Great Amwell House, 24 stycznia 1948 r.
ESENCJA I OSOBOWOŚĆ
IDEA PRACY
Dziś mówimy znów o tym, czego Praca uczy o Esencji i Osobowości. Praca powiada, że rodzimy się jako Esencja. Jako bardzo małe dzieci jesteśmy w Esencji. Ale Esencja, która jest rzeczywistą częścią nas, jest bardzo mała, pierwotna i nierozwinięta. Przez nasz kontakt z życiem, przez tatę i mamę, nianie i nauczycieli, rozwijamy Osobowość, która otacza Esencję, lecz nie sprawia, że Esencja rośnie. Rośnie Osobowość — nie Esencja, nie rzeczywista część was. Następnie wokół Osobowości tworzy się Fałszywa Osobowość, przez którą wyobrażamy sobie, że jesteśmy prawdziwymi ludźmi. Z Fałszywą Osobowością związane jest Wyimaginowane „ja” — to znaczy wyobrażamy sobie, że mamy rzeczywistą, niezmienną, trwałą rzecz zwaną „ja”. Praca uczy jednak, że nie mamy Realnego „ja”, lecz tylko Wyimaginowane „ja”, i że chociaż Realne „ja” w nas istnieje i można do niego dojść, nie mamy z nim kontaktu i mieć go nie możemy, dopóki wyobrażamy sobie, że je mamy. Jedną z mocy wyobraźni jest przekonywanie nas, że mamy coś, czego nie mamy. Mogę wyobrażać sobie, że mam strzelbę; ktoś przychodzi i pyta, czy chcę strzelbę, a ja odpowiadam, że mam. Potem odkrywam, że nie mam. To znaczy: wyobrażam sobie, że mam coś wartościowego, i gdy mi to ofiarowują, odmawiam, ponieważ wyobrażam sobie, że to mam. Później odkrywam, że tego nie mam. To jedna z mocy wyobraźni działających powszechnie na Człowieka. Jak wiecie, Praca powiada, że ludzkość śpi — po części wskutek rozmyślnego hipnotyzmu, który ma ją utrzymać we śnie — i że jeśli człowiek pragnie przebudzić się ze Snu Ziemi, w którym cała ludzkość jest używana i przez to zamieniona w fabrykę bólu dla celów innych niż jej własne, musi zmagać się z wyobraźnią.
Przechodzimy teraz do Komentarza do powyższego nauczania Pracy:
KOMENTARZ
Przebudzić się ze snu znaczy rosnąć, rozwijać się. Mężczyzna, kobieta mogą rosnąć i rozwijać się wewnętrznie tylko przez idee pozytywne. Idee negatywne usypiają ludzkość, idee pozytywne ją budzą. Mówiono wcześniej, że jednym ze sposobów określenia, czym są idee pozytywne, jest ten: cokolwiek wzmacnia Fałszywą Osobowość, nie jest ideą pozytywną. Nikt nie może rozwijać się wewnętrznie przez Fałszywą Osobowość. Praca powiada, że wewnętrznie nikt z nas nie jest dorosły. Powiada, że gdybyśmy byli, wojna ustałaby natychmiast. W odniesieniu do naszego zajęcia, do naszych spraw życiowych, w których zostaliśmy wyszkoleni, możemy wydawać się prawdziwymi mężczyznami i prawdziwymi kobietami. Wyglądamy skromnie ważnie, wygłaszamy właściwe mowy i wykonujemy właściwe ruchy. Nosimy stroje i mundury, mamy starannie ułożone twarze i miny, i radzimy sobie ze sprawami tak długo, jak długo mieszczą się one w linii naszego wyszkolenia. Ale weźcie taką osobę na stronę, poprowadźcie linią jej nieznaną, a stanie się zakłopotana i nieswoja albo, jak się zwykle mówi, „nie w swoim żywiole”.
To jest pierwsze wykształcenie — narzucone przez życie — to znaczy wykształcenie Osobowości. Ta Praca dotyczy drugiego wykształcenia, w którym Osobowość musi zostać osłabiona, a rzeczywista część nas, mianowicie Esencja, ma wzrosnąć. I z pewnością, jak większość z nas już wie, jest to zadanie bardzo trudne. Ale jeśli szukamy nowego znaczenia — a znaczenie jest rzeczą najważniejszą, żyjemy bowiem znaczeniem — musimy oddzielić się od starego, zużytego znaczenia, aby wpuścić w nasze istnienie znaczenie nowe. Inaczej umieramy, choć nasze ciała żyją dalej. Iluż umarłych chodzi ulicami i zasiada w klubach. Nowe znaczenie jest dla nas możliwe tylko przez idee pozytywne. Po pewnym czasie nie otrzymacie już nowego znaczenia od idei życiowych.
* * *
Była kiedyś piosenka — zapewne dla niektórych pospolita — w której pada zwrot: „Skąd masz ten kapelusz?”. Weźmy ten, bez wątpienia pospolity, zwrot za punkt wyjścia. Człowiek jest odziany fizycznie przez ubranie, a odziany umysłowo, czyli psychologicznie, przez prawdę — to znaczy przez tę prawdę, za którą idzie. Ciało odziewają ubrania fizyczne, a to, co uważacie za prawdę, odziewa wasze ciało umysłowe. Mężczyzna, kobieta są najpierw ciałem fizycznym. Mówię „najpierw” ze względu na zmysły. Najpierw widzi się widzialne ciało mężczyzny, widzialne ciało kobiety. Ale ten mężczyzna, ta kobieta mają także niewidzialną psychologię, całkiem możliwe, że anielską, i całkiem możliwe, że diabelską. Ciało fizyczne, wygląd dany przez zmysły, może jednak nie pokazać nam ani trochę natury czyjejś psychologii. Oświadczając się, dajmy na to, można zauważyć na chwilę paskudny wyraz twarzy, ale piękno widzialnego ciała dodaje otuchy i idzie się dalej ufnie. Tymczasem ów paskudny wyraz na moment odsłonił naturę wewnętrznej psychologii — to znaczy rodzaj ciała psychologicznego przywiązanego, bez wątpienia, do tego najcudowniejszego ciała fizycznego. Czyż nie jest dziwne, że — o ile widzę — ludzie muszą mieć ponad siedemdziesiąt czy osiemdziesiąt lat, zanim to zrozumieją, mimo rozmaitych zgrabnych frazesów w rodzaju „Rzeczy nie są takie, jakimi się wydają” albo „Nie wszystko złoto, co się świeci” i tak dalej. A wtedy są już za starzy, by pamiętać, co takiego chcieli zapamiętać, co oszczędza im wielu kłopotów. Mimo wszystko to niezwykły fakt, że mężczyzna o ciężko zmarszczonym czole albo kobieta o zgorzkniałym spojrzeniu, którzy w chwili oświadczyn ani nie marszczą czoła, ani nie patrzą zgorzkniale, oczekują, że głębokie, długo narastające przyczyny tego zmarszczenia i głębokie, długo narastające przyczyny tego zgorzknienia znikną na zawsze mocą tak zwanej miłości. Nie dziwi więc, że ta Praca uczy, iż Człowiek śpi — a to, zauważcie, obejmuje i Kobietę, która także śpi na swój sposób dokładnie tak samo jak Mężczyzna, tylko nie całkiem w ten sam sposób, jak zauważyłem.
Wracam teraz do „kapelusza”. Ta część niewidzialnej psychologii, czyli ciała psychologicznego człowieka, która wiąże się z tym, jak on czy ona myśli, jest „kapeluszem” — czapką myślową. Głowa myśli, więc jej nakrycie jest tym, co ją odziewa. Człowiek myśli z tego, co jest dla niego prawdą. Myślicie z tego, co bierzecie za prawdę. Te formy prawdy, których was nauczono i które przyjmujecie, stanowią wasz „kapelusz”. Jest więc uprawnione pytać kogoś nie tylko: „Dlaczego sądzisz, że to czy tamto jest prawdą?”, ale i: „Skąd masz ten kapelusz?”, co równa się pytaniu: „Dlaczego tak myślisz?”. Odpowiedź brzmi oczywiście: „Bo tak mnie wychowano”. Tak, ale ktoś inny, wychowany inaczej, myśli w inny sposób — to znaczy nosi inny kapelusz, innego koloru albo całkiem innego kształtu. I tak dalej, i tak dalej. A jednak każdy sądzi, że myśli słusznie, i każdy sądzi, że myśli z prawdy absolutnej. Każdy więc nosi inny kapelusz — kapelusz niewidzialny, należy bowiem do ciała niewidzialnego, to znaczy do nabytej psychologii człowieka.
Czy jesteście w pełni świadomi, że choć żyjecie w ciałach widzialnych, wyraźnie widocznych, i dajecie sobie nawzajem znaki najlepiej, jak potraficie — zwykle bardzo niezdarnie — to naprawdę żyjecie w swoich myślach, uczuciach, nastrojach, pragnieniach, ambicjach i tak dalej, które są niewidzialne? Jesteście więc naprawdę niewidzialni, zamknięci w widzialnym ciele. Czy już to widzicie? Możecie mieć złamane serce, jak to się mówi, a wyglądać widzialnie na pogodnych. Dlaczego ludzie nie mogą przyjąć myśli, że sami żyją w swojej stronie niewidzialnej, znanej tylko im przez ich własną świadomość? Spójrzcie więc na taki obraz: oto jesteśmy dla siebie nawzajem widzialni jako ciała fizyczne, ale w jakimkolwiek rzeczywistym sensie niemal całkiem dla siebie niewidzialni. Będąc zatem naprawdę niewidzialni, jesteście wszyscy sami — nie samotni, ale sami. To jest jedna z tych rzeczy, które musimy uchwycić od szczytu do dna całego znaczenia, jakie w sobie zawierają. Tylko to ratuje nas przed nieustanną litością nad sobą. Niczyją winą nie jest to, że nie jesteście rozumiani — jesteście bowiem niewidzialni i nikt nie może was poznać. Tylko wy możecie poznać samych siebie. Dlatego Praca powiada: „Zacznij od próby zrozumienia siebie”. Tak — zadanie bardzo wielkie. Ale przenosi ono wysiłek we właściwe miejsce. Tutaj jednak wkracza wyobraźnia, by utrzymać was w twardym śnie. Powiada: „Ależ oczywiście, że znam siebie, oczywiście, że siebie rozumiem”. Odpowiedź brzmi: „Nie znasz i nie rozumiesz, a dopóki pozostajesz w tym złudzeniu, nic się dla ciebie nie zmieni. Wszystko pozostanie takie samo. Przejdziesz przez te same kłopoty, te same nieszczęścia i te same tragedie. Jest tylko jeden sposób, by to wszystko zmienić: zmienić siebie. Zmień własny Byt, a życie się zmieni. Spróbuj zmienić życie, a wszystko pozostanie takie samo, choćbyś zawędrował na najdalsze krańce Ziemi”.
Mamy tu teraz jedną z pozytywnych idei Pracy, mianowicie: „Aby zmienić rzeczy, aby zmienić swoje życie, człowiek musi najpierw zmienić siebie. A żeby zmienić siebie, musi znaleźć nauczanie, które mu powie, jak to zrobić. Musi być gotów uczyć się nowej wiedzy, nowej prawdy i zacząć myśleć w nowy sposób. Jeśli będzie dalej myślał z wiedzy, którą nabył, będzie dalej myślał po staremu i wtedy nic nie może się zmienić. Tylko myślenie w nowy sposób może zmienić człowieka”.
Otóż idea życiowa — to znaczy idea negatywna — zaczyna od zmiany życia zewnętrznego: od zmiany domu, dochodu, służby i tak dalej. Idea Pracy zaczyna od zmiany siebie. To jest idea pozytywna. Jeśli pozostaniecie tym samym mężczyzną, tą samą kobietą, to dokądkolwiek pójdziecie, przyciągniecie te same kłopoty, te same niepokoje. Praca powiada: „Wasz Byt przyciąga wasze życie”. Jeśli nie zmienicie swojego Bytu — rodzaju osoby, którą jesteście mechanicznie z wychowania — nic w życiu zewnętrznym nie może się dla was zmienić. Zawsze będziecie przyciągać te same rzeczy, te same sytuacje, te same kłopoty. Praca uczy więc w tym drugim wykształceniu, że zadaniem człowieka jest zacząć próbować zmieniać swój Byt, a nie próbować zmieniać warunki zewnętrzne. To jest idea pozytywna.
Dodaj komentarz