cię, że takie „ja” w tobie istnieją. Myślę, że w miarę jak poznajemy tę ciemną stronę, coraz bardziej w świetle świadomości nikt z nas nie może być zdziwiony „ja”, które Znajdziemy tam kogoś, kogo istnienie musimy zaakceptować, lecz z kim nie możemy się identyfikować. Podsumowując w skrócie: celem samoobserwacji jest coraz większe uświadomienie sobie tego mrocznego „ja” i stopniowe zmieszanie go z naszym poprzednim wyobrażonym wyobrażeniem o sobie. Doprowadza to do całkowitej zmiany poczucia własnej wartości i rozpoczyna proces rozpuszczania wyimaginowanego „ja”. Jednocześnie, podczas gdy trwa proces unicestwienia naszych cech, zaczynamy odczuwać wpływy docierające do nas z innego źródła znaczenia. Wpływy te nie mogły do nas dotrzeć wcześniej, ponieważ interweniowała gęsta ciemność. Możemy postrzegać tę ciemną stronę jako „inną osobę” w nas, którą zwykle dostrzegamy w innych ludziach. Kiedy zaczynasz uświadamiać sobie tę drugą osobę, to mroczne „ja”, przestaje być ono rzutowane na innych ludzi, a cała twoja relacja z nimi zaczyna się zmieniać. W rzeczywistości widzisz innych ludzi po raz pierwszy i uwalniasz ich. Musisz jednak zdać sobie sprawę, że dotyczy to każdego z was. Nie zaczynaj od myśli, że twój bliźni powinien się zmienić i uwolnić ciebie. Musisz go uwolnić.
Zostaw odpowiedź