Dalsza uwaga na temat „Ja”

Great Amwell House, 4 października 1947 r.

DALSZA UWAGA NA TEMAT „JA”

„JA” I POZIOMY BYCIA

Ostatnio mówiliśmy o różnych „ja” w nas i o tym, że nie jesteśmy jedną osobą, lecz wieloma różnymi osobami, i że jeśli nie uświadomimy sobie tego poprzez bezpośrednią samoobserwację, nigdy nie zaczniemy rozumieć ani siebie, ani innych ludzi. W tym kontekście mówiliśmy o Prawdziwym „ja”, do którego dotarcie jest celem tej Pracy, zamiast skupiania naszego środka ciężkości na Wyimaginowanym „ja”, będącym źródłem tylu nieszczęść i nieporozumień. Wyobraź sobie dwa Wyimaginowane „ja” poślubiające się nawzajem. Mężczyzna ze snu żeni się ze śniącą kobietą i tak dalej. Wszystko to oczywiście nie może do niczego prowadzić, z wyjątkiem powieści romantycznych, które zazwyczaj i mądrze kończą się właśnie w momencie, gdy wyimaginowany bohater poślubia wyimaginowaną bohaterkę – co jest oczywiście trudnym punktem wyjścia, sugerującym trudne sytuacje w przyszłości. Ostatnio powiedziano również, że czasami, nawet w zwykłym, mechanicznym życiu, możemy doświadczyć chwilowego śladu Prawdziwego „ja”. Jak powiedziano, może się to zdarzyć w przypadkach skrajnego zmęczenia, jak na wojnie, gdy nagle pojawia się dostęp siły, lub w przypadku wielkiego niebezpieczeństwa, a także na wiele dziwnych sposobów, których nie można sklasyfikować, ale które przynoszą ten sam rezultat. W przeciwieństwie do tego, zwyczajne życie snu, w którym jesteśmy pogrążeni, kiedy identyfikujemy się ze wszystkim, co na zewnątrz nas i wewnątrz nas, ma zupełnie inny smak niż te krótkie, spokojne, lecz rzadkie chwile dotknięcia Prawdziwego „ja”, które w Pracy nazywane są „chwilami przebudzenia ze snu” lub „chwilami Samo-Pamiętania”. Niezaprzeczalna różnica w smaku wewnętrznym, w jakości emocjonalnej, między naszymi zwykłymi a tymi wyjątkowymi chwilami pokazuje nam, że istnieje w nas jakiś inny poziom świadomości, inny środek ciężkości i inny poziom doświadczenia – i to wyraźnie wyższy – którego zwyczajowo nie znamy. Otóż w Pracy, jak i we wszystkich naukach ezoterycznych, mówi się, że aby osiągnąć wyższy poziom siebie, nawiązać kontakt z „ja”, które nie przebywa, że tak powiem, w piwnicy domu naszego bytu, należy podjąć wysiłki nad sobą. Bardzo jasno mówi się nam, jakie wysiłki należy podjąć. Na przykład, mówiąc jednym zdaniem, mówi się nam, że człowiek musi obserwować siebie, musi zauważyć, że nie jest jednym, lecz wieloma, że poprzez praktyczną pracę musi zniszczyć iluzję posiadania Prawdziwego „ja”, musi poznać poprzez obserwację niektóre ze swoich wybitnych „ja”, które dotychczas mylił z sobą, i nie identyfikować się z nimi – to znaczy nie mówić im „ja” – ponieważ to, do czego mówisz „ja”, przykuwa cię do tego. Kiedy powiesz „ja” do jakiejkolwiek myśli lub uczucia, ma ono nad tobą władzę. W histerii ofiara identyfikuje się z każdą sensacyjną i przerażającą myślą. Nie ma mocy samoobserwacji i oddzielenia. To trochę jak myślenie, że wąż w trawie to ty, a zatem niemożność oddzielenia przedmiotu od podmiotu. Kryje się tu tajemnica, która sięga bardzo głęboko i nie można jej teraz zgłębić – można jedynie powiedzieć, że Praca uczy, iż ludzkość znajduje się pod wpływem określonej siły hipnotycznej, która utrzymuje ją w uśpieniu i uniemożliwia jej przebudzenie. Podam jedną wskazówkę z innego ezoterycznego źródła. W Księdze Izajasza powiedziano: „Wylał Pan na was ducha twardego snu i zamknął wasze oczy” (Iz 29,10). A w Nowym Testamencie: „Serce tego ludu otępiało, uszy ich stępiały, a oczy swe zamknęli, aby przypadkiem nie widzieli oczami i nie słyszeli uszami, i nie rozumieli sercem…” (Mt 13,15). Ta Praca mówi jedynie, że człowiek śpi i że rodzimy się uśpieni w świecie śpiących ludzi, którzy są utrzymywani we śnie i spędzają czas na zabijaniu się nawzajem. Uświadomienie sobie, że jest nas wielu, a nie jedno, że jakość naszego Bytu charakteryzuje się wielością zamiast jednością, należy do etapu podróży zwanego „przebudzeniem ze snu”, który może zakończyć się ponownym narodzeniem człowieka – to znaczy odnalezieniem i staniem się Prawdziwym „Ja”. Co zatem podejmuje tę podróż? To „ja” w człowieku, które ma największe zrozumienie. Dochodzimy zatem do wniosku, że nasze różne „ja” nie są na tym samym poziomie. Niektóre „ja” są bardzo małe w rozumieniu – bardzo podłe, bardzo biedne, zazdrosne i głupie. Niektóre „ja” są większe i tak dalej. Kiedy człowiek zaczyna słuchać Pracy obojgiem uszu i obserwować siebie zgodnie z jej instrukcjami, wokół „ja obserwującego” gromadzą się wszystkie „ja”, które pragną zrozumieć więcej. Ta grupa „ja” jest na wyższym poziomie niż „ja”, które zajmują się życiem codziennym i jego sprawami. Ten zbiór „ja”, które formują się wokół „ja obserwującego”, nazywany jest Zastępcą Stewarda, a jeśli są wystarczająco silne, by wytrwać i walczyć z wszystkimi tymi negatywnymi i niewierzącymi „ja”, które je atakują, osiągają kolejny etap zwany „Stewardem”. To zwiastun Prawdziwego „ja”. Możemy więc określić je w ten sposób: „ja obserwujące”, Zastępca Stewarda, Steward, Prawdziwe „ja” – w kolejności rosnącej.

Powiedziałem ostatnio, że należy starać się obserwować i studiować historię różnych „ja” w sobie. Niektórzy podejmują się pisania swoich biografii. Ale w swoich autobiografiach zawsze biorą siebie jako jedno „ja”, poruszające się przez Czas. Powinni zamiast tego napisać historię różnych „ja” w nich. Otóż nasze najbardziej mechaniczne „ja” żyją w małych częściach centrów, w piwnicy samego siebie. Są one zazwyczaj dość nieinteligentne i nierozumiejące. Należą do najniższego poziomu naszego Bytu. Przejmują nad nami kontrolę przez większość dnia, mówią przez nasze usta i nazywają siebie „ja”. Są sztywne, zawsze mówią te same rzeczy w ten sam sposób. Pod koniec życia często daje się zauważyć, jak lepsze i bardziej rozumiejące „ja” w danej osobie odłączają się, a pozostają tylko te najbardziej drobne i uciążliwe „ja”. Tego nie da się zrozumieć, jeśli nie uświadomimy sobie, że dana osoba to nie jedno „ja”, ale wiele „ja”, i że te „ja” znajdują się na różnych poziomach, jak druty na słupie telegraficznym. W tej pracy należy dążyć do tego, by nie chodzić zawsze w towarzystwie negatywnych, słabych, próżnych, biednych „ja”, ponieważ one psują wszystko i wywołują złe, wewnętrzne stany. To powszechna rzecz, że chociaż nie mamy mocy, aby uczynić siebie szczęśliwymi, to jednak możemy mieć znaczącą moc oddzielania się od nieszczęśliwych stanów, gdy tylko zaczniemy rozumieć, co oznacza samoobserwacja i brak identyfikacji. Ale wszystko to należy do budzenia się ze snu, więc może nie jest to takie ciekawe jako cel widzenia.


Odkryj więcej z życie jako system

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z życie jako system

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej