Great Amwell House, 7 grudnia 1946 r.
WYSIŁKI PRZECIWKO NIEKTÓRYM „JA”
Każdy w Pracy dochodzi do punktu, w którym konieczne stają się działania przeciwko pewnym konkretnym „ja”, które pragną utrzymać swoją władzę. Te „ja” są wrogie Pracy, tyle że często sprytnie się maskują. W związku z tym wszystkim musimy powrócić do podstawowych zasad. Przypomnijmy, że z punktu widzenia ezoteryki, czyli prawdziwej psychologii, mężczyzna czy kobieta to nie jedna osoba, ale tłum ludzi różnej postury, w różnym wieku i inaczej ubranych, maszerujących w nieładzie. W tym tłumie są ludzie wszelkiego rodzaju – mili i niemili, wykształceni i niewykształceni, chorzy i zdrowi, uprzejmi i niegrzeczni. Jedna, dwie lub kilka z tych osób może być zainteresowanych ideami Pracy. Reszta może albo w ogóle nie słyszeć, co mówią, albo odpowiadać im, że są głupcami i tak dalej. Wszystkie te głosy można usłyszeć w każdym momencie, jeśli tylko zaczniesz siebie obserwować. Otóż mówienie „ja” do nich wszystkich oznacza identyfikowanie się z nimi, a to sprawia, że nic nie może się w nas zmienić. Jesteśmy wtedy przyklejeni do siebie i nie możemy zmienić tego, kim jesteśmy. To jest ogólna zasada i dobrze jest ją sobie często powtarzać oraz wciąż na nowo odkrywać jej znaczenie.
Nazywa się to doktryną „ja”. Jest ona fundamentalna. Wiąże się bezpośrednio z nauką o poziomie mechanicznego bytu człowieka – mianowicie z tym, że jego byt cechuje się wielością i pozbawiony jest jedności. Musi to zostać zrealizowane osobiście poprzez samoobserwację – poprzez Pierwszą Linię Pracy, to znaczy pracę nad sobą. Ludzie mogą próbować autentycznie pracować nad sobą, ale próbują to robić bez jakiejkolwiek obserwacji „ja”. Biorą całą masę siebie za jedność, za „ja”. Nie da się pracować nad sobą, jeśli bierze się całą masę siebie za jedność, za „ja”. Musimy być o tym nieustannie przypominani. Czy widziałeś siebie maszerującego jako tłum „ja” – niektóre dobre, niektóre złe, niektóre w strzępach, niektóre przesadnie wystrojone, niektóre pełne dobrych intencji, niektóre oszczercze, niektóre odważne, niektóre użalające się nad sobą, niektóre inteligentne, niektóre głupie, niektóre słabo rozwinięte, niektóre nierozwinięte i dziecinne, i tak dalej? Ta maszerująca kolumna – maszerująca byle jak, raz jedni na czele, raz inni – ta chaotyczna ekipa prowadzi życie za jednego. Jest to sformułowanie w Pracy, którego ostatnio się nie używało. Przypomniał mi o nim list, który otrzymałem kiedyś, lata temu, od pewnej osoby z Pracy. Napisała: „Wiele było w Pracy rzeczy, których nie rozumiałem, ale mały fragment, sformułowanie, którego użyłeś, poruszyło coś we mnie i prześladuje mnie do dziś – częściowe zrozumienie tego, co miałeś na myśli, mówiąc, że człowiek zawiera w sobie grupę sprzecznych 'ja’, które prowadzą życie za jednego”. Powiedziała, że patrząc wstecz, zaczęła zdawać sobie sprawę, że nigdy nie prowadziła własnego życia, lecz była zmuszona prowadzić życie, które te „ja” w niej uparcie narzucały. To właśnie te „ja” kierują naszym życiem za nas – organizują nam sprawy, każą robić to i tamto, myśleć i mówić tak, jak im się podoba, narzucają nam to, co lubimy, a czego nie lubimy. Problem polega na tym, że bierzemy je wszystkie za „ja” i wierzymy, że to ja lubię i ja nie lubię. Uświadomienie sobie – osiągnięcie zrozumienia – że nie trzeba już dłużej tkwić w tych „ja” ani choćby przez chwilę w nie wierzyć, jest wielkim wyzwoleniem. To początek wewnętrznej wolności. To zdecydowany krok, choćby najmniejszy, w kierunku Prawdziwego „ja”. Często kierują naszym życiem za nas jakieś nieprzyjemne „ja”, które czerpią przyjemność z unieszczęśliwiania nas. Są sprytne w udawaniu. Na przykład mówią – a raczej każą nam mówić – słodkim, smutnym tonem rzeczy w rodzaju: „Gdybym tylko zetknął się z tą Pracą wcześniej, zmieniłoby to tak wiele w moim życiu”. Wywołują tę myśl, a człowiek po prostu sądzi, że to jego własna myśl i że jest prawdziwa. „Ja” wywołują w nas myśli, a my odbieramy je jako nasze własne. Negatywne „ja” – czyli te, które mogą swobodnie oddychać tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie negatywnym – są pod tym względem bardzo sprytne. Kiedy znajdujesz się w stanie racjonalnym, czekają, aż będą mogły podsunąć myśl, która wprawi cię w stan negatywny. Wtedy karmią się twoim negatywnym stanem. Wszystko staje się takie proste i jasne, gdy zacznie się praktycznie rozumieć „ja” i pozbędzie się złudzeń co do prawdziwej osoby.
Teraz przejdę do poprzedniego artykułu na temat „Wysiłku” i powiem więcej o mechanicznym lubieniu i nielubieniu. Mówiono, że najpierw musimy podjąć wysiłek, aby powstrzymać wewnętrzną, mechaniczną niechęć – i mówiono również, że nie jest to takie trudne, gdy tylko zauważymy ją w działaniu poprzez obserwację. Nazywamy to „Stop”. Robimy wobec niej „wewnętrzny stop”, bez kłótni i samousprawiedliwiania się. Innymi słowy, przestajemy o tym mówić i praktykujemy wewnętrzną ciszę. Wszyscy możecie to zrobić. Powiedziano następnie, że musimy zacząć lubić to, czego nie lubimy – i dodano, że prowadzi to do właściwego poczucia nicości. Praca bowiem nie może do nas dotrzeć, jeśli jesteśmy pełni poczucia własnej wartości, pełni naszej ważności, naszego egoizmu, naszego przekonania o własnej racji. Wkracza ona w to, co najniższe, najbardziej pogardzane – tam, gdzie jesteśmy niczym, a nie czymś. Jest blisko, gdy czujemy, że nie wiemy, a nie wtedy, gdy czujemy, że wiemy. Ogólnie rzecz biorąc, im bardziej bierna jest Osobowość, tym bliższe są wpływy Pracy – i są one bliżej biernych części Osobowości niż aktywnych. Mówi się nam, że lubienie tego, czego nie lubimy, jest najszybszą drogą do porzucenia cierpienia. Mówi się nam, że nasze cierpienie jest jedyną rzeczą, którą możemy poświęcić. Praca mówi, że musimy poświęcić nasze cierpienie. Jak więc lubienie tego, czego nie lubimy, może uwolnić nas od masy bezużytecznego cierpienia zgromadzonego w naszym Ciele Czasu – które wszyscy noszą w sobie, cokolwiek by mówili? Co może ono zrobić tym licznym „ja”, które lubią cierpienie – i często wręcz pożerają człowieka – lub wywołują nawracające ataki cierpienia, których Centrum Instynktowne nienawidzi i które są źródłem tak wielu chorób fizycznych? Jeśli na wcześniejszych etapach Pracy istnieje coś, co bardziej charakteryzuje Drogę Chytrego Człowieka niż lubienie tego, czego się nie lubi, to nie wiem, co to jest. To jest bycie przebiegłym, to jest bycie sprytnym, to jest bycie inteligentnym, to jest właściwy wysiłek. Załóżmy, że człowiek mniej więcej nie lubi wszystkiego i wszystkich – co wtedy? Pomyślcie sami. Czy odczuje własną nicość, czy raczej będzie robił wewnętrzne rozliczenia? Będzie pełen narzekania. Wszystko będzie dla niego trudne i ograniczone. Z pewnością trudno będzie go zadowolić.
Wszystko to odnosi się do nas samych i musi stać się przedmiotem samokształcenia. Na przykład osoba, której nie lubimy, powinna stać się przedmiotem autentycznego zainteresowania – a wtedy czeka nas prawdziwa praca: rzeczywista, świadoma obserwacja i nieidentyfikowanie się, a także odnajdywanie tych samych cech w sobie. Słowem – wszystko, czego uczy Praca. Kiedy spotykasz osobę, która najwyraźniej cię nie lubi, pojawia się kolejne zadanie do wykonania. Zauważ – jeśli potrafisz – czego ona w tobie nie lubi. Pamiętaj, że musimy dziękować tym, którzy sprawiają, że praca nad sobą staje się dla nas koniecznością. Praca nie oznacza mechanicznego zachowywania się tak, jak nam się podoba – lecz zachowywanie się bardziej świadomie. Jeśli pozwolimy tym „ja”, które dotychczas kierowały naszym życiem za nas, przejąć tę Pracę, znajdziemy się rzeczywiście w stanie dezorientacji. W Instytucie we Francji ledwie liczyło się to, kim byliśmy za życia. Osobowościom ledwie pozwalano istnieć. Dlaczego? Ponieważ celem Pracy – i wszelkich nauk ezoterycznych – jest zmiana bytu. Jak może zmienić się bycie, skoro „ja”, które zawsze prowadziło twoje życie, wciąż pozostaje w pełni sił? Nie, zmiana bytu oznacza zmianę samego siebie, a to z kolei oznacza, że inne „ja” – „ja”, które chcą pracować, rozumieć i ostatecznie utworzyć Zastępcę-Zarządcy – występują naprzód i przejmują dowodzenie. Nadchodzi więc czas, jak powiedziano, kiedy trzeba podjąć wysiłki przeciwko pewnym konkretnym „ja”, które chcą utrzymać swoją władzę i są wrogie Pracy. Wiele z tych „ja” należy do wyobrażeń, jakie mamy o sobie w życiu – to znaczy do Fałszywej Osobowości. Inne należą do Centrum Formacyjnego, a jeszcze inne gdzie indziej, na przykład do dawnych nienawiści. Praca jest na tyle silna, że może je pokonać, gdy naprawdę wniknie w umysł i zmusi go do myślenia w nowy sposób. Najpierw należy uzyskać właściwe wewnętrzne nastawienie do Pracy – wtedy wszystko ułoży się we właściwej kolejności.
Zostaw odpowiedź