Quaremead, Ugley, 8 sierpnia 1946
KOLEJNA UWAGA O DRUGIM CIELE
Jeśli człowiek podąża za Pracą i praktykuje ją ze swojego zrozumienia oraz chce jej ze swojego zrozumienia, zaczyna tworzyć w sobie Drugie Ciało. W rzeczywistości pracuje wtedy w innych pokojach — to znaczy w pokojach Trzeciego i Czwartego Ciała. Pracować to być posłusznym. Być posłusznym to chcieć. Działać z Pracy to pamiętać siebie. Pamiętać siebie to zacząć tworzyć coś nowego — to znaczy Drugie Ciało. W tym artykule będę mówił po prostu o „Drugim Ciele”, choć jednocześnie obejmuje to formowanie się dalszych ciał.
Jeśli chcesz tej Pracy i tego, czego ona naucza, i czynisz to, uformujesz w sobie coś odmiennego od swojej mechanicznej psychologii. Uformujesz nowe ciało. Cała ta Praca jest tak ułożona w każdym szczególe, że jeśli ją rozumiesz i praktykujesz, i coraz bardziej odczuwasz jej codzienną obecność, i starasz się jej chcieć, a tym samym być jej posłusznym, uformujesz w sobie nową psychologię, odrębną od wielorakiej, chaotycznej psychologii licznych „ja”, które ludzie zwykle posiadają i które biorą za prawdziwe „ja”. Trudność polega na tym, że ludzie nie dostrzegają, iż muszą być posłuszni tej Pracy i chcieć jej w swoim codziennym życiu — w codziennych zdarzeniach. Ludzie słyszą tę Pracę raz po raz, a mimo to w codziennym życiu zachowują się tak, jakby nigdy nie słyszeli, czego ona naucza. Potem na przykład zaczynają się spierać, czy trzeba najpierw stać się Człowiekiem Zrównoważonym, zanim można uformować Drugie Ciało. Rzecz polega po prostu na tym, że jeśli słyszysz, rozumiesz, chcesz, a tym samym jesteś posłuszny tej Pracy, osiągniesz nowy etap samego siebie. Praca zrobi resztę za ciebie. Mężczyzna, kobieta — muszą żyć tą Pracą.
Spróbujmy teraz zrozumieć w możliwie najprostszy sposób, co znaczy słyszeć, rozumieć, chcieć, a tym samym czynić tę Pracę. Weźmy jeden punkt — że masz obserwować w sobie Osobowość poprzez samoobserwację. Łączy się to z najwyższym nauczaniem, że Osobowość musi w końcu stać się w nas bierna, zanim będą mogły zajść wszystkie wewnętrzne zmiany możliwe dla Człowieka. Twoja Osobowość jest obecnie w chaosie, w nieładzie. Nie ma żadnej organizacji, choć za pośrednictwem Wyobrażonego „ja” udaje, że ją ma, i cię łudzi. Twoja Osobowość jest niczym innym jak masą nabytych, sprzecznych „ja”, a każde „ja” w danej chwili może przejąć nad tobą całkowitą kontrolę. Gdybyś mógł słyszeć, rozumieć i być posłuszny Pracy, byłoby to niemożliwe, bo wtedy to twoje „ja” Pracy przejęłyby nad tobą kontrolę. Obecnie człowiek, który po prostu idzie za swoimi zmieniającymi się „ja” — to znaczy zwykły mechaniczny człowiek — nie ma, mówiąc słowami G., żadnej prawdziwej psychologii i jest niczym innym jak maszyną. Jeśli idziemy za Osobowością i jej wielością zmieniających się „ja”, jesteśmy maszynami i żyjemy pod hipnozą Wyobrażonego „ja” — to znaczy wyobrażamy sobie, że mamy prawdziwe, stałe „ja”. Poprzez długą samoobserwację to fałszywe wyobrażenie o sobie stopniowo zostaje usunięte. Dzieje się to wtedy, gdy Praca zaczyna czynić Osobowość bierną. Tacy, jacy jesteśmy, padamy ofiarą najgłupszych i najśmieszniejszych małych „ja”, które przejmują nad nami kontrolę i o których wyobrażamy sobie, że naprawdę wiedzą, co jest dobre, a co złe.
Jeśli teraz słyszymy, rozumiemy i zaczynamy być posłuszni Pracy, stopniowo zostanie nam ukazane, co jest naprawdę dobre, a co złe. Na przykład wszystkie negatywne emocje są złe i trzeba z nimi walczyć ze wszystkich sił w codziennym życiu. Podobnie wszelkie formy rozważania wewnętrznego, robienia rachunków przeciwko innym, są złe i trzeba z nimi walczyć. Również wszelkie formy usprawiedliwiania siebie są złe. I wreszcie — a jest to rzecz najważniejsza — identyfikowanie się jest złe i trzeba się z nim zmagać na wszelkie możliwe sposoby przez resztę naszego życia.
Weźmy w tym ostatnim kontekście człowieka, który ma wiele dumy z siebie. Jest oczywiście przekonany, że rozumie, co jest dobre, a co złe, co jest słuszne, a co niesłuszne, i postępuje zgodnie z tym — choć jest to zupełnie sprzeczne z tym, czego nauczyłaby go Praca. W takim przypadku ani nie słyszy, ani nie rozumie, ani nie jest posłuszny Pracy. Prawdopodobnie doda tylko ideę Pracy do swojej dumy z siebie i w ten sposób ją wykorzysta. Poczuje się większy niż Praca, a więc jego Osobowość pozostanie aktywna. Innymi słowy, Praca nie dotrze do jego wewnętrznych głębi i nie sprawi, by zaczęło tam coś wzrastać — mianowicie wzrost jego Istoty, czyli części rzeczywistej. Jak wiesz, uczy się nas, że w poszukiwaniu Cechy Głównej mamy obserwować, co należy do naszej miłości własnej i dumy z siebie, jako jedną ze wskazówek. W takim przypadku jedynym podejściem do dalszego wewnętrznego rozwoju jest pokora — poprzez rzeczywiste doświadczenie, nieustannie odnawiane, że się nie wie — że w istocie nie wie się nic, a jedynie wciąż udaje, że się wie. Często mówię wam o poczuciu własnej zasługi, poczuciu, że jest się przypadkiem szczególnym, niejako odmiennym od innych ludzi, o poczuciu samozadowolenia, łagodnej lub aroganckiej wyższości i tak dalej. Wszystko to wyrasta z dumy z siebie i miłości własnej. Człowiek musi w końcu dojść do punktu, w którym jasno uświadamia sobie, że jest niczym. Wtedy może stać się czymś. Wtedy Praca zajmuje miejsce tego, co sobie wyobrażał. Duma z siebie może stać człowiekowi na drodze do tego, by Praca na niego działała — i w istocie tak się dzieje przez wiele lat. Miewa, by tak rzec, napady ogromnej dumy z siebie, po których następują napady wewnętrznego upokorzenia, i przez długi czas nie odczuwa pokory jako swojej najbardziej rzeczywistej, ciekawej strony, a dumy z siebie jako swojej męczącej, sztucznej strony — i dlatego nie chwyta wielu form poznania i wewnętrznej percepcji, które wiążą się z chwilową nieobecnością dumy z siebie. To samo dzieje się w zwykłym życiu wśród ludzi religijnych. Wyznają wiarę w Boga, ale wewnętrznie nie wierzą. Wierzą w samych siebie. Można wyznawać wiarę w tę Pracę, ale wewnętrznie jej nie mieć. Jednakże kilka „ja” może wierzyć — i wtedy nieuchronnie musi rozegrać się długa walka między „ja”, które wierzą w tę Pracę, to znaczy w coś wyższego, a „ja”, które nie wierzą. Kiedy człowiek jest w swoich „ja” Pracy, jest zupełnie inny, ale jakaś przypadkowa okoliczność zewnętrzna może nagle przerzucić go w jego „ja” życia, które nie wierzą w Pracę — to znaczy nie wierzą, by istniało cokolwiek wyższego niż zmysłowe życie zewnętrzne. W tym sensie człowiek musi zmagać się między zmysłami a duchem. Cały ezoteryzm naucza tego samego i znajdziesz to na każdej stronie Ewangelii. Pamiętaj teraz, że nie ma żadnego powodu, dla którego miałbyś czynić tę Pracę. Pamiętaj o tym zawsze. Zawsze stawiaj sobie ten punkt przed oczy — mianowicie, że nie ma żadnego powodu, dla którego miałbyś czynić tę Pracę. Nie ma na to żadnego zewnętrznego dowodu. Możesz żyć dalej tak, jak żyłeś zawsze. Nikt nie jest proszony, by czynił tę Pracę. To po prostu kwestia twojego własnego wyboru. Nie składasz żadnych ślubów. Ale jeśli zaczynasz ją słyszeć i jeśli to, co słyszysz, przenika do głębszego poziomu, i zaczynasz coś z niej rozumieć, i zaczynasz starać się być jej posłuszny w codziennym życiu, wtedy tą wewnętrzną rzeczą, która wiąże cię z tą Pracą, będzie twoje zrozumienie.
Człowiek może łatwo wystąpić przeciw swojemu zrozumieniu, ale w takim razie znajdzie się z powrotem w życiu, dokładnie takim, jakie było. A jeśli uzna to za bardziej zadowalające, powinien wrócić i jak najszybciej zapomnieć wszelkie zrozumienie tej Pracy, jakie posiadał. W istocie nie musi zapominać, bo Praca sama z niego zniknie. W takim przypadku człowiek pozostanie w tym samym stanie swojej psychologii co przedtem. Pozostanie masą sprzecznych „ja”, które przejmują nad nim kontrolę i zmuszają go, by w różnych chwilach robił różne rzeczy i myślał, że to „ja” działa. Taki człowiek oczywiście nigdy nie uformuje w sobie nowego ciała psychologicznego: będzie żył i umrze w wielości bytu. Nie będzie miał samowiedzy i, krótko mówiąc, nie zrobi nic dla siebie przez całe życie prócz służenia mechanicznemu życiu. Zastanawiam się, czy niektórzy z was wciąż myślą, że powinni służyć mechanicznemu życiu, takiemu, jakim jest teraz. Pytam was: czy stanęliście wobec tego pytania twarzą w twarz? Spójrzcie teraz na życie. Czy myślicie, że prowadzi ono dokądkolwiek?
Pomówmy teraz dalej o kwestii Cechy Głównej, która w pewnych przypadkach łączy się z dumą z siebie, a tej nie da się oddzielić od miłości własnej. Taki człowiek zawsze będzie chciał postawić na swoim. Dlatego nie będzie zdolny być posłuszny Pracy, bo Praca żąda od niego, by wystąpił przeciw swojej własnej woli. Nie będzie ona dla niego czymś większym niż on sam. Nie można być posłusznym czemuś, co odczuwa się jako mniejsze od siebie. Taki człowiek często będzie czuł, że robi to, co należy, to, co uważa za słuszne, ale będzie stawiał na swoim — to znaczy będzie działał ze swojej miłości własnej albo swojej własnej woli. Dumy z siebie, miłości własnej i własnej woli nie da się rozdzielić. Duma z siebie jest przejawem miłości własnej, a własna wola jest przejawem obu. Jak często wam mówiłem, kiedy niektórzy z nas byli we Francji, powiedziano nam, że Osobowość nie ma niemal żadnego prawa istnieć. Wolę Osobowości trzeba było poświęcić. Człowiek może mieć zastrzeżenia do tego i zastrzeżenia do tamtego albo może stawiać te lub owe warunki, zanim na cokolwiek przystanie. Wszystko to będą przejawy Osobowości pod postacią dumy z siebie, miłości własnej i własnej woli — to znaczy Praca nie będzie na pierwszym miejscu, lecz własna wola, miłość własna będą na pierwszym miejscu. Mechaniczna, nabyta Osobowość będzie kierować życiem człowieka. Trudność polega na tym, że człowiek — czy to mężczyzna, czy kobieta — przez długi czas nie dostrzega, że tak może być. Ludzie, jak zauważam, albo pysznią się tym, że są dumni, albo mówią, że nie mają dumy. Duma z siebie jest w każdym, ale u niektórych Cecha Główna jest z nią związana bardzo bezpośrednio, a u innych tylko pośrednio. Duma jest w nas wszystkich cechą bardzo utajoną, którą niełatwo zaobserwować, ale może ona tworzyć bardzo silną barierę dla dalszego kroku w rozwoju. Bardzo łatwo usprawiedliwiamy swoją dumę, ale gdy poprzez wewnętrzną percepcję zaczynamy smakować tę zimną, twardą, nieprzejednaną cechę, uświadamiamy sobie, jak ważne jest, by ją zmiękczyć i postawić się w położeniu tych, których potępiamy przez nią albo wobec których czujemy się lepsi. Wiecie, że uczniowie nie byli oskarżeni o próżność. Często myślę, że jedno z rozróżnień między dumą a próżnością jest następujące: próżność chce być pierwsza, jak ci dwaj uczniowie, którzy chcieli usiąść jeden po prawicy, a drugi po lewicy Chrystusa w Niebie, ale duma jest raczej w tym, co powiedział Piotr, gdy zawołał: „Choćbym miał umrzeć z Tobą, nie zaprę się Ciebie”. Ale zaparł się. Ze strachu zaparł się Chrystusa.
Przypuśćmy teraz, że zaczynasz dostrzegać dumę jako osobiste, codzienne doświadczenie poprzez samoobserwację. Wtedy widzisz jednego z tych dwóch olbrzymów, którzy kroczą przed nami i decydują o naszym życiu. Jeśli rozumiesz coś z Pracy i zacząłeś pragnąć, by się jej trzymać, tak by mogła cię zmienić w ów nieopisany i niezgłębiony sposób, w jaki to czyni — gdy już cenisz ją dostatecznie — wtedy zobaczysz, że musisz być posłuszny Pracy i postawić ją wyżej od siebie, zmagając się z tą dumą, z formami, w jakich wyraża się ona w twoim życiu. Pamiętaj, że mówimy teraz o dumie jako źródle Cechy Głównej. Wtedy będziesz słyszał, rozumiał i był posłuszny Pracy, a to zacznie tworzyć w tobie nową psychologię, nowego człowieka, którego możemy nazwać Drugim Ciałem. Nie zaczynaj spierać się o coś, co nas obecnie nie dotyczy — czy takie wysiłki uformują Drugie, Trzecie czy Czwarte Ciało. Takie wysiłki uformują w tobie nowe ciało, nowego człowieka, nową psychologię, ponieważ zaczniesz podążać za samą Pracą i ją praktykować. Sama Praca jest zorganizowaną całością, która może stworzyć w tobie nowy organizm, drugiego i nowego człowieka.
Pamiętaj, że Praca działa nie przez dodawanie do tego, czym jesteś, lecz przez przemianę tego, czym jesteś. Praca ma cię zmienić, nie dodać czegoś do ciebie takiego, jakim jesteś, lecz całkowicie zmienić to, czym jesteś teraz. Nie możesz czynić tej Pracy i pozostać taki sam. Nie możesz wlać nowego wina do starego bukłaka samego siebie. Zapytajcie samych siebie, niektórzy z was, czy naprawdę w ogóle się zmieniliście i czy naprawdę pragniecie zmienić samych siebie? Czy też jesteście pełni poczucia własnej zasługi? A jeśli pragniecie się zmienić, co takiego macie zmienić — wedle tego, co rozumiecie z nauczania Pracy? Pozwólcie, że przypomnę wam te słowa: „Działać z Pracy to pamiętać siebie”. Wtedy będziecie chcieć Pracy przeciw swojej własnej woli. Nawet sam Chrystus powiedział, że nie czynił swojej własnej woli, lecz Wolę Tego, który Go posłał. Czy widzicie, co znaczy ezoteryzm? Praca i wszystkie jej staranne i piękne nauki dają sposobność chcenia tego, czego ona naucza, a nie działania z własnej woli. Własna wola do niczego nas nie prowadzi. Rozważcie jednak to, czego Praca naucza, i zauważcie, czy kiedykolwiek w życiu naprawdę działaliście z Pracy — to znaczy, czy w jakiejkolwiek chwili usłyszeliście ją, zrozumieli i byli jej posłuszni.
Zostaw odpowiedź