Wewnętrzne rozdzielenie

Quaremead, Ugley, 20 lipca 1946

Technikę wewnętrznego oddzielenia należy rozwijać przez praktykę. Na początku można powiedzieć, że człowiek nie ma zdolności wewnętrznego oddzielania, po prostu dlatego, że nie zdaje sobie sprawy z takiej możliwości i mówi „ja” do wszystkiego. Nie wie również, że tylko na tej drodze – drodze wewnętrznego oddzielenia – może osiągnąć wyższy poziom siebie, nowe poczucie „ja”. Zwyczajny człowiek jest w stanie snu. Praca wielokrotnie to podkreśla. Ludzie słyszą to stwierdzenie, ale nie dostrzegają, jak ono ich dotyczy. Kiedy Praca mówi, że zwyczajny człowiek śpi, oznacza to, że taka osoba postrzega siebie nie tylko jako istotę świadomą – kogoś, kto postępuje świadomie i wie, co mówi lub robi – ale także jako osobę, która jako dorosły jest trwałym „ja”. Używa „ja” we wszystkim, co mówi i robi, tak jakby to to „ja” działało. Innymi słowy, przypisuje wszystko sobie. Przypisuje sobie swoje uczucia, nastroje, myśli, doznania, mowę, zachowanie, czyny, a nawet trawienie. To właśnie ma na myśli Praca, gdy mówi, że taka osoba śpi. Śpi, ponieważ wszystko sobie przypisuje i nie odczuwa niczego wyższego od siebie ani niczego wyższego w sobie.

Pierwszym krokiem do wyzwolenia się ze snu jest uświadomienie sobie, poprzez bezkrytyczną samoobserwację, że myśli do człowieka przychodzą, uczucia i nastroje do niego przychodzą, doznania przychodzą wraz ze wszystkimi wynikającymi z nich działaniami i że pod tym względem jest on maszyną – maszyną, w której złożonym mechanizmie uczestniczy błędnie w każdej chwili, mówiąc „ja, ja, ja”. Przez to mówienie „ja” przypisuje wszystko sobie. Uświadomienie sobie, że jest się maszyną, jest w tym nauczaniu podkreślane jako pierwszy krok ku wewnętrznej wolności i indywidualnej ewolucji. Dopóki mężczyzna czy kobieta – to znaczy mężczyzna-maszyna lub kobieta-maszyna, którymi zazwyczaj jesteśmy – przypisują sobie każdy proces psychiczny, każdą myśl, nastrój, działanie itd., nie mogą posunąć się ani o krok. Są pogrążeni w swoich złudzeniach. Służą wtedy Naturze – to znaczy kosmicznym wpływom, które wykorzystują ludzkość do własnych celów, bezwzględnie, jak widzimy to dziś tak wyraźnie. Grzech człowieka polega, by tak rzec, na chybieniu celu – na utożsamieniu się z samym sobą. W alegorii z Księgi Rodzaju człowiek zjadł z Drzewa Poznania i odtąd myślał, że wie, co jest dobre, a co złe. To znaczy, zaczął przypisywać wszystko sobie. (Dodam tu, jak niezwykłe jest to, że pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju traktowane są dosłownie, a nie psychologicznie. Atak nauki na religię w ubiegłym stuleciu opierał się na pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju, rozumianych dosłownie – to znaczy przyjmowano, że istniało rzeczywiste Drzewo, rzeczywiste siedem dni stworzenia itd.)

To przypisywanie wszystkiego sobie, będące najgłębszą formą identyfikacji, prowadzi człowieka do przekonania, że wszystko jest jego winą. Wewnętrzne oddzielenie prowadzi do zupełnie innego stanu – do nowego wyobrażenia o sobie. Ponieważ wszyscy tak bardzo przywykliśmy przypisywać sobie wszystko i utożsamiamy się z każdym nastrojem, myślą, uczuciem, które się w nas pojawiają, Praca musi nam nieustannie przypominać, że ten zwyczajny, codzienny stan nas samych jest całkowicie zły. Jest zły od góry do dołu. To stan całkowitego snu – i z tego stanu całkowitego snu, przez samoidentyfikację, Praca usiłuje nas obudzić. To przebudzenie jest początkiem prawdziwego przebudzenia. Nie masz żadnych własnych myśli, chociaż przypisujesz je sobie. Twoje myśli przychodzą do ciebie. Nie masz żadnych własnych uczuć. Twoje uczucia pojawiają się mechanicznie, zgodnie z okolicznościami i twoją typową maszynerią reakcji. Na przykład szlochasz i wzdychasz mechanicznie. To nie ty szlochasz i wzdychasz – to szlocha i wzdycha. Ten szczególny rodzaj maszyny, którą nabyłeś, wywołuje te szlochy i westchnienia. Identyfikujesz się z tą nabytą maszynerią i płaczesz, i zawodzisz tylko dlatego, że tak reaguje twoja konkretna maszyna. Ale myślisz, że to ty jesteś tym szlochającym i wzdychającym „ja”. Tak nie jest. To twoja maszyneria szlochająca i wzdychająca, do której mówisz „ja”. Inny rodzaj maszyny, nabyty w zupełnie innych warunkach, w innym kraju, nie szlochałby i nie wzdychał wtedy, gdy ty to robisz, ale szlochałby i wzdychał w zupełnie innych okolicznościach, które ty mógłbyś podziwiać i uważać za żart. Lecz jeśli nie masz tej wiedzy, nie masz wglądu w siebie, to oczywiście nadal będziesz postrzegał swoje mechaniczne reakcje jako siebie – jako „ja” – i w ten sposób będziesz je sobie przypisywał. Jak więc mógłbyś kiedykolwiek obudzić się do nowego wydania, nowej formy siebie? To oczywiście niemożliwe. Pozostaniesz na poziomie Bytu, na którym jesteś. Ale ta Praca ma na celu podniesienie Bytu. Czy ktokolwiek z was zastanowił się już wystarczająco nad tym, jakim krokiem może być przejście na wyższy poziom Bytu? Co widzicie w sobie poprzez samoobserwację – co jest słabe, leniwe, użalające się nad sobą, skąpe, ograniczone, uprzedzone, nieświadome, głupie, nierozumne, nieszczere, negatywne, zazdrosne, mściwe, krzywdzące, podejrzliwe, skorumpowane, oszukańcze, nieadekwatne i sto innych podobnych rzeczy, które należą do niższych poziomów Bytu? Załóżmy teraz, że bezkrytyczna i szczera samoobserwacja, prowadzona z dostateczną i stopniowo rosnącą pasją, zaczyna budzić rosnącą niechęć do tego, kim jesteśmy obecnie – załóżmy, że zaczynacie dostrzegać, iż niektóre z tych rzeczy są w was i że jesteście tylko człowiekiem – jak można sobie z nimi poradzić? Tylko poprzez wewnętrzne oddzielenie – to znaczy nie przypisując ich sobie. Brzmi to bardzo dziwnie, a jednak tkwi w tym jedna z tajemnic Pracy. Dopóki cokolwiek sobie przypisujesz, utożsamiasz się z tym i dlatego mówisz do tego „ja”. Otóż „ja” w tym sensie nie może walczyć z „ja”. Są one identyczne. Z tego powodu, jeśli człowiek zaczyna dostrzegać słabość, lenistwo, użalanie się nad sobą itd. i zdaje sobie sprawę, że takie rzeczy w nim istnieją, a jednocześnie przypisuje je sobie, nie będzie w stanie się zmienić. To, do czego mówisz „ja”, nigdy się nie zmieni. Tylko poprzez wewnętrzne oddzielenie można cokolwiek w człowieku zmienić. Jeśli dostrzeże w sobie podłość czy użalanie się nad sobą i będzie mógł słusznie powiedzieć: „To nie jestem ja”, to ten mężczyzna, ta kobieta nie będzie już pod władzą podłości ani użalania się nad sobą. Przez chwilę będzie wolny. W związku z tym wszystkim wymagana jest coraz subtelniejsza percepcja wewnętrzna. Na początku wszystko jest szorstkie i gwałtowne. Część formacyjna, która mówi: „Albo to jest prawdą, albo nie”, jest bezużyteczna. Myślenie „pomiędzy przeciwieństwami” musi być powoli dopuszczane przez umysł – to znaczy myślenie relatywne. Czasami coś jest złe, czasami dobre. Ludzie chcą jednoznacznej odpowiedzi, dlatego otrzymują kamienne przykazania. Są one wypisane na kamiennych tablicach: „Nie będziesz…” itd. Ta forma prawdy jest zewnętrzna i jeszcze nieelastyczna – jeszcze nie stała się „wodą”. Ale ludzie, którzy szczycą się swoim rzekomo zdrowym rozsądkiem, trzymają się mentalnej aktywności Centrum Formacyjnego – to znaczy mechanicznej strony Centrum Intelektualnego, które potrafi myśleć jedynie w kategoriach przeciwieństw, czyli wahadła, i nie posiada Trzeciej Siły. Chcą zawsze wiedzieć: „Czy to jest dobre, czy złe? Proszę tylko o jasną, jednoznaczną odpowiedź”. Ale prawda jako „woda” taka nie jest.

Wracam teraz do tajemnicy nieprzypisywania sobie myśli, nastrojów itp. i w konsekwencji nie mówienia im zawsze „ja”. Trzeba umieć powiedzieć: „To nie jest ‘ja’”. Weźmy myśli. Myśl przychodzi do ciebie. Mówisz jej „ja”. Wchodzisz więc w nią, a ona ma nad tobą władzę. Ale nie musisz tego robić. Kiedy Chrystus powiedział, że to, co wchodzi w człowieka, nie kala go, miał to na myśli. Na przykład negatywne myśli wnikają w nas nieustannie. Jeśli nie masz w sobie żadnego zamknięcia, niczego, co by je powstrzymało, one po prostu cię atakują, a ty jesteś bezsilny wobec ich mocy, więc działasz pod ich wpływem i wyrażasz je gestem, zachowaniem, mową lub działaniem. To wychodzi z ciebie. Wtedy to ty jesteś winny. To twoja wada, wynikająca z braku wewnętrznego oddzielenia. Jesteś wtedy maszyną, napędzaną głównie przez negatywne myśli i uczucia. Ale jeśli masz w sobie miejsce Pracy, święte dla siebie, i przebywasz w nim co najmniej trzy razy dziennie, oddzielasz się od tych nieprzyjemnych czy złych myśli lub nastrojów – które nie są tobą – i nic z nich z ciebie nie wychodzi. To początek tworzenia w sobie czegoś nowego – mianowicie samej Pracy.

Z tego, co zostało powiedziane, można teraz rozwikłać i zrozumieć psychologiczne znaczenie słów Chrystusa, które pozornie odnosiły się do dosłownego pokarmu, rytualnie zakazanego, ale w rzeczywistości oznaczały pokarm psychologiczny – myśli, nastroje itd. Człowiek może mieć złe myśli, które go nachodzą, ale się od nich odcina. Jest niewinny. Nie może powstrzymać nachodzących go złych myśli, ale one go nie kalają. Może się od nich odciąć, nie wyrazić na nie zgody, nie powiedzieć im „ja”. Chrystus powiedział:

„Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumcie: nic, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może go skalać; lecz to, co wychodzi z człowieka, to go kala. Gdy oddalił się od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: Czyż i wy jesteście tak nierozumni? Nie rozumiecie, że nic, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może go skalać, ponieważ nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i wydalane jest na zewnątrz?” (Tak uznał wszystkie pokarmy za czyste.) Mówił dalej: „To, co pochodzi z człowieka, to kala człowieka. Bo z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, zazdrość, bluźnierstwo, pycha, głupota. Całe to zło pochodzi z wnętrza (Mk 7, 14-23) i kala człowieka”.

Kiedy identyfikujesz się ze złą myślą, działasz z jej powodu. Wnika ona w ciebie, a potem z ciebie wychodzi. Samo wejście nie kala – ale działanie, które z niej wynika, już tak. Ludzie często niepokoją się swoimi myślami. Ich myśli wnikają w nich z zewnątrz. Myślą, że to są ich myśli – że sami je stworzyli. To błąd. Myśli przychodzą do nich. Nikt nie może myśleć sam z siebie. A jednak ludzie tak twierdzą. To błąd. Myśli przychodzą. Każdy rodzaj myśli może w ciebie wniknąć. Niektóre myśli są pożyteczne i nie trzeba się od nich oddzielać. Myśli wlatują do nas z każdej strony jak niezliczone ptaki do szeroko otwartej klatki – i odlatują. Ale to nie są nasze myśli. Możesz jednak uczynić je wszystkie swoimi, mówiąc „ja” – jeśli je sobie przypisujesz. Myślisz: „Ja to pomyślałem”. Kiedy sądzisz, że myślisz sam z siebie, chcesz sam z siebie i wyobrażasz sobie, że zrobiłeś wszystko sam z siebie, i nie zdajesz sobie sprawy, że to wszystko jest mechaniczne – to znaczy, kiedy przypisujesz sobie wszystko w swoim życiu, śpisz. Śpisz w życiu i śpisz w sobie. Kiedy dostrzegasz, że twoje myśli napływają do ciebie i że możesz się z nimi utożsamić lub nie, a także kiedy dostrzegasz, że nie masz prawdziwej Woli, a jedynie wypadkową pragnień wielu zmieniających się „ja” pozostających w konflikcie – wtedy zaczynasz się budzić ze snu. Tracisz swój życiowy obraz siebie. Ten obraz siebie odpada niczym skóra, a pojawia się coś innego, coś innego niż to, za co się uważałeś. Stajesz się świadomy całego szeregu nowych znaczeń. To początek psychotransformizmu.


Odkryj więcej z życie jako system

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z życie jako system

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej