Quaremead, Ugley, 1 czerwca 1946 r.
Ludzie tak często nie tylko próbują tłumaczyć się przeszłością, ale czują się nią wyłącznie. Co rozumiemy przez naszą przeszłość? To, co nazywamy przeszłością, może być tylko jednym z wyjaśnień naszej teraźniejszości – i to bardzo nieadekwatnym. To, co nazywamy przeszłością, jest naszą pamięcią o niej. Ale to, co nazywamy pamięcią, nie wyjaśnia ani przeszłości, ani teraźniejszości. Nasza pamięć jest zgodna z naszym poziomem Bytu. Nasza osobista pamięć jest tak często fałszywa, zniekształcona. Rzecz w tym, że pamiętamy bardzo niewiele – powiedzmy, sto milionową część wszystkiego, co się wydarzyło. Często wątpię, czy kiedykolwiek możemy zapamiętać cokolwiek takim, jakie było w rzeczywistości. Nasza pamięć zależy od naszej zdolności odbioru i w żadnym wypadku nie jest obiektywna. Czy pamiętasz na przykład wszystko, co wydarzyło się na zewnątrz i wewnątrz ciebie – w świecie zewnętrznym, a nawet w twoim umyśle – nawet wczoraj? Albo w zeszłym tygodniu? Albo w zeszłym roku? Oczywiście, że nie. Nie pamiętasz prawie nic z tego wszystkiego. Proszę, nie udawaj, że tak. Ale niektórzy szczycą się bardzo dobrą, nieskazitelną pamięcią i nawet to mówią. Inna osoba pamięta inaczej. Oto źródło kłótni – bardzo żmudnej kłótni. Nasza pamięć łączy rzeczy na swój własny, subiektywny sposób. Ale czy uważasz, że ta cienka, subiektywna pamięć naprawdę łączy rzeczy właściwie? Czy naprawdę możesz zobaczyć swoje życie przez pryzmat pamięci? Prawdą jest, że przeszłość musi istnieć, aby istniała teraźniejszość. Ale czym jest twoja teraźniejszość, którą twoja przeszłość tak często dla ciebie tworzy? Czy jest prawdziwa, czy jest wymysłem przeszłości? Czym jest to, czego się kurczowo trzymasz, zwane „pamięcią przeszłości”? Nie sądzę, żeby była wiarygodna. Czy pamiętasz, co zrobiłeś, tak samo jak druga osoba? Pamiętasz, co on lub ona zrobił. Czy twojej tak zwanej pamięci można naprawdę zaufać? Z własnego doświadczenia w tej Pracy powiedziałbym od razu, że jest to najbardziej zawodny przewodnik, za którym można podążać, i że trzeba go praktycznie wymazać. Nasze wspomnienia to prywatni kłamcy, których starannie nosimy. Nie myśl, że pamiętanie siebie oznacza pamiętanie przeszłości. Pójście w przyszłość z tym fałszywym wspomnieniem nie jest żadnym rozwiązaniem dla czyjegoś życia. Powiedziałbym raczej: zapomnij – przezwycięż swoją przeszłość. To kompletna bzdura wyobrażać sobie, że mamy nieomylną pamięć. Och, ta pamięć, której ludzie kurczowo się trzymają i obejmują w ekstazie nieszczęścia! Uświadomienie sobie, że to, co nazywamy naszą przeszłością – to znaczy to, co wierzymy, że pamiętamy jako naszą przeszłość – nie jest czymś, na czym można oprzeć naszą teraźniejszość, jest krokiem w kierunku przebudzenia. W przeciwnym razie nadal tkwimy w ciemności, którą sami sobie stworzyliśmy – ciemności stworzonej przez nasze subiektywne wyobrażenia o przeszłości, którą nazywamy prawdziwą pamięcią.
Nie mamy prawdziwej, niepodważalnej pamięci. A jednak Praca mówi, że mamy prawdziwą pamięć, tylko że nie jest ona dla nas dostępna na zwykłych poziomach świadomości. Wszystko jest rejestrowane. Wszystko, co widzieliśmy, wszystko, co zrobiliśmy i powiedzieliśmy, wszystko, co czuliśmy i myśleliśmy, jest tam – na rolkach w centrach i ich pododdziałach. Ale nasz dostęp do tej prawdziwej pamięci jest – na szczęście dla nas, jakimi jesteśmy – ukryty przed nami. Działanie bezkrytycznego Obserwującego „ja” zaczyna w niewielkiej części przywracać prawdziwą pamięć – ale tylko w takim stopniu, w jakim człowiek może to znieść, nie popadając w całkowite szaleństwo. Mamy system buforów – by wspomnieć tylko jeden czynnik – który uniemożliwia nam bycie świadomym w prawdziwej pamięci wewnętrznej. Prawdziwa pamięć wewnętrzna otwiera się w chwili śmierci – w Nowym Testamencie nazywana jest „księgą”. Jeśli twoje wyobrażenie o sobie, twoje fałszywe wyobrażenia o sobie, twoja Fałszywa Osobowość z jej wymyślonymi wyobrażeniami o tym, kim jesteś – jeśli wszystko to w tym życiu zostało w pewnym stopniu oddzielone, nieutożsamione z tym i w ten sposób przejrzane – to być może można by znieść nieco to otwarcie „księgi”, które opisane jest w Apokalipsie następującymi słowami:
„I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem; i księgi zostały otwarte. Również inna księga, Księga Życia, została otwarta. I osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach.” (Ap 20,12)
Oznacza to, że w chwili śmierci stajemy się świadomi w Czwartym Wymiarze – to znaczy, że całe życie staje się dla nas świadome i wtedy widzimy, co naprawdę się wydarzyło. Po co dwie księgi? Ach, to rzeczywiście pytanie do przemyślenia. W interesującej perskiej ezoterycznej opowieści zatytułowanej Narada Ptaków pojawia się ta sama idea. Ptaki w końcu, po utracie wszystkich piór, stanęły przed obliczem Władcy. „Lecz” – jak powiadają – „najpierw położono im rejestr, w którym skrupulatnie zapisywano każdy szczegół czynów, które każdy z nich popełnił lub których zaniechał, od początku do końca”.
Porozmawiajmy o pamięci w kontekście tego, czego uczy Praca. Każdy ośrodek ma swoją własną pamięć i każda część ośrodka ma swoją własną pamięć. Jakość tych wspomnień jest różna. Krótko mówiąc, nie mamy jednego wspomnienia, ale najpierw trzy, potem dziewięć, a potem dwadzieścia siedem. Dzieje się tak, ponieważ biorąc trzy ośrodki – intelektualny, emocjonalny i instynktowno-ruchowy – każdy ma swoją własną pamięć. Następnie, dzieląc każdy z tych trzech ośrodków na trzy części, mamy dziewięć mniejszych wspomnień. Ponownie, każdy z tych pododdziałów dzieli się na trzy – tak że mamy 3 + 9 + 27 wspomnień, czyli trzydzieści dziewięć różnych rodzajów pamięci w różnych skalach. W tych trzydziestu dziewięciu wspomnieniach rejestrowane jest wszystko, co widzieliśmy, mówiliśmy, myśleliśmy, czuliśmy i odczuwaliśmy. Ale nasz dostęp do tych trzydziestu dziewięciu wspomnień jest bardzo ograniczony. Z reguły żyjemy w jednym lub dwóch bardzo małych pododdziałach ośrodków. Dodam, że nawet ta kategoria wspomnień jest niekompletna. Pominięto negatywny podział centrów. Jeśli podzielimy centra intelektualne i emocjonalne linią krzyżową na dwie części, z których dolna będzie stroną ujemną, to sami możecie obliczyć, że mamy kolejne dwadzieścia cztery wspomnienia.
Mówiąc o różnych pamięciach w nas, weźmy pod uwagę coś, co łatwo pojąć. Pamięć intelektualna różni się od pamięci emocjonalnej, a pamięć Centrum Ruchu różni się od pamięci intelektualnej i emocjonalnej. Musimy tu wyobrazić sobie bardzo duże rzeczy, po których wspinamy się niczym małe owady. Człowiek mógł nauczyć się jeździć na rowerze. To znaczy, jego Centrum Ruchu pamięta. Ale nie może sobie przypomnieć tego, co kiedyś wiedział o chemii. Kiedy wsiada na rower, szybko odkrywa, że potrafi nim jeździć. Coś pamięta. Co pamięta? Jego Centrum Intelektualne? Z pewnością nie. Sięga po inne wspomnienie, łatwiej dostępne dla niego. Ale nie może sobie przypomnieć żadnego wzoru chemicznego. Będzie więc musiał go sprawdzić. Mimo to odkrywa, że przyswaja to wszystko szybciej niż człowiek, który nigdy nie uczył się chemii. Po pewnym czasie „wszystko do niego wraca”, a jego pamięć intelektualna odżywa – ale tylko dzięki pewnemu wysiłkowi.
Weźmy teraz Centrum Emocjonalne. Człowiek z reguły pamięta nieprzyjemne, negatywne emocje. Ożywiają się one bardzo łatwo, poprzez mechaniczne skojarzenia. Ten rodzaj pamięci nie jest tym samym, co pamięć Centrum Intelektualnego czy Centrum Ruchu. Centrum Emocjonalne nie podlega naszej kontroli – to znaczy, nie możemy czuć się szczęśliwi, gdy jesteśmy nieszczęśliwi. Możliwe są tu pewne wysiłki, ale mówię o nas jako o zwykłych ludziach. Wysiłek związany z Centrum Intelektualnym może zmienić kierunek myśli i można coś sobie przypomnieć poprzez koncentrację lub wyszukiwanie. Jednak pamięć Centrum Emocjonalnego, która tak często oznacza pamięć negatywnej części Centrum Emocjonalnego, nie ulega tak łatwej zmianie. Jednym z powodów jest to, że przechowujemy tam tak długie ciągi nieprzyjemnych wspomnień, że traktujemy je jako realne, rzeczywiste, a wręcz jako naszą przeszłość. Kiedy myślisz, że coś jest realne, rzeczywiste, naturalnie nie możesz tego zmienić. Dlatego trudno jest zmienić wspomnienia należące do negatywnej części Centrum Emocjonalnego. Ale gdy tylko zaczniemy wątpić w ich prawdziwość, gdy zaczniemy podejrzewać, że nie są do końca prawdziwe, wtedy oczywiście możliwe jest oderwanie się od nich. To szczęśliwy moment. Człowiek – że tak powiem – odrzuca przeszłość taką, jaką ją sobie wyobrażał, i wkracza w teraźniejszość z pewną rozkoszą, swobodą, z poczuciem: „Nie muszę być taki”. Zawsze odczuwamy tę rozkosz, gdy uwalniamy się od jednego z wielu łańcuchów kotwiczących nas do tego, co dotychczas uparcie uważaliśmy za siebie, i broniliśmy się tak bezużytecznie, poświęcając bezsensownie energię, którą moglibyśmy przeznaczyć na nowe wydanie siebie, nowe spojrzenie na siebie, nową osobę.
Te łańcuchy są jednak bardzo silne. Tylko wchłonięcie Pracy – tylko wdychanie innego zestawu wpływów – może zacząć je rozpuszczać. Nikt bowiem nie może uwolnić się od tego, kim jest, dopóki nie poczuje istnienia tego, co jest wyższe od niego, i nie zacznie mu się podporządkowywać. Ludzie jednak łatwo sprzeciwiają się tej idei – mianowicie, że istnieje coś wyższego od nich samych. Jesteśmy bardzo sztywni i zamknięci w sobie. Nie możemy dostrzec, że w nas samych istnieje coś wyższego niż my sami – mianowicie wyższe poziomy świadomości, wyższe poziomy Bytu i Wiedzy, wyższe poziomy zrozumienia itd. Ta świadomość czegoś wyższego jest punktem krytycznym w dążeniu człowieka do wewnętrznego przebudzenia. I w tym momencie każdy, kto dotarł tak daleko, musi przejść długą, trudną, a zarazem całkiem prostą i bezpośrednią walkę o zachwianie równowagi, która ostatecznie sprawia, że nieprzejednana Osobowość staje się bierna, a esencja – aktywna.
Jaki związek to wszystko ma z pamięcią? Ma bardzo realny związek, ponieważ dopóki człowiek nie zacznie mieć pamięci roboczej i nie będzie mógł zobaczyć siebie przez pewien czas, nigdy nie zbliży się do tego punktu. Dopóki nie przestanie wierzyć, że zna siebie i jest tym, kim sobie wyobraża, że jest, i zachowuje się tak, jak myśli, nie może się zmienić. Dlaczego? Ponieważ jest zadowolony ze swojego Wyimaginowanego „ja”. Pozostaje więc we śnie, nawet jeśli życie daje mu w kość. To nigdy nie jest jego wina – oczywiście. Nie widzi, że jego poziom Bytu – to, kim jest – przyciąga jego życie. I nie ma prawdziwej pamięci – żadnej pamięci roboczej zdobytej przez samoobserwację. Uważa siebie za coś oczywistego. Pamięć, którą posiada, nie jest prawdziwą pamięcią, lecz pamięcią zmienioną przez próżność i uprzedzenia. Powtarzam: ze wszystkiego, co zrobiliśmy i powiedzieliśmy, ze wszystkiego, co widzieliśmy i słyszeliśmy, lub ze wszystkiego, co inni nam zrobili lub powiedzieli – ze wszystkiego, co myśleliśmy, czuliśmy, zamierzaliśmy lub życzyliśmy sobie, ze wszystkiego naszego zachowania i ze wszystkiego, co inni zrobili wobec nas – z tego wszystkiego pamiętamy stumilionową część, a mimo to wszystko jest błędnie połączone. Ale mamy głębszą pamięć dostępną tylko na wyższym poziomie świadomości, gdzie wszystko jest rejestrowane takim, jakie było w rzeczywistości. Formowanie się pamięci roboczej poprzez Obserwujące „ja” zaczyna podnosić pamięć na inny poziom. Wtedy być może nie doświadczymy w końcu zbyt katastrofalnego szoku konfrontacji z tym, co zrobiliśmy, powiedzieliśmy lub pomyśleliśmy – i co wyobrażaliśmy sobie, że zrobiliśmy, powiedzieliśmy lub pomyśleliśmy.
Zostaw odpowiedź