Quaremead, Ugley, 22 grudnia 1945
Cześć I
Mówiąc o stanie wewnętrznym człowieka mechanicznego, G. posługuje się wieloma analogiami. Niekiedy porównuje stan wewnętrzny człowieka do powozu, konia i woźnicy – i podkreśla, że bardzo ważne jest, abyśmy zastanowili się nad znaczeniem tych trzech odrębnych elementów w człowieku. Sednem analogii jest to, że te trzy odrębne elementy nie są ze sobą w odpowiedniej relacji. Woźnica nie siedzi na koźle powozu; koń nie jest odpowiednio karmiony ani prawidłowo zaprzężony do powozu; a sam powóz jest w złym stanie. „Jaki jest tego powód?” – zapytał kiedyś G. – „Powodem jest to, że woźnica siedzi w gospodzie, wydaje pieniądze na alkohol, nie daje jedzenia koniowi ani nie dba o powóz. Aby zmienić ten stan rzeczy” – powiedział G. – „konieczne jest, aby woźnica doznał szoku, który go obudzi”.
Interpretację tej analogii lub przypowieści można rozpatrywać z wielu różnych stron, z których niektóre zostały już wyjaśnione. Dziś wieczorem zajmę się bardziej szczegółowo kwestią, że woźnica, po uświadomieniu sobie swojego stanu, musi w końcu wspiąć się na kozioł powozu – to znaczy musi wznieść się na wyższy poziom, aby osiągnąć kontrolę. Najpierw jednak musimy zrozumieć, że obudzenie woźnicy trzeba przeprowadzić wieloetapowo. Musi on zostać wyrwany z pijackiego snu, a następnie musi wstać, potem opuścić przestrzeń gospody, następnie obserwować konia, a później powóz i tak dalej. Po zajęciu się koniem i powozem musi wspiąć się na kozioł, a na końcu chwycić lejce i zacząć powozić najlepiej, jak potrafi. Jak wiecie, przypowieść mówi dalej, że jeśli to wszystko zrobi, na scenie może pojawić się czwarty czynnik – Pan może siedzieć w powozie i wydawać woźnicy polecenia, dokąd ma jechać. Ale, jak dodano, Pan nigdy nie usiądzie w powozie, dopóki woźnica nie znajdzie się na koźle, nie zacznie chwytać lejców i nie zrobi wszystkiego, co mógł, zarówno dla konia, jak i powozu. Ta przypowieść tak naprawdę dotyczy całego celu Pracy. Celem Pracy jest osiągnięcie w sobie Prawdziwego „Ja” poprzez długą wewnętrzną ścieżkę przez samego siebie, poprzez Samopamiętanie i pracę nad sobą. Prawdziwym „Ja” jest Pan z przypowieści. Uczy się nas, że tacy, jacy jesteśmy, nie mamy Prawdziwego „Ja” i nie mamy wewnętrznej stabilności, i nigdy nie wiemy, co naprawdę musimy zrobić. W naszym obecnym stanie najpierw jedno „ja” przejmuje kontrolę, a potem inne „ja”. Nasz stan jest porównywalny do tego przedstawionego w przypowieści o Wieży Babel. Wynika z niej, że kiedyś mieliśmy wewnętrzną jedność, ale coś poszło nie tak i pojawiła się wielość – mianowicie z bycia jednym staliśmy się wieloma. Ogólnie rzecz biorąc, nasze Bycie jest definiowane w Pracy jako charakteryzujące się wielością, odmienną od Bytu Świadomego Człowieka. Jesteśmy tłumem różnych „ja”, ciągnących w różnych kierunkach, każde z własnymi formami samowoli, a to, co dość górnolotnie nazywamy naszą wolą, jest niczym innym jak wypadkową wszystkich tych różnych woli. Zatem naszym zadaniem jest osiągnięcie jedności, a żadne pojedyncze „ja”, które znamy lub możemy obecnie zaobserwować, nie ma siły, by dać nam tę jedność i uporządkować oraz podporządkować wszystkie „ja” w jedną całość. Możemy jednak utworzyć substytuty Prawdziwego „Ja”, które – począwszy od Obserwującego „Ja” – są nazywane w kolejności rosnącej ważności i mocy: Zastępcą-Zarządcy i Zarządcą. Mamy szczęście, jeśli mamy Zastępcę-Zarządcy, który zajmuje się sprawami naszego domu, a jeszcze większe szczęście, jeśli kiedykolwiek osiągniemy poziom, na którym Zarządca kontroluje nasze sprawy. Ale poza Zarządcą leży Pan, czyli Prawdziwe „Ja”, którego osiągnięcie jest głównym celem wszystkich.
W przypowieści o koniu, wozie i woźnicy zobaczysz, że nie ma szans na osiągnięcie poziomu, na którym istnieje Pan, czyli Prawdziwe „Ja”, ani na usłyszenie jego głosu i otrzymanie jego instrukcji dotyczących tego, co naprawdę powinniśmy zrobić ze swoim życiem, jeśli najpierw nie obudzimy się ze snu, z odrętwienia, w którym istniejemy, reprezentowanego przez woźnicę siedzącego w pijackim śnie w gospodzie. Pierwszym zadaniem jest zatem obudzenie woźnicy, ponieważ dopóki to się nie stanie, nie można zająć się ani koniem, ani wozem. Można powiedzieć, że wóz reprezentuje ciało i ludzie mogą myśleć, że mogą zacząć tylko od ciała, ale to błąd – w rzeczywistości może to pogrążyć woźnicę w jeszcze głębszym śnie. Jaka jest metoda tej Pracy w odniesieniu do przebudzenia woźnicy i natury szoku? Jeśli woźnica zda sobie sprawę, że jest w pijackim śnie, może to wystarczyć, by skłonić go do próby obudzenia się. Czym jest pijaństwo? Jedną z rzeczy jest wyobraźnia. Jesteśmy pijani wyobraźnią. Słyszałem w Pracy, że kiedyś ludzkość na Ziemi rozwijała się zbyt szybko w stosunku do tempa rozwoju Księżyca i Ziemi i trzeba było ją powstrzymać. Nadzorca wezwał Głównego Inżyniera i wyjaśnił mu trudność. W rezultacie człowiek otrzymał wyobraźnię. Od tego czasu wszystko szło dalej bez trudności. Wyobraźnia zaczęła zastępować rzeczywistość. Jak wiesz, Praca mówi o Wyimaginowanym „ja”. Człowiek wierzy, że ma Prawdziwe „ja” takie, jakie jest, tak jak wyobraża sobie, że jest w pełni świadomy. Wierzy, że jest prawdziwą jednostką, niezmienną, trwałą, z pełną wolą i pełną świadomością. Nie ma Prawdziwego „ja”, ale jego wyobraźnia tworzy w nim Wyimaginowane „ja”. Ukrywa przed sobą swoją skrajną wewnętrzną słabość za pomocą wyobraźni. Jeśli człowiek uświadomi sobie, że nie ma Prawdziwego „ja”, Prawdziwej Woli, że wszystko, co czuł i myślał o sobie w tym względzie, można po prostu nazwać Wyimaginowanym „ja” – wtedy zaczyna się budzić z pijackiego snu w gospodzie, gdzie wydaje pieniądze na fantazjowanie. To jedna strona sytuacji Człowieka z ezoterycznego punktu widzenia. Przypominamy sobie tutaj, że problem ezoteryzmu jest zawsze ten sam – a mianowicie, jak obudzić Człowieka ze stanu snu i uświadomić mu, że śpi. Nauki ezoteryczne postrzegają Człowieka nie tylko jako jeszcze nieświadomego, ale jako pijanego wyobraźnią i marnującego swoją siłę na fałsz i przemoc. Wtedy dostrzeżesz konieczność rozpoczęcia od samoobserwacji – obserwacji własnego snu. Wszelkie formy nauczania są zupełnie bezużyteczne, dopóki woźnica się nie obudzi. Widzisz powód. Człowiek może otrzymać naukę, gdy pije w gospodzie, a ta nauka wejdzie do jego wyobraźni i zwiększy jego stan snu. Jeśli powiedzą mu, że jest aniołem w niebie, uwierzy, że nim jest i będzie pił więcej niż kiedykolwiek. Z pewnością zwiększy to jego stan snu, stan jego wyobraźni. Wielu dobrych ludzi oddaje się tej formie picia. Niestety, istnieje wiele rodzajów nauk, które mają ten efekt jako swój cel – tj. pseudonauki, które jedynie wzmacniają wyobraźnię.
W Pracy jednak nie otrzymujemy niczego, co mogłoby nakarmić naszą wyobraźnię o sobie – wręcz przeciwnie. Nie znalazłem niczego pochlebnego w tym nauczaniu. Nie ma nic pochlebnego, na przykład, w tym, że ktoś mówi nam, że jesteśmy maszynami pozbawionymi Prawdziwego „ja”, że jesteśmy niczym więcej niż odbiciem samych siebie, że to, co nazywamy „ja”, to tylko wyobraźnia, że nie mamy Prawdziwej Woli, że jesteśmy masą sprzeczności, których nie dostrzegamy z powodu tak wielu buforów i różnych form wypełnienia, że nie jesteśmy jeszcze świadomi, itd. Nie jest przyjemnie słyszeć, że jesteśmy mechaniczni, że jesteśmy tylko maszynami i że nic nie robimy świadomie. Ale tego rodzaju nauczanie nie przedłuży naszego snu w gospodzie, jeśli docenimy je i zastosujemy do siebie. Kiedy uświadomimy sobie, choćby w niewielkim stopniu, że jesteśmy mechaniczni i że ta maszyna, w której unosi się Wyimaginowane „ja”, robi wszystko, doświadczamy szoku. Ten szok może początkowo być niczym więcej niż niepokojącym uczuciem, że nie jesteśmy do końca tym, kim dotychczas sądziliśmy. Jednak nawet to uczucie jest początkiem przebudzenia i będzie się nasilać, jeśli będzie pielęgnowane, ponieważ jest prawdą. Każde przebudzenie ma gorzki smak – jak powrót do szkoły. Teraz, gdy zaczynasz się budzić ze snu w niewielkim stopniu, zaczynasz przypominać sobie siebie – nie swoje Wyimaginowane „ja”, ale coś głębszego, co ostatecznie prowadzi do Prawdziwego „ja”, które jest naszą prawdą. Siła wyobraźni jest jednak tak wielka, że ludzie nie chcą się obudzić i doświadczyć nawet na chwilę gorzkiego smaku, który przychodzi wraz z chwilą większej świadomości. Próbują go zagłuszyć, mimo że ich cierpienie i nieszczęście w codziennych sprawach są ogromne. Można zobaczyć ludzi dręczonych przez coś, od czego mogliby uciec, gdyby się obudzili – świadomie wolących być dręczonymi, niż stawić czoła przebudzeniu, wstać, wyjść z gospody i ostatecznie zająć miejsce na koźle własnego powozu. Wiecie, że w tej Pracy mówi się o poświęceniu – że tacy, jacy jesteśmy, nie mamy nic do poświęcenia, nic wartego poświęcenia, poza jedną rzeczą: mianowicie naszymi negatywnymi stanami, naszym negatywnym cierpieniem, naszymi depresjami i pieśniami nędzy. Możemy poświęcić tylko to, co kochamy. Nasze wyobrażenia o sobie sprawiają, że przypisujemy sobie wiele z tego, co nie istnieje poza wyobraźnią. Nie można poświęcić czegoś, co istnieje tylko w wyobraźni. Ale tak bardzo kochamy nasze cierpienie, smutek i rozczarowania, nasze negatywne stany, że tutaj mamy coś do poświęcenia – aby kierunek naszej miłości mógł się zmienić. Kiedy po raz pierwszy to usłyszałem, pomyślałem, że to bardzo dziwny punkt widzenia i taki, który nie odnosił się do mnie – dopóki nie zacząłem obserwować siebie i wtedy zacząłem dostrzegać, że to prawda. Zauważasz, jak ludzie upijają się własnym cierpieniem i nie potrafią słuchać cudzego; zawsze rozpamiętują swoje cierpienie, otwarcie lub potajemnie, użalając się nad sobą. To rozpamiętywanie cierpienia jest formą wyimaginowanego pijaństwa. To fascynująca forma pijaństwa, na którą woźnica może wydać mnóstwo pieniędzy. Czy znasz swoją typową pieśń o nieszczęściu, często śpiewaną w prawdziwej gospodzie? Aby się obudzić, woźnica musi zacząć myśleć. Idee tej Pracy padają na nas z początku jakby z wielkiej odległości. Słyszymy głos powtarzający te same słowa w kółko. Nie zwracamy uwagi na wiele z tego, co jest mówione. Marzymy o czymś innym albo czekamy, aż nasze małe akumulatory znów się napełnią, żebyśmy mogli znowu biegać jak dawniej. Po pewnym czasie coś pada na ucho śpiącego woźnicy. Słyszy coś, porusza się i być może na chwilę podnosi wzrok. „Tak” – myśli – „to prawda”. Zaczął myśleć. Jeśli wszystko idzie mu dobrze, jego słuch się poprawia i zamiast pić bez przerwy, czasami myśli, a czasami tylko pije. Nadal jest w gospodzie. Jego koń wciąż umiera z głodu. Uprząż jest w kawałkach, a powóz nienaprawiony i niepomalowany. Ale on jeszcze nie zdaje sobie z tego wszystkiego sprawy. Jego myślenie nie jest jeszcze na tyle silne, by stać się emocjonalnym, postawić go na nogi i zmusić do pójścia do drzwi i przyjrzenia się swojemu stanowi wewnętrznemu.
Pominę teraz kilka kroków w przypowieści i dojdę do wniosku, że woźnica musi wspiąć się na kozioł. Aby jechać, musi wznieść się ponad poziom gruntu. Ale zanim to nastąpi, musi powiedzieć: „Będę jechał”. To jest decyzja, po której następuje konieczność wyruszenia. I oto coś bardzo dziwnego, ponieważ w rzeczywistości musi zjechać w dół. Nie może jechać z Wyimaginowanego „ja”, z Fałszywej Osobowości, z niczego w sobie, co myśli, że może. Nigdy nie będzie mógł jechać z powodu pychy czy próżności, lecz jedynie z tego, co w nim najniższe pod tym względem – z tego, co najprostsze, najpokorniejsze, najszczersze i najprawdziwsze. Aby więc wjechać w górę, musi zjechać w dół. Kiedy mówi: „Będę jechał” – jeśli myśli, że może to zrobić sam i dla siebie – złamie lejce, rozbije koła i spadnie. Ta decyzja – „Będę jechał” – musi być wypowiedziana z delikatnością zrozumienia, która implikuje istnienie czegoś innego, co jest konieczne. Bo dokąd będziesz jechał? Będziesz musiał usłyszeć polecenie, a potem być posłusznym – więc nie jesteś woźnicą we władczym sensie człowieka, który wyobraża sobie, że może działać i po prostu robi, co mu się podoba. Działanie w sensie Pracy ostatecznie oznacza posłuszeństwo Panu, który może nagle pojawić się w powozie.
Zostaw odpowiedź