Great Amwell House, 21 grudnia 1946 r.
O ZNAJDOWANIU ROZWIĄZAŃ
Pewnego razu pan Uspieński mówił o kimś, kogo opisał jako człowieka sprawiedliwego i gwałtownego. Powiedział, mówiąc wprost: „Wierzy on, że istnieją ostateczne rozwiązania dla wszystkiego. To czyni go gwałtownym. Nie zdaje sobie sprawy, że wszystko się zmienia i przeobraża, że człowiek nie może nic zrobić i że nie ma ostatecznych rozwiązań. Gdyby istniały, życie przestałoby być życiem. Byłoby śmiercią. Musicie zrozumieć, że życie to perpetuum mobile. Te same problemy pojawiają się w kółko, a ludzie próbują je rozwiązać, znaleźć ostateczne rozwiązania – lecz nikt nie potrafi. Jak mogliby? Musimy zdać sobie sprawę, że główne problemy życiowe są nierozwiązywalne. Jest tylko jedno rozwiązanie wszystkich problemów, a jest nim zmiana nastawienia”. Zapytałem go: „Ma pan na myśli, że zawsze trzeba zaczynać od siebie?”. Odpowiedział: „Tak, ponieważ nie można zmienić życia – po cóż więc zaczynać od życia, od drugiej osoby i starać się najpierw ją zmienić? Można natomiast zmienić siebie, a tym samym zmienić swoje reakcje na życie. Zmiana nastawienia zmienia sposób, w jaki życie cię dotyka. Postawy łączą nas z rzeczami zewnętrznymi i czynią je ważnymi lub nieważnymi, zależnie od tego, jakich postaw nas nauczono. W ten sposób przywiązujemy się do rzeczy nieistotnych i traktujemy je tak, jakby były całym naszym życiem, a rzeczy naprawdę ważne zaniedbujemy”.
W tym kontekście staje się jasne, co pan Uspieński podkreślał – mianowicie to, czym Praca jest dla osoby, która zaczęła rozumieć jej kierunek i znaczenie. Trzeba zacząć od siebie. To właśnie to „siebie” należy zmienić. Praca nie dotyczy rzeczy zewnętrznych, lecz wewnętrznych – rzeczy w nas samych – i dlatego zaczyna się od samoobserwacji. Rozpoczynając od samoobserwacji, kładzie nacisk na to, jacy jesteście. Życie – zgodnie z naukami Pracy – jest ogromną, splecioną maszynerią, w której wszystko po prostu się dzieje. Praca usuwa zatem cały nacisk z życia, z tego, co się wydarza, z tego, jak ludzie się do was odnoszą, a kładzie nacisk na to, jakimi jesteście ludźmi i jak odbieracie rzeczy. Jeśli chodzi o to, co nazywamy wami, uczy ona, że jest to masa nabytych skojarzeń i buforów, masa nabytych postaw, a zatem nabytych mechanicznych reakcji na życie. Te postawy, te reakcje, można zmienić. Nie musicie reagować w swój typowy sposób. Nie musicie czuć się przygnębieni, negatywni czy agresywni, jak to zwykle bywa. To wasza psychologiczna machina sprawia, że tak się dzieje. Życie nie musi wywierać na was wciąż tego samego, powtarzającego się wpływu, który nawykowo na was wywiera i który uznajecie za oczywisty i słuszny. Nawyki odbierania życia w taki sposób, w jaki je odbieracie, wynikają z posiadania lokalnie nabytej, utrwalonej machiny. Możecie ją jednak zmienić, jeśli zaczniecie obserwować, jak mechanicznie odbieracie rzeczy, i uświadomicie sobie swoją mechaniczność, a w końcu doświadczycie nagłych przebłysków wglądu, dzięki którym zrozumiecie, że zawsze odbieracie rzeczy mechanicznie – i nie musicie tego robić. Wtedy zaczynacie dostrzegać, na czym polega Praca – to znaczy na samoprzemianie. Prawda jest taka, że ludzie nie rozumieją, co oznacza „Osobowość”. Chodzi o nabytą stronę siebie i to właśnie ona musi zostać uczyniona bierną – mianowicie ten mechaniczny sposób odbierania życia, ludzi i samego siebie. Jest to z pewnością wielka prawda, której niewielu potrafi sprostać, będąc tak bardzo przekonanymi o własnej słuszności we wszystkim. Kiedy nowa osoba zostaje wciągnięta w tę Pracę, najpierw myślę: „Czy ta osoba kiedykolwiek dostrzeże siebie i zacznie nad sobą pracować, czy też jest już skrystalizowana w życiu, w swoich postawach i ocenie samej siebie?”. Zauważa się, jak mówi; zachęca się ją do mówienia w sposób, w jaki robi to nawykowo – a potem w końcu można stwierdzić, że albo nigdy nie będzie w stanie oddzielić się od tego, czym uczyniło ją życie, albo może to zrobić w niewielkim stopniu, albo też może pójść nawet dalej i faktycznie zacząć zmieniać swoje istnienie.
Jeśli człowiek nie potrafi w żaden sposób zobaczyć siebie, jeśli jest tak przyklejony do siebie, że nie dostrzega tego, do czego jest przyklejony – to nie może wykonywać tej Pracy wewnętrznie, choć może czynić wystarczająco dużo zewnętrznie, jeśli znajduje się na poziomie Dobrego Gospodarza, by pracować zewnętrznie – to znaczy służyć Pracy i jej zewnętrznej dyscyplinie. A osoba, która czyni to wiernie, może stopniowo, mocą Pracy, w stopniu, który jej nie zaszkodzi, otrzymać początek wglądu w to, co dotychczas uważała za siebie. Mówię „stopniowo”, ponieważ człowiek pozbawiony życia wewnętrznego, gdyby nagle oderwał się od wszystkiego, co ceni i czym się szczyci, zostałby całkowicie rozbity. Mając fundamenty wyłącznie w życiu i nic ponadto, załamałby się pod wizją wyższego poziomu siebie i innego porządku rzeczy.
Wróćmy teraz do kwestii znajdowania rozwiązań. Praca uczy, że rozwiązanie rzeczy leży ostatecznie tylko w tobie samym – w tym, jak je odbierasz. Weźmy kwestię lubienia i nielubienia, której wielu jeszcze nie rozumie. Najpierw, w Drugiej Linii Pracy – to znaczy w odniesieniu do innych – mówi się, że musisz zacząć od siebie i przestać nie lubić. Jak już wskazano, można to zrobić. Jak? Zauważając, gdzie skupia się wrażenie osoby, której mechanicznie nie lubisz, i nie utożsamiając się z nim. Tak – wrażenie wnika i pobudza typową reakcję. Jeśli jednak wiesz cokolwiek o samoobserwacji, masz już w sobie pewien odstęp czasu – pauzę, zanim wrażenie dotrze w pełni do centrów i odniesie swój pełny, mechaniczny skutek. Samoobserwacja otwiera małą przestrzeń, mały odstęp czasu między napływającym wrażeniem a jego umiejscowieniem w miejscu, które nawykowo je odbiera i na nie reaguje. Samoobserwacja zaczyna tworzyć w człowieku życie wewnętrzne. I w końcu w ten właśnie sposób następuje rozwój jego Świadomości – mianowicie Świadomość zaczyna interweniować między wrażeniem a reakcją. Sam człowiek zaczyna stawać pomiędzy życiem zewnętrznym napływającym w postaci wrażeń a swoim psychologicznym mechanizmem, który leży w „ja” i toczy się przez centra. Interweniuje. Zaczyna wtedy świadomie odbierać życie – czyli wrażenia – aby móc powstrzymać niechęć. I tak często rozwiązanie leży właśnie w tym – w powstrzymaniu mechanicznej niechęci.
Kolejnym punktem jest to, że kiedy masz już w sobie tę przerwę, tę chwilową świadomość w nowym miejscu, możesz zacząć lubić nawet to, czego nie lubisz. Jak powiedziano, jeśli potrafisz powstrzymać mechaniczną niechęć – to powszechne źródło utraty siły i negatywności – przechwytując wrażenie nielubianej osoby, zanim w pełni zaangażuje ono nabytą maszynę, którą bierzesz za siebie, to ta praca nad sobą doprowadzi cię do możliwości zagrania kolejnej nuty w tej oktawie – mianowicie rozpoczęcia lubienia tego, czego dotychczas tak łatwo, tak nieustannie, tak niepodważalnie, tak automatycznie nie lubiłeś. Trzeba zmienić siebie z tego, kim się jest. A jeśli nadal będziesz mechanicznie nie lubić, nie możesz siebie zmienić. Wszystkie mechaniczne reakcje na życie, na innych, utrzymują cię dokładnie tam, gdzie jesteś. Pamiętaj, praca nad sobą musi iść w parze z pracą nad innymi. Praca oznacza pracę świadomą – to znaczy nie mechaniczne zachowanie. I tutaj mógłbym powiedzieć, że najbardziej oszukanymi mężczyznami i kobietami są ci, którzy nieustannie powtarzają jak papuga, że zawsze biorą pod uwagę innych i stawiają ich na pierwszym miejscu – jakby można było mechanicznie, z przyzwyczajenia, robić coś, co wymaga najwyższego świadomego wysiłku, stale, każdego dnia, odnawianego. Zaczynając lubić to, czego nie lubisz, zacznij od osoby, którą znasz. Najpierw przestań jej nie lubić. A potem sam zobacz, co się stanie.
A teraz weź siebie. Pokłóciłeś się z kimś. Jakie jest rozwiązanie? Od czego zaczniesz, jeśli naprawdę chcesz pracować świadomie? Od drugiej osoby? Z pewnością nie. To twoja sprawa, więc zacznij od siebie. Co jest nie tak z tobą – a nie z drugą osobą? Rozwiązanie leży w tobie i tylko w tobie. W tej Pracy wszystko musi zostać odwrócone. Chodzi o ciebie, nie o drugą osobę. Dopóki człowiek widzi rozwiązania swoich problemów jedynie w nowym układzie ludzi, w innych, w rzeczach – będzie negatywny. W rezultacie jego umysł będzie martwy – to znaczy nie będzie zdolny do właściwego myślenia. Negatywne emocje uniemożliwiają umysłowi prawidłowe działanie. Zamiast myśleć, człowiek oddaje się negatywnym oskarżeniom – co nie jest myśleniem. Czyż to nie niezwykłe, jak ludzie spędzają życie na mglistych, negatywnych oskarżeniach? Nie, każdy musi zacząć od siebie we wszystkich swoich problemach. Zacznij od tego, co uważasz za siebie, i obserwuj tę rzecz, której nie traktujesz tak lekko jak samego siebie. Nie zaczynaj od osoby, którą uważasz za źródło swojego nieszczęścia. Wtedy zobaczysz, jak Praca przypomina ezoteryczny mit o Perseuszu, który musiał zabić Gorgonę nienawiści i wszelkiej negatywności – Gorgonę, która, jeśli raz na nią spojrzałeś, zamieniała cię w kamień. Perseusz, patrząc na nią w lustrze – to znaczy odwrotnie – i widząc ją w ten sposób w sobie, zabił ją i uwolnił od niej Pegaza, skrzydlatego konia, który w symbolice ezoterycznej oznacza umysł, którego Perseusz dosiadł.
Zostaw odpowiedź