Birdlip, 14 kwietnia 1945
W Pracy jest wiele rzeczy, które słyszeliśmy, ale których jeszcze nie rozumiemy. Niektórzy myślą, że kiedy coś usłyszą, to już to wiedzą i rozumieją, myląc wiedzę ze zrozumieniem, a kiedy słyszą to ponownie, mają tendencję do niesłuchania lub stają się niecierpliwi. Mówią: „O tak, słyszeliśmy to już wcześniej. Słyszeliśmy w kółko, że musimy obserwować siebie. Słyszeliśmy, że musimy pamiętać o sobie. Wiemy to wszystko”. Kiedy więc słyszą te słowa, te zwroty, nudzą się i nie zwracają uwagi na to, co jest mówione. To tak, jakby ktoś powiedział, że jeśli chcesz jeździć na rowerze, musisz utrzymać równowagę. Możesz to słyszeć wystarczająco często, ale czy wyobrażasz sobie, że rozumiesz, jak jeździć na rowerze, tylko słysząc i wiedząc, że musisz utrzymać równowagę? Podobnie, obserwowanie siebie w kontekście tego, czego uczy Praca, wymaga długiej osobistej pracy i praktyki. A zrozumienie poprzez praktykę, co oznacza „pamiętanie o sobie”, zajmuje o wiele więcej czasu. Sama wiedza leży w pamięci zewnętrznej, ale umiejętność praktykowania i rozumienia tego, co się wie, to zupełnie inna sprawa. Zatem zrozumienie, czym jest samoobserwacja i dlaczego jest konieczna, to zupełnie inna sprawa niż samo usłyszenie i przekonanie, że należy obserwować siebie. Dzisiaj będę mówić o czymś, czego uczy Praca, a co wielu z was słyszało już wcześniej – to znaczy, co wielu z was zna w swojej pamięci, ale prawdopodobnie tylko w swojej pamięci. Pamiętajcie, że to, co macie tylko w swojej pamięci, nie jest jeszcze częścią waszego bytu. Możecie wiedzieć wiele w swojej pamięci, ale jest to zupełnie zewnętrzne w stosunku do tego, kim jesteście. Jest to jedynie jak notatnik z zapisanymi słowami. Weźmy ideę Pracy – Tak i Nie – i przypomnijmy sobie, co się o tym mówi. Praca mówi, że Centrum Formacyjne – tj. mechaniczna część Centrum Intelektualnego, której zwykle używamy i nazywamy myśleniem – może działać tylko w kategoriach Tak lub Nie. Poprzez ciągłe używanie tej najniższej części centrum myślenia wszystko jest podzielone na Tak lub Nie. Wiecie, jak ludzie argumentują od Tak do Nie. Jeden człowiek mówi, że coś jest tak, a inny, że nie jest. Jeden człowiek mówi, że coś jest prawdą, a inny, że nie jest prawdą, i tak dalej. Cały świat jest podzielony w ten sposób. Wystarczy posłuchać większości form zwykłej rozmowy, aby uświadomić sobie, że opiera się ona na podziale na Tak lub Nie. Praca głosi, że w Wyższych Centrach ta sprzeczność Tak lub Nie nie istnieje, ponieważ w świadomości należącej do Wyższych Centrów nie ma sprzeczności – tj. nie ma Tak ani Nie – ale istnieje połączenie tych dwóch, które Praca nazywa Tak i Nie. Oczywiście, nasze zwykłe myślenie i język całkowicie zawodzą w tym przypadku. Nie potrafią one pojąć ani opisać stanu świadomości i zrozumienia, który należy do Wyższych Centrów. Ale jeśli nie potrafimy tego pojąć, zgodzisz się ze mną, że nasz zwykły język opiera się na ostrym podziale Tak lub Nie, a nasze zwykłe myślenie jest podobne. Oznacza to, że zawsze wykluczamy jedną stronę problemu na rzecz drugiej. Musimy więc cały czas opowiadać się po którejś stronie i jesteśmy uważani za słabych, jeśli tego nie robimy. Dzielimy się więc na przeciwne obozy, tak jak cały świat, i nieustannie hipnotyzujemy samych siebie, mówiąc, że coś z pewnością musi być albo prawdą, albo nieprawdą, albo że dana osoba jest albo dobra, albo zła, i tak dalej. Wszystko to jest dziełem formacyjnej części Centrum Intelektualnego, która potrafi myśleć jedynie za pomocą przeciwieństw, czyli przez porównywanie, i nie ma pojęcia, jak połączyć przeciwieństwa i znaleźć trzecie rozwiązanie, które nie jest ani jednym, ani drugim. Tak i nie, ale tak i nie. Cała rzecz tkwi w tym trzecim rozwiązaniu. Czasami mówi się, że ta Praca naśladuje działanie Wyższych Centrów. Skoro wszystkie przeciwieństwa są zjednoczone w harmonii w Wyższych Centrach i nie ma sprzeczności, jasne jest, że myślenie wyłącznie za pomocą tego najniższego instrumentu myślenia, Centrum Formacyjnego, z pewnością nie będzie naśladować Wyższych Centrów. Czym jest to trzecie rozwiązanie? Nie składa się ono ani z Tak, ani z Nie, lecz z pewnej kombinacji Tak i Nie. Mówi się nam, że to „Tak i Nie” jest językiem Wyższych Centrów i musi to w jakiś sposób oznaczać, że Tak i Nie są zjednoczone w trzecią rzecz, trzecie rozwiązanie nam nieznane, które nie jest ani Tak, ani Nie, ale jakąś harmonią lub połączeniem dwóch przeciwieństw, tak że każde przeciwieństwo znika lub traci swoją tożsamość, a pojawia się coś nowego, czego nie możemy pojąć. Nazwijmy tę trzecią rzecz X. Następnie Tak + Nie = X. Nasze zwykłe rozwiązania problemów brzmią „tak” lub „nie”. Nie znamy X. Czasami myślę, że Chytry Człowiek zna to X i wie, jak je właściwie osiągnąć. Możemy jednak być pewni, że jeśli przypadkiem natkniemy się na to trzecie rozwiązanie jakiegoś problemu, prawdopodobnie otrzymamy nagłą siłę z Wyższych Centrów, które zajmują się tylko X, co niewątpliwie będzie dla nas wielkim zaskoczeniem. Ale jeśli rozwiążemy nasz problem tylko stanowczym „tak” lub stanowczym „nie”, bez wątpienia nie otrzymamy żadnej pomocy – nie jesteśmy wystarczająco sprytni. Pamiętacie, jak często w Ewangeliach wspominana jest mądra osoba, pięć mądrych dziewic, mądra kobieta, która zbudowała swój dom na skale i tak dalej – słowo to jest tak źle tłumaczone jako „mądry”. Tak, jestem pewien, że istnieją mądre i trafne rozwiązania rzeczy, które wymykają się naszemu ciężkiemu, jednostajnemu, formacyjnemu myśleniu. A skoro już mowa o Ewangeliach, pomyślcie tylko o przypowieściach. Czy są one sformułowane w kategoriach „tak” lub „nie”? Czy nie są napisane w innym języku – a właściwie w języku Wyższego Centrum Emocjonalnego? Ludzie jednak tracą cierpliwość i pytają: „Dlaczego nie mogą powiedzieć dokładnie, co mają na myśli, prostym, rozsądnym, bezkompromisowym językiem, który brzmi albo „tak”, albo „nie”? Ale czy jesteśmy pewni, że to, co nazywamy prostym, rozsądnym, bezkompromisowym językiem, jest tak proste lub tak „rozsądne”, jak nam się wydaje? Czy wyraża wszystkie strony, czy też pełne znaczenie, czy pełną prawdę, czy też jest jednostronne i nieuchronnie takie? W każdym razie możemy zrozumieć, że język, sposób myślenia i powiązania idei w Wyższych Centrach są zupełnie inne niż nasze zwyczajne formy mowy i skojarzeń, a nieskończenie bardziej wszechstronne i inkluzywne. Wypowiadamy dogmatyczne „tak” lub dogmatyczne „nie” – ale doświadczenie pokazuje nam, że to jednostronne rozwiązanie jest zawsze bezużyteczne, zawsze błędne. Musimy zatem być o wiele ostrożniejsi – lub bardziej sprytni – w wyprowadzaniu siebie z jakiegoś wewnętrznego lub zewnętrznego problemu. Nie pomoże nam ani powierzchowne zaprzeczenie, ani powierzchowne potwierdzenie, ponieważ przeoczymy wszystkie liczne etapy pośrednie leżące między tymi dwoma gwałtownymi skrajnościami – wszystkie te wewnętrzne oktawy subtelnego znaczenia, których staramy się być bardziej świadomi w naszym codziennym życiu, wszystkie te źródła nowego znaczenia. Chciałem powiedzieć o nowym i niewyobrażalnym znaczeniu. Ale wyobrażam sobie, że często te subtelne znaczenia, subtelne rozwiązania, są właśnie tym, o czym marzymy, nie zdając sobie z tego sprawy, nie rozumiejąc cudownego języka, tak podobnego do języka przypowieści. Zawsze przepływa przez nas tak wiele znaczeń, których nie dostrzegamy. Powodem jest to, że działania Wyższych Centrów nieustannie przez nas przepływają, tylko my nie możemy ich usłyszeć, nie możemy się z nimi skontaktować – nie mając wystarczająco wrażliwej strony odbiorczej. Centrum Emocjonalne, oczyszczone z negatywnych emocji, zaczyna je słyszeć. Ale kiedy jesteśmy zidentyfikowani i negatywni, nie może. To dobry powód, aby przeciwdziałać stanom negatywności i identyfikacji. A tak przy okazji, pomyślcie tylko o rozwiązaniach, które tworzycie, gdy jesteście negatywni. Nie ma w nich nic mądrego, prawda? Albo, gdy jesteś pełen gwałtownego entuzjazmu. W obu przypadkach próbujesz rozwiązać problem, wybierając jedną lub drugą opcję, przeciwną do drugiej, poprzez „nie” lub „tak”, zgodnie z tym, jak wahadło się wychyla, z boku na bok. Sam jestem pewien, że takie rozwiązania są bezwartościowe i w rzeczywistości wcale nie są rozwiązaniami. Ale Wszyscy mamy wiele „ja”, które myślą, że są, i te „ja” kuszą nas do podejmowania niemożliwych, gwałtownych decyzji, których nie możemy dotrzymać i którymi jedynie się katujemy. Nie, tylko wtedy, gdy wahadło znajduje się po jednej lub drugiej stronie punktu środkowego, możemy dostrzec, gdzie mogą leżeć rozwiązania, a nie wtedy, gdy wahadło wychyliło się do końca w jedną lub drugą stronę. Prawda jest taka, że zazwyczaj nie jesteśmy świadomi, z wyjątkiem skrajnych punktów wahadła, z którymi najbardziej się identyfikujemy. Ale dzięki samoobserwacji stopniowo stajemy się bardziej świadomi w środkowym obszarze wahania – i tutaj można coś zdziałać. Musimy tu, by tak rzec, stworzyć świadome wahadło, ograniczone w swoim ruchu, które wychyla się trochę w jedną stronę, a potem trochę w drugą, i to wysiłkiem umysłu, siłą woli. To ograniczenie jest możliwe tylko wtedy, gdy ani na chwilę nie wierzymy już w skrajne, gwałtowne wahania mechanicznego wahadła – to znaczy, gdy całkowicie odrzucamy wszelkie gwałtowne i podniecające decyzje jakiegokolwiek rodzaju. Nie należy słuchać „ja” na żadnym krańcu wahadła. Prawdopodobnie wszyscy możemy się z tym zgodzić dzięki naszej własnej pracy nad sobą. Ale co oznacza ten ruch wahadła tam i z powrotem? Chodzi o „tak” i „nie”.
Załóżmy teraz, że jesteś całkowicie nieświadomy swoich reakcji – to znaczy, że nie masz absolutnie żadnej mocy samoobserwacji i jesteś całkowicie uśpiony. Wtedy powiesz „tak” wszystkim nastrojom i wszystkim wrażeniom. Równie dobrze powiesz „tak” wrażeniu niechęci lub sympatii. Nie wykonujesz wtedy żadnej pracy osobistej, ponieważ śpisz. Jesteś dokładnie maszyną – jak uczy Praca. Nie ma wtedy kwestii „tak” lub „nie”; i z pewnością nie ma kwestii trudniejszego „tak” i „nie”. Temat może cię nie interesować. Załóżmy teraz, że pracuję nad sobą i zauważam wrażenie niechęci. Widzę kogoś i mechanicznie reaguję niechęcią. Weźmy to z „tak” lub „nie”. Mogę powiedzieć „tak” mechanicznej reakcji, jaką wywołuje we mnie to wrażenie tej osoby, w którym to przypadku prawdopodobnie pomyślę, jak bardzo jej nie lubię, gdy przestanę postrzegać ją jako obiekt zewnętrzny. Załóżmy teraz, że nie dbam o ten stan wewnętrzny i chcę coś z nim zrobić. Wtedy mogę powiedzieć „nie” wrażeniu, czyli jego wpływowi na mnie. Następnie, kiedy widzę tę osobę, mówię „nie” mechanicznej reakcji, którą wywołuje we mnie jej widok, a także mówię „nie” wszelkim negatywnym myślom, które pojawiają się, gdy jej nie widzę. W niektórych przypadkach może to działać bardzo dobrze. Może wystarczyć. Sprawa znika. Z drugiej strony, mogę nadal odczuwać negatywne myśli pomimo tego „nie”, które sobie powiedziałem. Staram się wtedy myśleć o tej osobie z hojnością, starać się ją docenić, być dla niej miłym itd., i w ten sposób pozbyć się przeciwstawnych myśli i uczuć. To może działać przez krótki czas. Potem odkrywam, że nadal mnie ona dręczy i nie potrafię się dostosować. A co do tej pory robiłem? Praktykowałem metodę, że tak powiem, „tak” lub „nie”. To znaczy, próbuję rozwiązać problem, identyfikując się z jednym lub drugim z przeciwieństw. Nie próbuję ich połączyć, to znaczy praktykować „tak” i „nie”. Nie, próbowałem uzyskać rozwiązanie jednostronne lub rozwiązanie po jednej lub drugiej stronie. Nie mieszałem czerni z bielą i nie tworzyłem wzoru z obu, ale próbowałem osobno czerni i bieli. Nie potrafię tego wyjaśnić dalej. Bardzo trudno to ująć w słowa. Mogę tylko powiedzieć, że jeśli uda ci się użyć drugiej metody Tak i Nie, uzyskasz rezultaty, których nie możesz uzyskać metodą Tak lub Nie. W metodzie Tak i Nie zajdziesz tak daleko w myśleniu i odczuwaniu w jednym kierunku i tak daleko w przeciwnym, tylko tak daleko – mam na myśli, tylko krótką drogę. To jest jak ruch tam i z powrotem ograniczonego wahadła. Rezultatem jest mieszanie lub mieszanie. To zupełnie różni się od mechanicznego wahania się od lubienia osoby jednego dnia do niechęci do niej następnego. To nie prowadzi do mieszania. Przeciwieństwa nie są łączone świadomie. Ale w metodzie Tak i Nie przeciwne aspekty są łączone przez świadomy akt woli.
Oczywiście, w tym wszystkim pojawia się Wyimaginowane „ja” i Fałszywa Osobowość, które zawsze muszą mieć rację i nigdy się nie mylą. Jednakże, gdy obserwujemy siebie we właściwy sposób i zaczynamy uwzględniać drugą stronę, stronę nierozpoznaną, stronę pogrążoną w ciemności, zmieniamy nasze poczucie własnej wartości i zaczynamy wiedzieć na pewno, że jesteśmy zarówno Tak, jak i Nie w odniesieniu do wszystkiego. Często widuje się ludzi, którzy mocno opierają się na Tak w odniesieniu do siebie i nie mają pojęcia o Nie – to znaczy o istnieniu w nich przeciwstawnej, sprzecznej strony. Zawsze mówią prawdę, zawsze postępują właściwie i mają rację, zawsze dokładnie wiedzą, co robią – krótko mówiąc, nie ma w nich nic złego, co miałoby znaczenie. Są oni rzeczywiście „tak-manami” dla samych siebie i są rzeczywiście martwi sami w sobie i dla siebie. Nie mogą rozwijać się wewnętrznie – to znaczy są martwi w sensie Pracy. Kiedy jesteśmy w takim stanie, żyjemy w bardzo dziwnej, sztucznej relacji z samym sobą, którą Praca nieustannie próbuje rozbić. Nigdy nie przestaje próbować rozbić tej wewnętrznej sytuacji, ponieważ bez jej rozbicia człowiek nie może stać się prawdziwą osobą, lecz pozostaje czysto wymyśloną osobą wyimaginowaną i może być całkiem prawdą w wielu przypadkach, że to dobrze. Ale dla osoby, która nie jest tak pewna siebie, która nie akceptuje wszystkich swoich opinii i ocen bez cienia wątpliwości, która nie traktuje siebie za pewnik, istnieje możliwość wewnętrznej zmiany. Jeśli będzie pracować, stopniowo zostanie jej pokazane we właściwym czasie, poprzez działanie samej Pracy na nią, gdzie wkracza strona Nie – tj. gdzie nie jest tym, kim sobie wyobrażała i na co powiedziała Tak. Wszystko to należy do osłabienia mocy Osobowości, która do tej pory zawsze była aktywna i dominująca. Dopóki Osobowość nie stanie się stopniowo bierna, nie może być rozwoju istotnej strony człowieka. Na pierwszych etapach życia osobowość musi być silnie rozwinięta, ale na drugim etapie, etapie ezoterycznym, tej drugiej edukacji, którą ezoteryka pragnie nam dać, osobowość musi stawać się coraz bardziej bierna, a wszystkie wartości, jakie jej przypisaliśmy, muszą ulec zmianie. Nie możemy już być tacy, jacy byliśmy. Nie jest to niczym niezwykłym, jeśli pomyślimy, o czym jest ta Praca – mianowicie o przemianie wewnętrznej – i jak metoda Obserwacja siebie, nowa samoświadomość, ma na celu zmianę człowieka. Jeśli chcesz się zmienić, nie możesz pozostać taki sam, ponieważ zmiana oznacza coś innego. Pan Uspieński powiedział kiedyś: „Byłoby bardzo dobrze, gdyby niektórzy z was świadomie polemizowali z tym, co uważacie za słuszne, prawdziwe i dobre”. Powiedział: „Spróbujcie czasami świadomie przyjąć przeciwne stanowisko i zobaczcie, co się z wami stanie”. Dodał, że czasami rezultatem jest to, że wątpicie we własne opinie, w swoje własne „tak”, i uświadamiacie sobie, że istnieją inne punkty widzenia, którym nie można powiedzieć „nie”. Pamiętam, jak kiedyś na spotkaniu przyjął postawę człowieka, który zamierzał kwestionować wszystko, co zostało powiedziane w Pracy, i twierdził, że to nieprawda. Mogę was zapewnić, że wielu ludzi było bardzo zaskoczonych i zdumionych – to znaczy ludzi, którzy nigdy tak naprawdę nie zastanawiali się nad ideami Pracy, ale po prostu religijnie zapisywali je w zeszytach pamięci, nie zadając pytań. Wpływ na tych, którzy zmagali się z własnym myśleniem, był inny. Dlaczego? Ponieważ dopuścili stronę „nie” i w rezultacie podjęli jakąś decyzję, nie mogli się tak łatwo zachwiać wątpliwościami i przeciwnymi argumentami, lecz na razie znaleźli swój własny punkt widzenia.
W Czwartej Drodze nie jesteśmy żadnymi chronionymi barankami, dziećmi karmionymi łyżeczką i musimy indywidualnie znosić wszystkie pokusy odpowiedzi „tak” lub „nie” w związku z naukami ezoterycznymi i wszystkimi ideami, które się za nimi kryją. W przeciwnym razie nie mielibyśmy prawdziwego sensu w Pracy, jak się je nazywa, i wtedy bylibyśmy jak ludzie wspomniani w cudownej przypowieści „Siewca i Ziarno”, która mówi o sianiu ezoterycznych idei na Ludzkość, gdzie powiedziano, że ci, którzy słyszą te idee trochę, ale nie mają korzeni, usychają, gdy wschodzi słońce. Załóżmy, że wchodzę na spotkanie i mówię: „Nie wierzę w tę Pracę. To wszystko bzdura”. Co pomyśleliby niektórzy z was? A załóżmy, że, tak jak O., poświęciłbym trochę czasu na przedstawianie wszelkiego rodzaju negatywnych poglądów na temat nauczania Pracy i dołożyłbym wszelkich starań, by podważyć całą sprawę. Jak zareagowaliby niektórzy z was? Wiesz, w Pracy czasami mówi się, że musisz osiągnąć etap, w którym można cię obracać i skręcać w każdym kierunku, a jednak zawsze w końcu się wyprostujesz i wskażesz kierunek Pracy. Czy myślisz, że jest to możliwe, dopóki nie spotkasz się z własną stroną „Nie”? Jednego jestem pewien: jeśli po prostu bez zastanowienia powiesz „Tak” Pracy, zostaniesz przytłoczony taką manifestacją „Nie”, jaką wskazałem.
Porozmawiajmy teraz ponownie o tym, jak powinniśmy praktykować Tak i Nie zamiast Tak lub Nie. Porównałem praktykowanie Tak i Nie z pewnego rodzaju ruchem tam i z powrotem lub tarciem, gdzie jeden ruch odpowiada Tak, a ruch przeciwny Nie. Możesz sobie wyobrazić ruch swoich dłoni w jedną stronę, a potem w drugą. Powiedziałem ci w podanym przykładzie, że trudno jest zrozumieć, co ten ruch tam i z powrotem może oznaczać, i powiedziałem, że można go wykonywać tylko świadomie i z pewnego rodzaju kontrolowanym, ograniczonym ruchem, tak aby w jedną stronę można dojść tylko do pewnego momentu, a w przeciwną stronę do pewnego momentu. Oznacza to, że nie możesz po prostu mechanicznie czuć i myśleć o ważnej dla ciebie osobie, ważnej dla ciebie sytuacji w sensie Pracy. Musisz kontrolować mechaniczne ruchy wahadła i je ograniczać. To zupełnie co innego, jak już wspomniałem, niż mechaniczne oddawanie się pełnemu rozpędowi lubienia i nielubienia, kochania i nienawiści, albo, dodajmy, euforii i rozpaczy, entuzjazmu i przygnębienia, przeceniania i niedoceniania, rozczarowania i pełnego namiętności oczekiwania. Wiesz, jak ludzie żyjący w tych mechanicznych huśtawkach łatwo ulegają rozbiciu lub łatwo się wywyższają, a zatem niejako nie mają części środkowej. Bardzo ważne jest stworzenie części środkowej, która nie jest ani jedną skrajnością, ani drugą, i w rzeczywistości tylko z tej części środkowej można się rozwijać – w przeciwnym razie przeciwieństwa niejako się zjadają lub wzajemnie znoszą. Wszystko, co w nas silne i trwałe, musi zostać wyrwane z mocy tych skrajnych huśtawek, chronione przed nimi. Osoby emocjonalne mają z tym problem, szczególnie jeśli nie wykorzystają swoich pozostałych centrów i nie staną się bardziej zrównoważone. Z Pracy rozumiemy, że naszym pierwszym celem jest osiągnięcie równowagi – Człowieka nr 4 – ale oznacza to o wiele więcej, niż jesteśmy w stanie obecnie pojąć, i oznacza to właściwy i harmonijny rozwój wszystkich centrów. Czasami osoby instynktowne lub ruchliwe wyobrażają sobie, że są niezwykle zrównoważone i nie rozumieją wahań typu emocjonalnego. Ale ta równowaga, którą się chwalą, nie jest prawdziwą równowagą: to po prostu brak wrażliwości, całkowity egocentryzm, czysty egoizm lub grubiaństwo bytu, brak zrozumienia, którego nie można pochwalić i który nie ma nic wspólnego z koncepcją wszechstronnie zrównoważonego człowieka w Pracy. Gdy bowiem człowiekowi brakuje wszelkiej zdolności myślenia lub odczuwania, jest jak zwierzę i z pewnością nie jest osobą zrównoważoną, a jedynie wołem lub krową. Jednakże, gdy w grę wchodzą apetyty i wygody takiej osoby, możemy zaobserwować znaczne wahania wahadła.
Teraz pozwólcie mi powtórzyć, że w tej praktyce „Tak” i „Nie”, w tym świadomym ograniczeniu się do środkowej części wahadła, po powiedzeniu „Tak”, musicie znów trochę przejść do „Nie”, aż z tego ruchu tam i z powrotem dojdziecie do rozwiązania, które nie jest ani „Tak”, ani „Nie”. Nie przyznajecie się ani nie zaprzeczacie sobie. Ten ruch musi stawać się coraz szybszy, aż wyłoni się coś, co nie jest ani „Tak”, ani „Nie”, lecz w istocie „Tak” i „Nie”. To jest trzecie rozwiązanie. Jeśli potraficie to zrobić, osiągniecie niezwykły rezultat – mianowicie, że dostrzeżecie obiektywnie osobę, jakby odbijała się w was w lustrze, niezniekształcona waszymi subiektywnymi postawami. Scena się wtedy zmienia i być może przez długi czas nie przeszkadza wam ta osoba. Jesteście wolni od tej osoby i nie tylko to, ale ona jest wolna od was. Być może później wszystko zacznie się od nowa i znów będziecie musieli podjąć się tego rodzaju pracy, jeśli potraficie. Teraz, dopóki nie zdołacie dostrzec w sobie przeciwieństw i sprzeczności, to tarcie „Tak” i „Nie” okaże się niemożliwe do zrozumienia. Mówię to, ponieważ musisz to zrobić także sobie i zobaczyć tę ciemną, przeciwną stronę siebie, która nie jesteś tego świadomy. Czasami łatwo jest mieć negatywny pogląd na siebie – przynajmniej tak powinno być, jeśli miałeś jakąkolwiek możliwość obserwowania siebie, ale opieranie się na takim uczuciu jest błędne. Negatywne „ja” skierowane do ciebie wtedy cię opanuje. Kiedy osiągniemy etap, w którym jesteśmy w stanie być negatywnymi wobec siebie i czuć się do niczego itd., otwieramy się na siebie tylko nieprzyjemne wspomnienia o sobie. Wszyscy wiecie, że nasze wspomnienia dzielą się na dwie grupy: przyjemne i nieprzyjemne. Na przykład, gdy jesteś negatywnie nastawiony do kogoś, pamiętasz tylko nieprzyjemne rzeczy na jego temat i odwrotnie. Tak samo jest z nami. Poddawanie się negatywnym myślom o sobie jest bezużyteczne – to znaczy, jeśli posuniemy się w nich za daleko – więc musimy się od nich wycofać poprzez przeciwny ruch i w jakiś sposób powiedzieć sobie „tak”. A ta walka między „tak” a „nie” w odniesieniu do relacji z samym sobą jest, według mojego doświadczenia, równie ważna, jak ta sama walka w odniesieniu do innych ludzi. Prawda nie leży ani w Tak, ani w Nie, lecz w połączeniu zwanym Tak i Nie.
To tworzy w nas mieszankę ciemności i jasności, wzór dwóch przeciwieństw, syntezę. W rezultacie jesteśmy niezmiernie poszerzeni i wzmocnieni zarówno wobec siebie, jak i wobec innych ludzi, choć, jak wspomniałem w poprzednim artykule, może nam się wydawać, że tracimy naszą tożsamość, nasze poczucie własnej wartości. Ale właśnie to musimy stracić, aby się zmienić. Wszystkie nasze wartości muszą się zmienić, zwłaszcza te całkiem absurdalne, których kurczowo się trzymamy w odniesieniu do własnej integralności i poczucia własnej wartości. Na przykład, większość z was to ludzie, którzy często kłamią, niezależnie od tego, jakie jest wasze wyimaginowane wyobrażenie o sobie – podobnie jak nikt z was, kto zawsze kłamie. Jeśli zadacie pytanie: „Czy jestem kłamcą – tak czy nie?”, nie dojdziecie do niczego. W rzeczywistości sytuacja jest taka: tak i nie. Jest to jedno i drugie. Pod tym względem nie jesteście ani czysto biali, ani czysto czarni – ale czarno-biali. To właśnie ten etap musimy osiągnąć i uznać przede wszystkim – to przemieszanie, które następuje poprzez bezpośrednią samoobserwację i samopoznanie. Z tego przemieszania mogą się zacząć zupełnie nowe rzeczy, daleko poza nami obecnie, w odniesieniu do rozwoju wewnętrznego. Ale musimy najpierw osiągnąć taką podstawę, ponieważ uwalnia nas to od Osobowości i przesuwa środek ciężkości świadomości do wewnątrz, ku temu, co może w nas wzrastać. Takie jest znaczenie wielu zwrotów w literaturze ezoterycznej, które mówią, że człowiek musi zatracić siebie, utracić swoje atrybuty, utracić wszystko, co sobie przypisał, i to właśnie Praca nazywa uczynieniem Osobowości bierną. Teraz omówię ten temat z innej perspektywy. Kiedy jesteś w stanie autentycznej samoobserwacji, dostrzegasz różne „ja”, które próbują cię przejąć. Chcesz usiąść, odpocząć, zjeść, zapalić, słuchać negatywnych „ja”, chcesz czuć się przygnębiony, znudzony, skrzywdzony, szukasz winy, chcesz kogoś skrzywdzić, chcesz wpaść w złość. Słyszysz te wszystkie różne „ja” wokół siebie i prawdopodobnie wielu innych, i mówisz im „nie”.
Wszystkie te „ja” pragną, abyś powiedział im „tak”, zgodził się na to, co sugerują. A teraz, czemu musisz powiedzieć „nie”? Musisz powiedzieć „nie” sobie, a nie innym, i to jest Pamięć o sobie. Nie mówisz „nie” „ja”, ale mówisz „nie” sobie. G. mawiał: „W Pamięci o sobie, którą jaźń chcesz pamiętać?”. Nie sądzę, żeby ktokolwiek zrozumiał, co mam na myśli, ale jednocześnie może to wyjaśnić coś, czego mogłeś doświadczyć. W tym stanie porozumienia między „ja” a mną osiągnięty zostaje stan, w którym żadne „ja” nie może cię dotknąć na razie i chociaż chcą, abyś powiedział „tak” i niejako skinął, „ja” i ja zgodziliśmy się powiedzieć „nie”, nie każdemu „ja” z osobna, ponieważ doprowadziłoby to jedynie do kłótni z nimi, która prawie zawsze jest zgubna, ale to porozumienie jest raczej milczeniem, w którym „ja” i ja decydujemy się powiedzieć „nie” sobie, jakbyśmy nie mogli być zaniepokojeni przez żadne „ja” nas otaczające, jakbyśmy mieli zająć się czymś zupełnie innym, jakbyśmy „ja” i ja byli w jakiejś rozmowie ze sobą, nad którą żadne z tych otaczających nas „ja” nie miało żadnej władzy. To jest najlepszy opis, jaki mogę ci obecnie dać na temat Samo-Pamiętania — to porozumienie między „ja” a mną. Nie traćmy czasu na pytania, co dokładnie oznacza „ja” lub co oznacza Ja, ale przypomnijmy sobie, że Samo-Pamiętanie oznacza pamiętanie, a zatem kontaktowanie się z jakimś ja w nas, które unosi nas ponad moc tłumu „ja”. Oczywiście stan, który opisuję, jest przejściowy, ale jest to zupełnie inne doświadczenie, ani też nie należy oczekiwać, że jeśli kiedykolwiek go dotkniesz, wszystko będzie potem całkiem łatwe. Pamiętaj, że nauczenie się tej Pracy, zrozumienie jej i wykonywanie jej, to zadanie, które trwa całe nasze życie. Teraz dam ci tylko jedną wskazówkę, co oznaczają „ja” i Ja. Jest w nas coś zwanego duszą, o czym Praca rzadko mówi, ale co uznaje. Praca mówi, że dusza jest bardzo małą rzeczą w nas obecnie i jest jedynie punktem intensywności. Praca mówi, że tam, gdzie najbardziej się identyfikujemy, jest miejsce, w którym ten punkt intensywności przechodzi w jakieś pragnienie, jakieś „ja”. Praca mówi również, że ta mała rzecz zwana duszą musi stać się o wiele większa i że jest to możliwe tylko poprzez nieutożsamianie się ze sobą i niepodążanie zawsze za swoją wolą, więc być może z tej wskazówki dostrzeżesz, jak to się dzieje, że jeśli „ja” i ja jesteśmy w zgodzie żadne otaczające mnie „ja” nie ma we mnie żadnej mocy. A teraz proszę, omówcie najpierw tę ideę „Tak” i „Nie” – ten ograniczony ruch, świadomie kontrolowany między tym, co zazwyczaj uważamy za nasze dobre i złe strony.
Zostaw odpowiedź