Quaremead, Ugley, 12 stycznia 1946 r.
Niedawno ponownie rozmawialiśmy o tej ciemnej stronie nas samych. Wyjaśniłem wcześniej, że chodzi o tę stronę nas samych, której nie znamy lub nie akceptujemy, i że celem samopoznania poprzez metodę samoobserwacji jest wydobycie na światło dzienne tej jeszcze nieznanej strony nas samych. Cały cel samopoznania polega na tym, aby nasza wiedza o sobie była bardziej świadoma. Chodzi o to, że gdy masz w sobie wiele rzeczy, których nie znasz i nie akceptujesz – tj. rzeczy, których sam nie jesteś świadomy – to bardzo komplikują one twoje życie i powodują wszelkiego rodzaju sytuacje, które można by uniknąć dzięki samopoznaniu. Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że tę nieznaną lub nieświadomą stronę siebie przekazujemy innym ludziom lub – używając terminu z psychologii współczesnej – projektujemy tę stronę siebie i widzimy ją w innych ludziach. Na przykład postrzegamy ich jako kłamców, niewiernych, podłych, niegodnych zaufania itd. w odniesieniu do naszych własnych cech w tym zakresie. Praca mówi w tym kontekście, że żyjemy w bardzo małej części nas samych. Oznacza to, że nasza świadomość rozciąga się na bardzo małą część nas samych. Taka sytuacja sprawia, że jesteśmy bardzo źle powiązani z innymi ludźmi, z życiem i z samymi sobą. Ideą tej Pracy jest poszerzenie świadomości. Mówi się nam, że musimy stać się o wiele bardziej świadomi siebie poprzez bezpośrednią samoobserwację, tak aby wszelkie zawężone obrazy, jakie mamy o sobie, zostały zniszczone i zaczęli żyć w większej wersji siebie.
Możemy przyjąć za ogólną zasadę w Pracy, że kiedy stajemy wobec kogoś innego, możemy być pewni, że właśnie nad tym musimy w sobie pracować. To daje nam zupełnie inną orientację i – moim zdaniem – jest to początek prawdziwej pracy. Rzecz, którą krytykujesz u tak wielu innych ludzi, leży w twojej ciemnej stronie, której nie znasz ani nie uznajesz. Widzisz tylko tę ciemną stronę, tę nieświadomą, nieznaną stronę siebie, odbitą w innych ludziach, tak że to zawsze ich wina, a nigdy twoja. Każdy żyje w bardzo wąskiej świadomości, w bardzo drobnym świecie autoreakcji, osobistych reakcji, a ta mała przestrzeń, w której żyje, jest pełna wszelkiego rodzaju wrażliwości. Jak przyznasz, niektórzy ludzie żyją w tej małej części siebie, w której świadomość jest ograniczona do niewielkiego obszaru całości ich psychiki. Tym, co utrzymuje nas wszystkich w tej małej świadomości, jest działanie buforów, obrazów siebie, utrwalonych opinii, negatywnych postaw. Kiedy znajdujemy się w takim stanie, ciemna strona nas samych jest bardzo silna, ale kiedy światło samoobserwacji zostanie rzucone na tę ciemną stronę, świadomość siebie wzrasta poprzez samopoznanie i po pewnym czasie zaczynamy czuć się inaczej niż kiedyś. Środek ciężkości „ja” w nas zaczyna się zmieniać. Innymi słowy, Wyimaginowane „ja” – to „ja”, któremu nieustannie służymy i które wciąż za sobą ciągamy, a które wcale nie jest nami – zaczyna się rozpuszczać. Odkrywamy, że w niczym nie przypominamy siebie takimi, jakimi sobie wyobrażaliśmy, i wraz z tym rozszerzają się nasze relacje z innymi ludźmi. Zamiast żyć w ciasnym świecie uprzedzeń, gwałtownych sympatii i antypatii, dzięki rozwojowi świadomości w sobie odkrywamy głębsze relacje z innymi ludźmi. Dzieje się tak dzięki rozwojowi świadomości poprzez metodę bezkrytycznej obserwacji, która jest podstawą całej Pracy w jej praktycznym wymiarze. W rezultacie ten wrażliwy zbiór osobistych reakcji, to ciągłe rozdrażnienie i zranienie, ta niezdolność do zniesienia jakiejkolwiek krytyki ze strony innych, zaczyna zanikać, a my wkraczamy w szerszy świat. Stajemy się bardziej uniwersalni. Nie pielęgnujemy już swoich wyobrażeń o sobie tak, jak to robiliśmy. Nie myślimy już o sobie w ten sam ekskluzywny sposób, ale zaczynamy dostrzegać własną bezradność, abyśmy mogli znosić bezradność innych ludzi.
Teraz Praca mówi, że musimy znosić nieprzyjemne przejawy siebie nawzajem. Ale nie da się znosić nieprzyjemnych przejawów innych we właściwym znaczeniu tego słowa, dopóki nie dostrzeżemy własnych nieprzyjemnych przejawów, nie poznamy ich i nie zaakceptujemy. To burzy złudzenia na swój temat. Dopóki nie zaakceptujesz swojej skłonności do krytyki, zawsze będziesz negatywny, ponieważ ten wrażliwy zbiór osobistych reakcji, otoczony ciemnością ciebie samego, której nie znasz ani nie uznajesz, będzie główną rzeczą, z którą spotkasz się w życiu. I będzie to coś całkowicie nieprzystosowanego do życia, coś niekompletnego, niewystarczającego, co będzie ci przysparzać nieszczęść przez całe życie, jeśli nie naprawisz tego poprzez świadomą pracę nad sobą. Twój mały osobisty świat ego będzie się chwiał w każdej chwili, a ty nie będziesz miał siły na życie ani wytrwałości, jeśli nie spotkasz się z tą ciemną stroną poprzez świadome rozpoznanie i uświadomienie sobie, że wszystko, co tak krytycznie oceniasz u innych, wyraża się w tobie cały czas, ale nie zostało jeszcze włączone do twojej świadomości samego siebie. Widzisz więc, dlaczego Praca kładzie tak duży nacisk na to Wyimaginowane „ja”, w którym żyją ludzie.
Wyobraź sobie, że krytykujesz człowieka, który uświadomił sobie znaczną część swojej ciemnej strony. To znaczy, ten człowiek – poprzez własną pracę – uświadomił sobie wiele stron siebie, o których istnieniu w sobie nie zdawał sobie sprawy, i zaakceptował je. Czy taki człowiek z łatwością zniesie krytykę bardziej niż osoba, która wciąż żyje w obrazach siebie i nigdy tak naprawdę nie zmierzyła się ze sobą poprzez bezpośrednią obserwację? Jestem całkiem pewien, że jeśli człowiek – mocą tej Pracy – naprawdę obserwuje siebie, naprawdę zauważa, kiedy krytykuje i obwinia innych, i zawsze sprowadza to do czegoś w sobie, czego nie rozpoznał – taki człowiek będzie o wiele bardziej zrównoważony, a zatem o wiele bardziej zdolny do przetrwania kolejnego kroku w rozwoju wewnętrznym. Tyle lęków by zniknęło, tyle chorób by zniknęło, tyle kryzysów emocjonalnych by zniknęło, tyle burz w szklance wody przestałoby istnieć. Jesteś oskarżony, na przykład, o bycie kłamcą. Zaciekle się bronisz, praktykujesz wszelkie sztuki samousprawiedliwiania – co, przypominam, jest jedną z rzeczy, nad którymi musimy pracować – i wywołuje to ogromny rozgłos. Oczywiście, że jesteś kłamcą. Ale jeśli zawsze będziesz trzymał swoje kłamstwo poza sferą świadomości, nie chcąc go rozpoznać i nie przyznając się do niego, jak możesz je zaakceptować? Zawsze bronisz się przed sobą, aby podtrzymać swoje Wyimaginowane „ja”, swoje wyobrażenie o tym, kim jesteś. Załóżmy jednak, że uświadomiłeś sobie tę ciemną stronę i zostajesz oskarżony o kłamstwo. Nie zareagujesz wtedy na podstawie swojego zbioru wrażliwych reakcji osobistych ani obrazu samego siebie, ponieważ doskonale wiesz, że sam jesteś kłamcą i często kłamiesz. Przyjmiesz więc krytykę bez zmiany koloru.
W Pracy mówi się wiele o uświadomieniu sobie własnej nicości. Kiedyś powiedziano, że mężczyzna lub kobieta w Pracy musi dojść do punktu, w którym uświadomi sobie własną nicość, zanim będzie mógł zrobić krok dalej. Co to znaczy być kimś? Spróbuję ci wyjaśnić, co przez to rozumiem. Czujesz na przykład, że jesteś tolerancyjny i otwarty. Myślę, że odrobina autentycznej samoobserwacji i Samopamiętania pokaże ci, że tak nie jest i że w pewnych okolicznościach jesteś bardzo nietolerancyjny i skrajnie ograniczony. To uświadomienie sobie, że czasami jesteś nietolerancyjny i ograniczony, zneutralizuje obraz, jaki masz o sobie, że zawsze jesteś tolerancyjny i otwarty. W rezultacie poczujesz, że jesteś niczym pod tym względem. Przestaniesz wtedy mieć w sobie cele związane z byciem kimś. Nie będziesz już powtarzać: „Dzięki Bogu, jestem tolerancyjny i otwarty”, ponieważ przypomnisz sobie – dzięki pamięci, którą Obserwujące „ja” w tobie utrwaliło – tak wiele razy, kiedy byłeś przeciwieństwem. Zamiast być czymś sztucznym poprzez bufory, staniesz się niczym w odniesieniu do tej szczególnej cechy, z której byłeś dumny. Innymi słowy, nauczysz się nie ufać temu wyobrażeniu, jakie masz o sobie. Nie chodzi nam tu o kwestię moralną, lecz o poszerzenie świadomości. Samoobserwacja jest jak promień światła, który przenika mrok w nas. Rezultatem tego promienia światła jest uświadomienie sobie nieznanych i nieakceptowanych stron nas samych. To zmiękcza w nas wszystko i usuwa wiele z naszej przemocy. Wszyscy musimy przezwyciężyć w sobie przemoc mężczyzny i kobiety, ponieważ wszelka przemoc wynika z braku świadomości. Jeśli potrafisz postrzegać drugiego człowieka tak, jak postrzegasz siebie, nigdy nie będziesz wobec niego agresywny. Zauważysz, że jesteś agresywny tylko wtedy, gdy myślisz, że nie jesteś taki jak on, że nie jesteś takim brutalem, bestią, kłamcą itd. Ta jednostronność rodzi przemoc.
Podczas niedawnej rozmowy ktoś powiedział: „Kiedy czujesz agresję wobec kogoś i starasz się nie czuć agresji następnym razem, gdy go widzisz, zauważasz, że on lub ona się zmieniła. Czy to możliwe, że to ty się zmieniłeś, a nie druga osoba?”. Tak, to prawda. Stając się bardziej świadomym aktu przemocy, nie zareagowałeś mechanicznie, więc sam się trochę zmieniłeś. Ale największa zmiana następuje, gdy dostrzegasz, że to, z powodu czego jesteś agresywny, jest czymś w tobie, czego nie akceptujesz. Wtedy, jeśli potrafisz to sobie uświadomić, nigdy nie będziesz agresywny wobec drugiej osoby, co w prawdziwym znaczeniu tego słowa jest współczuciem. Prawdziwym znaczeniem współczucia jest odczuwanie z drugą osobą. Ale nie możesz czuć z drugą osobą, dopóki nie uświadomisz sobie swoich własnych uczuć. Czasami podczas prywatnych rozmów o Pracy ludzie odkrywają, że oboje przeszli przez to samo doświadczenie. To jest współczucie. Ale współczucie w sensie sentymentalnym jest bezużyteczne i zawsze zawiera w sobie ziarno zarozumiałości i protekcjonalności. Jeśli chcesz komuś pomóc w tej Pracy, musisz czuć się niżej od niego dzięki swojej samoświadomości.
Inna osoba powiedziała w niedawnej rozmowie: „Trudno mi było znaleźć w sobie to samo, co sprawia, że jestem agresywny wobec innych, dopóki nie zacząłem dostrzegać, że może to przybierać inną formę”. Tak, to bardzo trafna obserwacja, zwłaszcza gdy jesteś dumny z czegoś, co uważasz za swoje czyny lub co robisz, a okazuje się, że ktoś inny nie spełnia twoich oczekiwań i w rezultacie stosujesz wobec niego przemoc. W takim przypadku twoja przemoc pochodzi z nierozpoznanych, nieuświadomionych stron ciebie, które są bardzo bliskie temu, z czego jesteś dumny. Pozwól, że spróbuję to wyjaśnić dokładniej. Jeśli jesteś osobą bardzo ostrożną i jesteś z tego dumny, możesz stosować przemoc wobec osoby, której nie uważasz za ostrożną według swoich standardów. Ale zawsze okaże się, że nie jesteś ostrożny w sposób, w jaki sobie wyobrażasz, i że istnieje wiele luk w twojej tak zwanej ostrożności, które projektujesz na innych ludzi i obwiniasz ich za to. Możesz być pewien, że działasz w oparciu o obraz, a nie o samoświadomość, i że twój obraz mógł mieć uzasadnienie z twojego punktu widzenia, ale mimo to nie odpowiada on prawdzie, ponieważ żaden obraz nigdy nie odpowiada. Możesz być ostrożny, ale wyobrażasz sobie, że jesteś ostrożny, a twoja wyobraźnia nie pozwala ci dostrzec, jak często jesteś nieostrożny w bardzo ważnych sprawach. Na przykład mężczyzna może szczycić się swoją wiarygodnością i obwiniać innych, że nie są wiarygodni, a nawet gwałtownie ich oskarżać, nie dostrzegając, że sam nie jest wiarygodny na wiele innych sposobów i że wiarygodność to obraz wzmocniony wyobraźnią opartą na jednym fakcie. Gdy tylko myślisz, że jesteś w czymś dobry – a twoja duma i próżność wkradną się do tego przekonania, że jesteś w czymś dobry – zawsze odkryjesz, że jesteś w tym najbardziej wrażliwy i najbardziej podatny na przemoc. Innymi słowy, jesteś kimś. Gdybyś mógł dostrzec wszystkie błędy i gafy, które popełniasz, gdybyś mógł dostrzec swoje sprzeczności, gdybyś mógł uświadomić sobie swoje porażki w odniesieniu do tego, w czym uważasz, że jesteś dobry – nie byłbyś już wrażliwy ani agresywny, ale stałbyś się tolerancyjny, a jednocześnie miałbyś więcej zrozumienia.
Czasami ludzie nie mogą przyznać, że nie są dobrzy w czymś, z powodu pewnej wewnętrznej słabości. Z czego wynika ta wewnętrzna słabość? Z tej nieuznanej strony, ciemnej strony, która – że tak powiem – zawiera między innymi wszystko, czego nie chcą zaakceptować. Możesz być w czymś dobry, ale musisz też stopniowo – zwłaszcza w miarę starzenia się i potrzeby szerszej świadomości – przyznać, że nie jesteś w tym dobry, i jednocześnie uświadomić sobie, że nie jesteś tym, kim myślałeś. Wtedy przestajesz się utożsamiać z tym, co było, i stajesz się wewnętrznie prostszy. To dopuszczenie drugiej strony – ciemnej lub niezauważonej strony – nie osłabia cię, ale naprawdę wzmacnia.
Ktoś zapytał: „Czy to zła, ciemna strona?”. Musisz zrozumieć, że wszystko, czego nie uznajesz, wydaje się na pierwszy rzut oka złe. To diabeł, ponieważ diabeł zawsze jest tym, co nieznane, nieuświadomione lub niezrozumiane. Gdyby ktoś wynalazł radio kilka wieków temu, zostałby spalony jako wysłannik diabła. Ciemna strona sama w sobie nie oznacza niczego złego. Oznacza po prostu, że jest zła dla ciebie, z twoją obecną samooceną. Jest zła dla ciebie, ponieważ kiedy przyjmiesz ją do swojej świadomości, twoja obecna samoocena się zmieni. W rezultacie będziesz o wiele lepszy niż byłeś wcześniej. Będziesz o wiele lepszy, ponieważ twoja obecna ocena samego siebie – podtrzymywana przez wyobraźnię, bufory, obrazy i ciągłe kłamstwa – osłabła, a ty wkroczyłeś w szerszy świat świadomości. Nie powinieneś myśleć o ciemnej stronie jako o złu, z wyjątkiem twojego Wyimaginowanego „ja”, które jest najgorszym złem człowieka. Jeśli twoje Wyimaginowane „ja” jest pełne wyobrażeń o tym, kim jesteś, i jeśli ta wyobraźnia zostanie zniszczona przez przyznanie się do tego, co jest dla ciebie wrogie – zaczniesz tracić to błędne, wrażliwe Wyimaginowane „ja”, a twoja świadomość się poszerzy. Przestaniesz być tym, kim sobie wyobrażasz, że jesteś, i zrobisz krok w kierunku Prawdziwego „ja”. Cała Praca jest przeciwko Wyimaginowanemu „ja”, z którym każdy z nas stawia czoła życiu tak nieudolnie. Nauka Pracy ma na celu zniszczenie mocy Wyimaginowanego „ja”, ale na początku wszystko, co zagraża Wyimaginowanemu „ja”, wydaje się bardzo złe – w rzeczywistości diabeł. Dlatego myślę, że kiedyś w Pracy powiedziano: „Diabeł też jest potrzebny”. Tak wielu ludzi utożsamia się z Bogiem bez żadnego uzasadnienia, a nawet wyobraża sobie, że nieustannie z Nim obcuje. To wszystko należy do Wyimaginowanego „ja” i w takich przypadkach Bóg musi rzeczywiście przyjąć aspekt diabła i zniszczyć tę wyobraźnię, te obrazy, te fantazje, to samozadowolenie i wszystkie te bzdury, które Praca tak mocno atakuje w każdym z nas.
Teraz, w ramach pracy praktycznej, zasugerowałbym raz jeszcze, abyś naprawdę obserwował siebie, gdy jesteś krytyczny lub agresywny wobec innej osoby w Pracy, i odwrócił całą sytuację w drugą stronę, starając się odkryć w sobie, co jest powodem twojej krytyki i agresji wobec tej drugiej osoby. To sprawi, że twoja ciemna, nieobserwowana strona stanie się dla ciebie bardziej świadoma, ponieważ możesz być pewien, że jeśli jesteś bardzo krytyczny i agresywny wobec kogoś innego, jest to po prostu projekcja tego, co jest w tobie – w tej ciemnej, tj. nieświadomej, stronie ciebie, stronie, o której jeszcze nie wiesz, stronie, której jeszcze nie zaobserwowałeś, stronie, która ma stać się przedmiotem twojej samowiedzy. Przypomnę ci tutaj, że samoobserwacja to bardzo czyste, suche światło, które nie zniesie fałszu i nie da ci początkowo samozadowolenia. Przypomnę ci również, że jeśli jesteś negatywnie nastawiony do kogoś innego – niezależnie od zewnętrznej przyczyny – to fakt, że jesteś negatywny, jest twoją własną winą z punktu widzenia Pracy. Musimy wycisnąć z siebie negatywne emocje, niczym wykręcając pranie. To ty sam musisz poradzić sobie z tym negatywnym stanem, niezależnie od zewnętrznych pobudzających przyczyn – i tu pojawia się cały cel i sens Pracy. Jeśli masz siłę Pracy, niewiele może cię dotknąć z zewnątrz, chyba że zbyt długo śpisz. To znak. Ale zawsze możesz naprawić ten stan poprzez pracę i zrozumienie. Każdy ma w tej Pracy trudności z każdym innym. Nie myśl, że moją misją jest koniecznie zmniejszenie tych trudności. Każdy jest pracą dla kogoś innego. Wyobraź sobie, co by się stało, gdybyśmy byli na zewnątrz słodcy, a w środku syczeli jak węże. Nie, musimy pracować w odniesieniu do siebie nawzajem i nie oczekiwać idealnych ludzi ani otoczenia. To jest druga linia Pracy – Praca w odniesieniu do innych ludzi. Zawsze jest moją winą, jeśli jestem negatywny, niezależnie od sytuacji zewnętrznej. Czy to nie nadaje od razu innego punktu ciężkości niż punkt ciężkości życia? Muszę pracować. I mogę pracować, jeśli chcę. I muszę traktować swoje życie jako pracę i pracować nad swoim życiem. Nie może więc być mowy o żadnym „gdyby tylko”. Pamiętam, jak niektórzy mówili na początku Pracy: „Gdybyśmy tylko mieli w Grupie o wiele milszych ludzi”. Ale Grupa – czymkolwiek by nie była – jest po prostu ogólnym przykładem życia i to właśnie w tej sferze wszyscy musimy wykonywać swoją pracę w relacji z innymi. Dobrze jest to głęboko zrozumieć, ponieważ to rozjaśnia Pracę poprzez akceptację.
Zostaw odpowiedź