Quaremead, Ugley, 16 lutego 1946 r.
Często słyszeliście, że jedyną rzeczą, którą możemy poświęcić w Pracy, jest nasze cierpienie. Praca uczy, że musimy doświadczyć nowego rodzaju cierpienia, nieopartego na naszym zwykłym, mechanicznym cierpieniu. Wszelka zmiana w sobie może nastąpić jedynie poprzez rezygnację z tego, kim byliśmy, i stanie się kimś innym. Zmienić siebie oznacza stać się innym. Nie mogę się zmienić, jeśli mechanicznie pozostanę tą samą osobą, którą jestem. Dlatego, aby się zmienić, muszę z czegoś zrezygnować, coś poświęcić. Idea poświęcenia przewija się przez cały ezoteryzm. Jest całkiem oczywiste, dlaczego. Powodem jest to, że nie możesz zmienić siebie, jeśli nie zrezygnujesz lub nie poświęcisz czegoś, czym jesteś obecnie. W tym nauczaniu często powtarza się, że zmiana Bytu oznacza, że musisz coś zmienić w sobie, w swoim Bycie. Nie możesz być tym, kim jesteś, i jednocześnie się zmieniać. Zmiana Bytu zawsze wiąże się z rezygnacją z czegoś, a zatem poświęceniem czegoś w swoim Bycie. A Praca mówi, że pierwszą rzeczą, którą musisz poświęcić – i tutaj mogę to stanowczo stwierdzić – pierwszą rzeczą jest twoje zwykłe, mechaniczne cierpienie. Jeśli nie zrozumiesz, o co tu chodzi, nie rozpoczniesz właściwej Pracy nad sobą. Zaczniesz od własnych wyobrażeń o tym, co musisz poświęcić lub z czego zrezygnować, a to nie przyniesie żadnych korzyści i nie przyniesie żadnych rezultatów. Mężczyzna, kobieta, musi przede wszystkim zrezygnować ze swojego cierpienia i je poświęcić, ponieważ może to prowadzić do zmiany Bytu. Aby to się stało, trzeba umieć dostrzec poprzez samoobserwację, co jest źródłem cierpienia.
Pamiętam, że pan Uspieński bardzo wcześnie zabrał głos w tej sprawie. Powiedział przede wszystkim, że każdy, nie zdając sobie z tego sprawy, popada w typowe formy cierpienia, z których czerpie samousprawiedliwienie – mianowicie usprawiedliwia swoje cierpienie i w ten sposób traktuje je jako coś oczywistego, jako nieodłączną część siebie. Nazwał to czymś, co się ciągnie za sobą lub pcha przed siebie. Opisał bardzo wyraźnie słowami, których nie pamiętałem wystarczająco dobrze, jak ludzie są przykuci do tego cierpienia, które nagromadzili według własnych wyobrażeń o życiu i sposobie, w jaki ono ich traktowało. Powiedział: „Całe to cierpienie należy do strony Osobowości”. Powiedział: „Ludzie cierpią bezużytecznie, ale kurczowo trzymają się swojego cierpienia. Ludzie nie odkryli, że życie jest takie, jakie sobie wyobrażali, i zamiast dostrzegać swoje wyobrażenia i nabyte postawy wobec życia, myślą jedynie, że doświadczają prawdziwego, autentycznego cierpienia, i w konsekwencji czują, że nikt tak naprawdę nie rozumie wszystkiego, przez co przeszli itd. Każdy” – powiedział – „jest przytłoczony tym nabytym cierpieniem, z którego wynikają wszelkie wewnętrzne rozważania i rachunki. Wszelkie wasze wewnętrzne rozważania i rachunki” – powiedział – „opierają się na tym nabytym cierpieniu, które ludzie bardzo cenią”. Mówił o niemożności ucieczki od Osobowości z jej nabytymi postawami i barierami, chyba że poprzez zupełnie nową siłę, która może zniszczyć cały ten bałagan, ten bezużyteczny bałagan w nas samych. Powiedział: „Musimy zacząć myśleć w nowy sposób, zarówno o życiu, jak i o sobie, a to jest możliwe tylko wtedy, gdy poczujemy, że wstępuje w nas nowa siła, niosąca ze sobą nowe idee, nowe sposoby postrzegania rzeczy. Odkupienie od cierpienia jest trudne, ale możliwe, podczas gdy w życiu jest niemożliwe. Kiedy zaczniecie rozumieć tę Pracę i wszystko, czego ona naucza, i porównacie to z tym, kim jesteście, zrozumiecie, co mam na myśli. Zobaczycie, jak bardzo różni się to, kim jesteście, od tego, kim ta Praca naucza, że powinniście być”. Pan Uspieński użył tu zwrotu, który zawsze pamiętam. Powiedział: „Kiedy zaczniecie być blisko tej Pracy i uświadomicie sobie, jacy jesteście, poprzez samoobserwację, zobaczycie, jak bardzo nie jesteście podobni do tej Pracy, jak wasze Bycie nie koresponduje z nią”. Ludzie pytali: „Co więc powinniśmy zrobić?” Odpowiedź zawsze brzmiała: „Musicie pamiętać o sobie, a pierwszą rzeczą, którą musicie porzucić, jest wasze cierpienie”. Myślę, że miał na myśli – odnosząc się do drugiej części swoich słów – że dopóki nosicie w sobie cierpienie, nie możecie wykonywać Pracy. Musisz z tego zrezygnować, to znaczy musisz poświęcić tę dziwną rzecz w sobie, która jest podstawą wszelkiego wewnętrznego rozmyślania i rozrachunku. Przy innej okazji pan Uspieński powiedział: „Nikt nie może osiągnąć wyższego poziomu Bytu, jeśli nie zrezygnuje ze swoich obecnych form cierpienia”. Mówił wtedy o naszej koncepcji sprawiedliwości i podkreślał, że to, co nazywamy sprawiedliwością, nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. Powiedział: „Usprawiedliwianie siebie zawsze odbywa się w oparciu o własną koncepcję sprawiedliwości. Na przykład każdy usprawiedliwia swoje negatywne stany”. Miał na myśli to, że każdy ma poczucie sprawiedliwości dla siebie i odkrywając, że życie mu nie odpowiada, kurczowo trzyma się tego poczucia tego, co jego zdaniem powinno być dla niego sprawiedliwością. W konsekwencji usprawiedliwiamy nasze negatywne stany, nasze wewnętrzne rozmyślania i nasze rozrachunki, a jeśli spojrzymy na to wszystko z punktu widzenia Pracy, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nie możemy usprawiedliwiać się na podstawie własnych idei sprawiedliwości. Musimy działać z innego poczucia sprawiedliwości.
Załóżmy, że mówisz niewłaściwie w tej Pracy i zostajesz doprowadzony do punktu, w którym będziesz musiał przyznać, że mówiłeś źle. Odkryjesz, że zawsze usprawiedliwiasz się na podstawie własnych idei sprawiedliwości – osobistego usprawiedliwienia samego siebie. A za tym kryje się twoje cierpienie, które wynika z idei sprawiedliwości, którą nabyłeś i naśladowałeś. Musi ono zostać przełamane przez coś wyższego, przez jakąś wyższą formę sprawiedliwości. Możesz sobie powiedzieć: „Wobec życia mam rację, czując niesprawiedliwość, ale wobec Pracy i jej idei nie mogę powiedzieć tego samego”. W Pracy podlegamy nowej dyscyplinie, nowemu poczuciu sprawiedliwości – mianowicie tego, co słuszne, co sprawiedliwe z wyższego poziomu. Musimy więc nauczyć się służyć innemu zestawowi idei, zupełnie odmiennym od tych, które nabyliśmy w życiu. Pan Uspieński powiedział: „Jesteśmy jak małpy. Małpa może usprawiedliwiać się, że jest małpą, ale my staramy się stać ludźmi i nie możemy już usprawiedliwiać się, że jesteśmy małpami”. Stale podkreślał, że w tej Pracy uczymy się idei i samodyscypliny, które nie są niezbędne w życiu. Powiedział: „Staramy się przestrzegać wyższych praw – tzn. staramy się stać świadomymi ludźmi, aby móc żyć wśród świadomych ludzi i uczyć się, jak zachowywać się wśród Istot wyższego poziomu. Ta Praca pochodzi od świadomych ludzi”.
Wracając do pytania o pierwszą rzecz, którą musimy poświęcić – mianowicie nasze mechaniczne cierpienie – jest całkiem jasne, że przede wszystkim wszyscy musimy uświadomić sobie, jakie formy przybiera nasze mechaniczne cierpienie. Dopóki nie jesteśmy świadomi czegoś, nie możemy tego poświęcić. Nie można zacząć od czegoś, czego się nie jest świadomym. Praca polega na zwiększeniu naszej świadomości samych siebie, naszego stanu Bytu. Nikt nie może pracować nad swoim Byciem, dopóki nie zacznie obserwować, jakie jest jego Bycie. Praca mówi, że każdy – jeśli chodzi o Bycie – ma swoją własną formę cierpienia, negatywnych emocji, żalów, smutnych myśli i uczuć itd. Dotyczy to każdego. Nie ma wyjątków. I to właśnie w nas samych nakazano nam poświęcić na samym początku tego nauczania. Dlatego bardzo konieczne jest, aby starać się obserwować swoją formę cierpienia.
Możesz zapytać: „Jakie są te formy cierpienia, które musimy poświęcić?”. Istnieje cierpienie mężczyzny wobec kobiety, kobiety wobec mężczyzny. Na przykład mężczyzna może czuć, że nigdy nie spotkał kobiety, która naprawdę go rozumie. Albo może po prostu czuć, że nigdy nie został należycie doceniony ani nie dano mu szansy, i tak dalej. Albo kobieta może czuć, że nigdy nie była mężatką – albo że nigdy nie miała dzieci – albo że zawsze będzie miała dzieci – i to jest jej cierpienie. Następnie weźmy wszystkie mechaniczne formy cierpienia, które wynikają z poczucia, że nigdy nie byłaś rozumiana przez rodziców, męża, żonę ani dzieci. Myślę, że nie da się wymienić wszystkich form cierpienia, które ludzie w sobie wytwarzają i których kurczowo trzymają się jako najcenniejszych rzeczy w swoim życiu. I to właśnie to cierpienie wynikające z życia i całej jego niezręczności musi zostać poświęcone. I tutaj przypomnę wam, co ostatnio powiedziano o „gdyby tylko”: „gdybym tylko dostał lepszą szansę”, „gdybym tylko miał dziecko”, „gdybym tylko spotkał odpowiednią osobę”, „gdyby tylko wojna nie wybuchła, kiedy wybuchła”, „gdybym tylko nie zainwestował swoich pieniędzy w marki niemieckie”, „gdybym tylko był wyższy”, „gdybym tylko nie miał takiej twarzy”, „gdybym tylko miał więcej pieniędzy”, „gdybym tylko mógł spotkać lepszych ludzi”, „gdybym tylko miał więcej współczucia we wszystkich moich kłopotach” – to „gdyby tylko” wiąże się z całym twoim mechanicznym cierpieniem, które trzeba poświęcić. Inną formą cierpienia jest poczucie porażki. Dziwne jest to, że można się nim cieszyć. Osoba, która nie podjęła żadnego prawdziwego wysiłku w życiu, może ponieść porażkę i w dziwny sposób cieszyć się ze swojej porażki, lub osoba może myśleć, że zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby stworzyć związek z kimś, kto jest dla niej trudny, a nie mogąc tego zrobić, może cieszyć się ze swojej porażki. Ta osobliwa forma cierpienia nie może być omówiona w tym artykule. Jak już wspomniałem, jest to bardzo osobliwa forma cierpienia, w której niektórzy ludzie przystosowują się do życia, będąc nieudacznikami i lubiąc o tym mówić. Ale w takich przypadkach zawsze okaże się, że mają jakąś formę dumy lub próżności, która pozwala im udawać, że ich porażki są autentyczne, powołując się na poczucie, że są lub mogliby być z sukcesami w czymś innym, zwłaszcza jeśli są dumni ze swojej pozycji społecznej, urodzenia lub czegoś podobnego – tj. z czegoś czysto negatywnego, nie do końca sobą. Czasami myślałem, że jest to najtrudniejsza forma cierpienia, z którą ludzie przyznają się do porażki, skrycie trzymając się czegoś innego. To pozorny rodzaj cierpienia. Jednocześnie trzeba je przejrzeć i poświęcić. Kryje się za nim poświęcenie dumy i próżności. Ale ten przykład pokazuje tylko, jak niezwykle nieszczerzy są ludzie wobec siebie i jak samooszukiwanie umożliwia im kontynuowanie życia. Nie dostrzegamy drugiej strony całej sprawy, tej ciemnej, nieakceptowanej, nieuznawanej strony, ale właśnie dlatego Praca głosi, że bezkrytyczna samoobserwacja wpuszcza promień światła w tę ciemną stronę, która stoi na drodze wszelkiego indywidualnego rozwoju każdego. Wszyscy jesteśmy oszustami, ale nie potrafimy dostrzec naszego oszustwa i w Pracy musimy od tego zacząć. Całe nasze mechaniczne cierpienie jest oszustwem, tylko my się do tego nie przyznajemy. Oszukańcze cierpienie jest kluczem do tego, co musimy poświęcić. Prawdziwe cierpienie jest zupełnie inne i zawsze otwiera nas na wyższy poziom; oszukańcze cierpienie nas zamyka. To niezwykłe, jak chwila prawdziwego cierpienia sprawia, że wszystko, co fałszywe, odchodzi od ciebie i w takich chwilach rozumiesz całkiem jasno, o co chodzi w tej Pracy, ale oszukańcze, samostworzone cierpienie staje między nami a Wyższymi Centrami – to znaczy między nami a głosem Pracy, który zawsze do nas mówi i którego musimy najpierw nauczyć się z zewnątrz, od nauczyciela, a po pewnym czasie możemy zacząć słyszeć, jak do nas mówi.
Niezwykłe jest to, że bardzo często spotyka się ludzi, którzy zaprzeczają, że cierpią na jakiekolwiek mechaniczne cierpienie. Zazwyczaj są to osoby bardzo samozadowolone i całkowicie martwe, a jednak jeśli będziesz z nimi sprytnie postępować, szybko odkryjesz, że mają swoje prywatne formy cierpienia wynikające z życia. Teraz bardzo dobrym pomysłem jest próba obserwacji twoich typowych form mechanicznego cierpienia, a tutaj dobrą rzeczą jest próba obserwacji twoich fantazji – tj. biernej pracy wyobraźni w tobie. Pamiętam, że kiedyś byłem bardzo poruszony myślą, że co tydzień umiera co najmniej milion ludzi, a prawdopodobnie znacznie więcej, i że wielu z nich myśli, że zmierza do lepszego miejsca. Wszyscy są pełni swoich osobistych problemów, swoich własnych żalów, swojego własnego cierpienia na tej Ziemi. Ilu z tych ludzi, jak myślisz, wyobraża sobie, że jesteś jakąś Istotą na wyższym poziomie, która musiałaby kierować ich do różnych miejsc w świecie duchowym – ilu z tych ludzi wydawałoby ci się nietypowymi? Czy każdy z nich nie przychodzi do ciebie ze skargą – tj. przynosząc wam wszystkie ich mechaniczne cierpienia, żale, wszystkie te pytania o to, że ktoś nie powiedział im „Dzień dobry”, i ilu z nich przyszłoby do was zupełnie czystych, bez żalu, bez cierpienia ze strony Ziemi, a zapytani, czego pragną, odpowiadaliby nie, że chcą sprawiedliwości, ale że chcą wiedzieć więcej, być więcej i rozumieć więcej. Ta wizja zrobiła na mnie ogromne wrażenie i skłoniła mnie do głębokiej refleksji nad tym, kim mógłbym być w tych okolicznościach. Często mówiliśmy o darowaniu długów i o tym, jak to oznacza anulowanie skarg na innych. Wszystkie nasze ziemskie problemy nie mają żadnej wartości na wyższym poziomie Bytu, a naszym zadaniem jest anulowanie naszych ziemskich problemów, naszego ziemskiego cierpienia, naszego wewnętrznego rozrachunku, naszych negatywnych nastrojów wobec innych, naszych żalów do innych, naszej niechęci do innych i naszej nienawiści do innych. W przeciwnym razie jesteśmy przywiązani do Ziemi i tak bardzo podobni do tych małp, o których mówiliśmy. Czy uważasz, że to bardzo brutalna myśl? Myślę, że możemy wyrobić sobie pewne pojęcie o tym wszystkim, nawet z życia. Jeśli chcesz osiągnąć wyższą pozycję w życiu, czy możesz cały czas przynosić swoje żale, osobiste, drobne problemy, mając na uwadze pozycję, którą chcesz osiągnąć?
Pan Uspieński powiedział mi kiedyś: „Ludzie nie rozumieją, że ta Praca polega na dążeniu do jakiegoś celu i że daje konkretne instrukcje, jak tam dotrzeć, pod warunkiem, że pracujesz nad sobą, i że w związku z tym, w miarę jak człowiek robi postępy, Praca się dla niego zmienia”. Mówił mi wtedy o czymś we mnie, co mnie blokuje, i powiedział: „Czy nie widzisz, że to nie ma nic wspólnego ze mną, ale że to jest w tobie i że dopóki nie będziesz nad tym pracować i nie będziesz się z tym utożsamiać, to zawsze będzie cię to powstrzymywać?”. Powiedział: „Sprzeciwiasz się tym ludziom, ale oni są tobą, a ty jesteś nimi”. Oczywiście wtedy nie rozumiałem, że to część mojego cierpienia. Nie zdawałem sobie sprawy, że to jedno ze znaczeń rezygnacji z cierpienia. Innym razem, patrząc na mnie z ukosa, zapytał: „Dlaczego tak bardzo cieszysz się ze swoich negatywnych emocji?”. I zawsze pamiętam nie dokładnie, co powiedział, ale to spojrzenie, którym mnie obdarzył. To właśnie dzięki temu spojrzeniu, którym mnie obdarzył, zacząłem zauważać, że rzeczywiście lubię swoje negatywne emocje, czyli moje mechaniczne cierpienie. Przypuszczam, że wielu z was zaczyna teraz rozumieć, jak bardzo cieszą was negatywne emocje. Praca głosi, że aby osiągnąć wyższy poziom Bytu, nie może być żadnych negatywnych emocji, a negatywna część Centrum Emocjonalnego musi zostać w nas zniszczona. W przeciwnym razie, gdyby wraz z naszymi obecnymi formami cierpienia pojawiły się Wyższe Centra, po prostu wzmocniłyby wszystko tysiąckrotnie. Pewnego razu usłyszałem, jak G. powiedział: „Musimy zniszczyć nasze Centrum Emocjonalne”. Będąc jeszcze bardzo młodym w Pracy, pomyślałem, jakie to byłoby straszne i jak surowe i okrutne byłoby wszystko, gdyby czyjeś Centrum Emocjonalne zostało zniszczone. Kiedy dojrzałem w Pracy, zrozumiałem bardzo wyraźnie, co to miało na myśli. Nasze Centrum Emocjonalne, takie, jakie jest, to nic innego jak emocje własne z wynikającymi z nich negatywnymi emocjami. Oczyszczenie Centrum Emocjonalnego musi, praktycznie rzecz biorąc, zniszczyć Centrum Emocjonalne w nas takie, jakie jest teraz, ze wszystkimi naszymi małymi, osobistymi, wrażliwymi, trudnymi reakcjami, naszymi małymi, osobistymi uczuciami wobec każdego, naszym zbiorem wrażliwych sympatii i antypatii – krótko mówiąc, naszymi bardzo drobnymi, drobnymi emocjami, które mamy, dopóki rządzą nami emocje własne. Kiedy zaczynasz służyć tej Pracy, naprawdę musisz pozbyć się tych drobnych, codziennych, drobnych emocji własnych, a możesz to zrobić tylko poprzez uświadomienie sobie, że Praca jest o wiele większa od ciebie. Mówiliśmy o tym niedawno w związku z realizacją Większego Umysłu. Musisz służyć Pracy, a nie sobie. Praca nie może być funkcją ciebie, ale ty musisz stać się funkcją Pracy.
Co oznacza służenie Pracy? Oznacza to posłuszeństwo temu, czego uczy cię Praca. Niedawno na spotkaniu powiedziano, że musisz zrozumieć, że służenie Pracy oznacza przede wszystkim służenie jej psychologicznie. Wyobraź sobie, że masz zamiar przekazać dalej jakiś nieprzyjemny skandal, a nagle przypominasz sobie o sobie w związku z tym, czego uczy Praca, i nie przekazujesz tego skandalu, wiedząc, że takie postępowanie jest mechaniczne i że wyrządziłoby tylko krzywdę – wtedy zacząłbyś służyć Pracy. Albo załóżmy, że chcesz być negatywny, ponieważ ktoś nie potraktował cię w sposób, który uważasz za właściwy, zgodnie z twoją własną formą sprawiedliwości, a ty pamiętasz o sobie i nie reagujesz mechanicznie – wtedy będziesz służyć Pracy. Służyć Pracy oznacza być posłusznym temu, czego uczy cię praktykować na sobie. Chcesz być ponury i kapryśny, sprzeciwiać się itd., a ty obserwujesz swój stan i zaczynasz się od niego oddzielać – wtedy służysz Pracy. I w ten sposób rezygnujesz z części swojego mechanicznego cierpienia. Albo załóżmy, że jesteś o krok od przejścia w jeden ze swoich typowych stanów utraty siły: zmartwienia, narzekania, zdenerwowania, niechęci do wszystkiego – załóżmy, że to obserwujesz i przestajesz się z tym utożsamiać z powodu odczuwania Pracy w sobie – wtedy służysz Pracy psychologicznie. Zaczynasz pracować nad sobą, zaczynasz dostrzegać, co Praca w tobie oznacza. Zaczynasz być posłuszny czemuś, co nie jest tobą. Wszystko to należy do porzucenia cierpienia. Aby pracować nad swoimi typowymi formami cierpienia, konieczna jest uważna i szczera obserwacja twojego Bytu oraz skierowanie Pracy na te miejsca w twoim Bycie poprzez światło samoobserwacji, starając się nie podążać za tymi reakcjami, nie utożsamiać się z nimi, nie wkładać w nie poczucia „ja”. A im bardziej cenisz Pracę, w której wyższe znaczenie jest czymś ponad sensem życia, tym bardziej Praca pomoże ci przezwyciężyć twoje mechaniczne cierpienie.
Zostaw odpowiedź